sobota, 3 maja 2014

Księga II: Rozdział X

„Nie stworzono mnie aniołem, dlatego tak bardzo cierpiałam gdy wyrastały mi skrzydła”.




EZRA





 Po powrocie z zakupów, zastałem Sam śpiącą w naszej sypialni. Ostatnio często zauważyłem, że nie jest z nią za dobrze. Ból głowy był jej nierozłącznym towarzyszem. Nie podobało mi się to, ale co mogłem zrobić? Demon nie chciał ją opuścić, a ja byłem pewny, że to jego sprawka. Osłabiał jej ciało, aby w pełni przejąć kontrole nad nią. Nie mogliśmy do tego dopuścić. Ja nie mogłem znów jej stracić...

 Nie wierzyłem w oskarżenia Chrisa. Ona nie byłaby do tego zdolna. Natte i Patrick mnie poparli, jednak Tonny przytaknął upadłemu. Nie rozumiałem go. W ciągu ostatnich tygodni nie był w najlepszym stanie. Wciąż udawał przed nami, że jest wszystko w porządku, jednak ja widziałem, że tak nie jest. 
Podczas skręcania kupionych mebli, opowiedziałem Scott'owi o zaistniałej sytuacji. Był wściekły, że dopiero teraz go o tym informuje. W sumie, miał rację. Wszyscy byliśmy zagrożeni, a teraz dla niego najważniejsze było dobro rodziny. 
- Musimy porozmawiać ze Śmiercią- stwierdził chłopak wyciągając kolejne półki. Kupiliśmy zestaw biało-brązowych mebli. Kolor był uniwersalny, dlatego też pasował do dziewczynki jak i chłopczyka. Chociaż według mnie to był głupi pomysł, aby poczekać z płcią. Co to za różnica? Prędzej czy później i tak się dowiedzą. Przynajmniej nie byłoby problemu z kupnem mebli...
- Próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale nie odpowiadał. Po tym jak zostawił nas na Cyprze kontakt się urwał. Może ty spróbujesz? No wiesz... w końcu mieszkaliście razem przez ostatnie dwa lata, więc jakoś może...
- Nie ma sprawy- uśmiechnął się chłopak.- Spróbuje dzisiaj wieczorem. Ale co on może w tej sprawie nam pomóc?
- Nie w tej- pokręciłem głową.- Może będzie wiedział jak pomóc Sam? Niepokoją mnie te jej objawy.
- Ezra- ciemnowłosy głośno wypuścił powietrze.- Nie wydaje mi się, żeby jej coś było. Znam ją i wiem kiedy udaje. Może demon próbuje ją osłabić, ale bez przesady- stwierdził z kaprysem.- Ona coś przed nami ukrywa.
- Co masz na myśli?- zaniepokoiłem się.
- Chodzi mi o to, że coś kombinuje. Nie jestem pewny, ale myślę, że ona nie jest do końca z nami szczera. Owszem, może i wybaczyła nam te kłamstwa, ale w głębi coś ją gryzie. Martwię się o nią...
- Ja też- przytaknąłem.- Dlatego myślę, że może on nam w czymś pomoże. W końcu zna ją dłużej od nas...
- Może masz racje. W takim razie i tak z nim wieczorem porozmawiam, a ty z nią – podszedł do mnie i pomógł przenieść skręcony mebel. Chociaż sam bym sobie poradził.



SAMANTHA



 Obudziłam się z lekkim bólem głowy. Moje poprzednie kłamstwo się spełniło... Ból teraz rozchodził się po mojej czaszce. Przetarłam zmęczone powieki i wstałam. Wypiłam szklankę wody, która stała przy łóżku i ruszyłam do łazienki. 

 Czując ciepłe igiełki, spływające po moich plecach, pozwoliłam wspomnieniom na opętanie mojego umysłu.


- Nie rozumiem o co ci chodzi- odparł lekko zdenerwowany chłopak.

- Wiesz o co mi chodzi. Znasz prawdę, a ja chce abyś się nią ze mną podzielił- usiadłam obok niego.- Śmierć, musisz mi powiedzieć. Może potrafię się go pozbyć...
- Jest jeden sposób- zrezygnowany przetarł ręką po twarzy.- Ale wiem, że ci się to nie spodoba i nie zgodzisz się na to.
- Spróbujmy- zdobyłam się na uśmiech.
- Można znaleźć innego nosiciela, jednak musi on być spokrewniony z tobą.
- Czyli może być to moja matka? Albo ojciec?
- Nie. To musi być ktoś inny...
- Moje dziecko- wyszeptałam przerażona, a on przytaknął.- Nie. Nie zgadzam się na to.
- Nie masz wyboru. Jeśli zdecydujesz się na dziecko, to ono odziedziczy demona, a wtedy on przejmie nad nim kontrole. Nie będzie tak silne jak ty, więc albo zginie, albo pozwoli demonowi zawładnąć nad sobą.
- Więc co mam zrobić?- pozwoliłam kilku łzom na spłynięcie po policzkach.
- Jedyne co możesz zrobić, to uwięzić go w swoim ciele- ujął moje dłonie swoimi, lodowatymi. Poczułam nieprzyjemne dreszcze na ciele. Co mogłam zrobić? Oczywiście chciałam założyć rodzinę, ale to oznaczałoby skazanie swojego dziecka na wieczne cierpienie, takie jakie ja zdążyłam przeżyć.
- Dobrze, więc zróbmy tak. Potrafisz uwięzić go we mnie? Tak żeby nie przedostał się do kogoś innego?
- Sam, ty nie rozumiesz...- pokręcił przecząco głową.- Abym mógł go uwięzić, sama musiałabyś zginąć. A przynajmniej musiałbym uśmiercić twoje ciało, bo dusza i tak jest już martwa.



 Martwa. Nie cierpiałam tego słowa. Nie rozumiałam dlaczego to akurat mnie spotyka? Wszyscy wokół umierali, a teraz to ja miałam zginąć. Tylko po to, żeby ich chronić. Przeze mnie doświadczyli samych nieszczęść, tylko dlatego, że byłam samolubna. Nie myślałam o konsekwencjach, jakie spotkam. Moim przeznaczeniem było cierpieć. Nie wiem czemu, ale miałam  tak właśnie żyć. Wić się w agonii, tylko żeby ktoś został ukarany. Nie miałam pretensji do nich. W końcu ja też nie przejmowałam się, że kogoś skrzywdzę, ale teraz było inaczej. Musiałam naprawić wszystko, zanim zgodzę się na śmierć. 



- Wszystko w porządku?- usłyszałam zatroskany głos za sobą. Sięgnęłam do szafy po jakieś ciuchy i dopiero potem się odwróciłam.

- Tak, jeszcze trochę mnie boli, ale już jest lepiej- uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Na pewno?
- Mhm- pocałowałam go w policzek, a następnie ściągnęłam ręcznik, aby móc przebrać się w ubrania.
- Sam, jeśli coś będzie cię niepokoić, to mi powiesz, prawda?
- Mówiłam ci, że to zwykły ból głowy. Do jutra na pewno przejdzie- przytaknął, choć nie do końca uwierzył. Przynajmniej teraz nie kłamałam...- Jakie plany na dzisiaj?
- Może pójdziemy na festyn? Jest święto Patryka, więc na mieście odbędzie się występ. Trochę potańczymy, zabawimy się- posłał mi całusa.
- Brzmi nieźle. Muszę jeszcze wstąpić do Dav, więc spotkamy się na miejscu?- zaproponowałam, a on przytaknął. Związałam jeszcze wilgotne włosy i zeszłam na dół. Oczywiście towarzyszyła mi przy tym Nirra. Pożegnałam się z blondynką, która siedziała w kuchni, i ruszyłam do auta.
Już po dwudziestu minutach, stałam przed blokiem, w którym znajdował się jej apartament. Chociaż była młoda, to dawała sobie w życiu radę. Może bez pieniędzy rodziców, nie otworzyłaby swojego własnego butiku, ale jednak trzeba dużo wysiłku, żeby utrzymać takie miejsce. Często wpadałam do niej w odwiedziny. Mieszkanie było wielkie, jednak skromnie umeblowane. Nie widniał w nim przepych, ani nic podobnego. Chociaż rzeczy pochodziły z górnej półki, nie było ich za wiele. 
Nacisnęłam przycisk z jej nazwiskiem, a po chwili usłyszałam jej głos, po którym wpuściła mnie do środka. Windą, wraz z Nirrą, udałam się na górę. Zapukałam do drzwi, a w nich stanęła Davina. Uśmiechnięta, wciągnęła mnie do środka. Zajęłam miejsce na skórzanej, białej kanapie, która stała w salonie. Zwierze usiadło obok mnie, kładąc swój pyszczek na kolanach. 
- Jesteś gotowa?- zapytałam niepewnie. Davina skinęła głową.- Wiem, że może ci się to nie spodobać, ale nie ma innego wyjścia.
- Nie martw się, dam radę- dodała mi otuchy. Chociaż to ja nie miałam zaraz zmienić się w łowcę, to bardziej denerwowałam się od niej.
 Zamknęłam powieki i skupiłam się na swojej mocy. Moje oczy znów przybrały bursztynową barwę, a kły przebiły wargę. Strużka krwi wyciekła z moich ust. Poczułam smak metalu. Podwinęłam rękaw i wbiłam je w skórę. Dziwnie się czułam gryząc swoją rękę. Oderwałam wargi i wyprostowałam rękę w stronę dziewczyny. Niepewnie, chwyciła ją i wypiła ściekającą krew. Widziałam jak krzywi się, czując jej smak. Rany na mojej skórze błyskawicznie się zagoiły. 
- Chodź- powiedziałam do blondynki, która następnie usiadła obok mnie. Zatopiłam zęby w jej szyi. Czułam silną energię w moim ciele. Powoli demon się odzywał. Jad przedostał się do jej ciała. Szybko się oderwałam, gdyż tyle wystarczyło. Nie potrzebowała pół litra jego, a jedynie kilka kropel. Ja wolałam nie ryzykować. Wytarłam szmatką krew na mojej twarzy i jej szyi.
- Wszystko w porządku?- zapytałam, a ta lekko przerażona skinęła głową.- Możesz odczuwać bóle w ciele, ale do jutra staniesz się łowcą, czystej krwi. Jad wydali twoją ludzką część i zastąpi go.
- Ale nie będzie to bolało?- zapytała upewniając się.
- Trochę może boleć, ale gdy będziesz przemieniać się. Potrwa to najdłużej godzinę- wstałam z kanapy.- Ja niestety już muszę iść. Na twoim miejscu zadzwoniłabym do Patricka, żeby został z tobą. Możesz mu opowiedzieć o tym, co się stało, a on w razie konieczności, pomoże ci- pożegnałam się z nią i wyszłam.
Wiedziałam, że chciała zostać jedną z nas, dlatego też, nie powiedziałam jej, że będzie potwornie cierpieć. Nie urodziła się z genem łowcy, więc wszystko musiało zostać zastąpione. Mój demoniczny jad był silny, więc szybko powinna się przemienić. Teraz lepiej byłoby dla niej, żeby Patrick jej towarzyszył. Był lekarzem i na pewno znajdzie coś przeciwbólowego, co mogłoby pomóc. Zaparkowałam auto i wyszłam. Po kilkunastu krokach, stanęłam i zaczęłam się rozglądać. To nie był mój dom. W zasadzie, nic tutaj nie było. Stałam pośrodku jakieś polany. Nirra zaskamlała. Nie wiedziałam jakim cudem się tu znalazłam...
- Może ja ci w tym pomogę?- odezwał się męski głos za mną. Odwróciłam się i zmarszczyłam brwi.
- Lukas? Co ty tu robisz?
- Oj Sam, Sam- powtarzał moje imię.- Ja cię tu wezwałem.
- Ty? Ale po co?- zmierzyłam go wzrokiem. Dziwna energia wydobywała się z jego ciała.
- Nie do końca ja. W zasadzie przyszedłem przekazać ci wiadomość od twojego ojca- uśmiechnął się łobuzersko.
- Przecież ty jesteś weterynarzem, a mój ojciec...
- Demonem- dokończył za mnie.- Tak jak ja. Przysłał mnie, abym przekazał ci wiadomość- zbliżył się do mnie.- Chce się z tobą spotkać, jednak nie w tym stanie- chwycił mnie za szyję i spojrzał w oczy. Widziałam w nich dziwny błysk. Coś co przypominało pożądanie zmieszane z nienawiścią. Teraz poczułam, że on jest demonem. Energia była silna i mroczna. Puścił mnie, a nogi automatycznie się pode mną ugięły. Głośno dysząc, opadłam na ziemi. Znowu się zmieniłam. Kły same wydostały się z mojego uzębienia, ponownie przebijając wargę. Oczy jednak nie przybrały bursztynowej barwy. Ciemność w nich zagościła. Czułam jak zczerniały moje żyłki. Ból był okropny. Zgięłam palce, wbijając je w ziemię. Zacisnęłam zęby i spojrzałam na Lukasa. Stał, śmiejąc się.
- Spokojnie. Zaraz znów powróci twoje prawdziwe oblicze. Pozwól demonowi wydostać się- szepnął mi do ucha.
 Nie mogłam wytrzymać tego bólu. Po prostu pozwoliłam mu się wydostać.
 Głośno ryknęłam, gdy skóra na plecach została rozcięta. Spojrzałam na swój cień, na którym teraz widniały dwa wielkie skrzydła. Wytarłam krew ściekającą z moich ust i wstałam. Spojrzałam na czarne skrzydła, które były piękne. Rozszerzyłam je i podziwiałam. 
- No i to mi się podoba- odezwał się chłopak.
- Przekaż ojcu, że niedługo wpadnę do niego z wizytą- ruszyłam w stronę auta. Teraz miałam wszystko pod kontrolą. Cała moja moc, jak i demona była pod moją władzą. Byłam potężna, a co najważniejsze, pamiętałam wszystko.




 Zatrzymałam się na parkingu w mieście. Właśnie niedaleko tego miejsca, miałam się spotkać z Ezrą. Wyszłam w towarzystwie Nirry i ruszyłam wzdłuż ulicy. Wszystko było ustrojone na zielono. Wszędzie na wystawach gościł czterolistne koniczyny i krasnale z garnkami złota. Na środku ulicy szła parada, w której uczestniczyli akrobaci oraz orkiestra. Za nimi jechały przystrojone auta. Ludzie ustawili się wzdłuż ulic, aby wszystko obejrzeć. Wraz z wilkiem, przeciskałam się szukając blondyna. Musiałam spojrzeć mu prosto w oczy. Nie rozumiałam jak mógł doprowadzić do tego wszystkiego. Obiecał mnie chronić, a tylko niszczył. Stałam się słaba i nic niewarta. Wciąż pozwalałam sobie na jakiekolwiek słabości. Jak na przykład łzy. Nigdy nie płakałam, chyba, że sytuacja była zbyt skomplikowana i przerosła mnie. 

Co masz zamiar zrobić?
A jak myślisz?- uśmiechnęłam się pod nosem.
To rozumiem. A teraz powiedz mi jedno, czy ty tego chcesz?
Tak- odparłam stanowczo.- Już koniec tego zwodzenia. Czas w końcu dopełnić moje przeznaczenie.
Chyba nie myślisz, że...
Że poddam się ojcu? O nie, tu się mylisz. Nikt nie będzie mną pomiatał.
A więc chcesz odejść. Znowu uciekasz?
Nie tym razem. Teraz wracam.
Zakończyłam tą bezsensowną konwersację widząc Ezrę. Stał patrząc się na zebrany tłum. On także mnie szukał. I zaraz znajdzie. 
Zamknęłam oczy i skupiłam swoją moc. Poczułam delikatne ukłucie między żebrami. Potrzebowałam dusz.
Ezra czując wydobywającą się energię, odwrócił się w moją stroną. Z uśmiechem szedł w moją stronę, jednak zwolnił widząc mój wyraz twarzy. Oczy wciąż miałam czarne, więc gościła w nich pustka.
- Sam? To ty?- zaczął niepewnie.
- A jak ci się wydaje? Och, przepraszam. Chyba pytałeś o coś innego. Nie, to nie jestem ja. Nie jestem tą słabą  idiotką, za którą tak szalałeś.
- Nie o to mi chodzi...- pokręcił głową.
- Jak już mówiłam, nie jestem tą okłamywaną przez was osobą.
- Przecież sama powiedziałaś...
- To co ja wtedy mówiłam, nie jest ważne. Nie byłam sobą, a ty o tym dobrze wiedziałeś. Znasz mnie Ezra i powinieneś wiedzieć jak to wszystko się skończy.
- Nie rób tego- w jego oczach zaczęły zbierać się łzy.- Ja cię kocham. Nie opuszczaj mnie...
- Ale ja ciebie już nie kocham. A przynajmniej nie kocham takiego kłamcy. To koniec- odparłam stanowczo.- Sama potrafię o siebie zadbać, więc już nie jesteście mi do niczego potrzebni- ruszyłam w stronę auta, gdy zatrzymałam się, czując jego ciepłą dłoń na mojej ręce.
- Nie zostawiaj mnie.
- Za późno Ezra. Wiedziałeś na co się piszesz, więc teraz musisz ponieść tego konsekwencję- wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam jak najdalej od niego.
Przebiegłam całe miasto, próbując go zgubić. Kochał mnie, więc tak łatwo nie odpuściłby. 
Dopiero gdy na dworze zawitała ciemność, postanowiłam się zatrzymać. Byłam w parku. Opadłam na ławkę, pozwalając wilkowi na oparcie głowy o moje uda. Dopiero teraz pozwoliłam sobie na łzy. Ta sytuacja tego wymagała. Ale co mogłam zrobić?
Przez ostatnie dwa lata włóczyłam się po świecie. W sumie to nie ja, tylko mój demon, który mnie opętał. Błądził po świecie i zbierał siły, pochłaniając dusze niewinnych osób. A potem to wszystko, co się wydarzyło po moim powrocie... Ten morderca, który naśladował poczynania Will'a. Ja go znałam i wiedziałam jak powstrzymać. On chciał tylko i wyłącznie moją duszę, ale żeby ją zdobyć musiałby zwiększyć swoje siły. Na przykład  kradnąc innym energię. Polował na mnie, ale nie wiedział co z tym się wiąże. Nie wytrzymałby takiej energie. Ja prawie zginęłam, gdy ona się uwalniała. Jego czekała tylko śmierć. Ale przecież, kto by nie chciał zaryzykować? Skoro istnieje jakaś szansa, że może stać się potężną istotą i zdobyć władze? Na pewno chciał zrobić to co ja. Odzyskać panowanie nad Cerisem. 
Nie dziwię się, że oni podejrzewali mnie. Sama bym tak zrobiła, gdyby mój demon żył z pochłaniania dusz innych, aby przeżyć. Jednak on nie pozostawiał ich w tak dobrym stanie. Ciała były rozszarpywane. Po skończeniu, nawet nie przypominały ludzi. Ani istot podobnych do nich.
Nie przesadzaj. Wiem, że ci się to podoba. 
Tak. Podoba mi się. I co? Znów mnie opętasz? Znowu będziesz chciał dostać się do Piekła? Nie bądź śmieszny.
Nie jestem. I tak miejsce jest już gotowe. Czeka na nas. W końcu tam trafisz. Z moją pomocą czy bez niej.
Nie bądź taki pewny. Już nie jesteś taki potężny. Teraz ja cię kontroluję- powiedziałam siląc się na spokój. Wybuchnął śmiechem.
Poczekam aż urodzi ci się dziecko. Nie powstrzymasz mnie wtedy.
To sobie poczekasz- łzy znowu spłynęły po moich policzkach.
Musiałam odejść. Pomimo, że go kochałam, nie mogłam pozwolić na dalszy ciąg tego związku. To był już koniec. 
-Tak będzie lepiej dla niego- powtarzałam w myślach, przecząc sama sobie.
Mężczyzna usiadł obok mnie. Wtuliłam się w jego pierś i pozwoliłam na objęcie mnie ramieniem. Dzisiaj był ostatni dzień mojej wolności. To miało być najlepsze, co mnie spotka, patrząc w przyszłość. Właśnie teraz żegnałam się ze wszystkim. Już nigdy ich nie ujrzę. Nie zobaczę wesołego Scott'a, który szykuje się do roli ojca. Ani Amandy, mojej pierwszej przyjaciółki. Tym bardziej już nie będziemy sobie dogryzać wraz z Natte'm. Daviny, która stała się mi bliska, teraz jeszcze bardziej, gdy została łowcą. Wiem, że Patrick się nią dobrze zajmie. Tak jak i reszta, zmienił się. Już nie był tym ponurym i skrytym chłopakiem. Teraz przepełniało go szczęście, gdy spotkał tą dziewczynę. Tworzyli ładną parę, może w końcu się ustatkują? Znowu straciłam wszystko. Pierwszy raz miałam rodzinę, którą jak zwykle zniszczyłam. Prawie... Lepiej będzie im beze mnie. Tego byłam pewna. 
- Zabierz mnie do domu- wyszeptałam między szlochami.- Chcę znów być w Cerisie.



***





Ukochany,



Gdy będziesz czytać ten list, mnie już nie będzie. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to. Znowu Cię zawiodłam i uciekłam. Choć tym razem nie miałam wyjścia. Odeszłam i już nie wrócę. Myślę, że w końcu o mnie zapomnisz. Odzyskałam pamięć i uświadomiłam sobie jedno. Nie kocham Cię. To wszystko było jednym wielkim złudzeniem, które demon wywoływał. Chwilowe szczęście, które w końcu musiało zostać ugaszone. Jestem demonem i nie zasługuje na nic dobrego w moim długim życiu. Nienawidzę siebie za to. Demon nie zasługuje na szczęście. Co za ironia... Całe życie zabijałam je, gdyż uważałam ich za potwory. Jednak sama nie wiedziałam co kryje się w moim ciele. Ja jestem koszmarem, który musi zostać zabitym. Chociaż to jest niemożliwe... Sam wiesz, że on również chce żyć i nie pozwoli mi na jakiekolwiek krzywdy. Śmiertelne oczywiście. Przecież on sam czerpie satysfakcję z mojego psychicznego cierpienia. Wciąż szepcze mi do ucha. Każde jego słowo wywołuje niemiłosierny ból. Ale nie chciałam o tym pisać...

 Wiem, że chociaż odchodzę, to nie chciałabym abyś z wszystkiego zrezygnował, co mnie dotyczy oczywiście. Przede wszystkim chodzi o Scott'a. Nigdy się nie lubiliście, co nie przeszło mojej uwadze, ale skoro teraz wraz z Amandą założyli rodzinę, mam nadzieję, że go zaakceptujesz i pomożesz im. Są zbyt młodzi, żeby mogli być rodzicami. W przeciwieństwie do nas. Wiesz, że będąc z Tobą myślałam o rodzinie? Ale wtedy nie wiedziałam kim jestem. A raczej czym. Jestem ci wdzięczna, że podarowałeś mi tą normalność, ale przeszłość kiedyś Cię dogoni, więc nie warto od niej uciekać. Ja teraz muszę się z nią zmierzyć, i z konsekwencjami, które wynikły przez ten czyn. Nigdy nie powinieneś mnie znaleźć. Miałam cierpieć, a ty dałeś mi szczęście. Chwilowe. 
Nasze drogi nie powinny się zetknąć, nigdy. Każdy powinien iść we własnym kierunku. Ty powinieneś być szczęśliwy z inną. Może Camill? Zauważyłam, że wpadłeś jej w oko...
Tak więc, w tym liście chciałam się z Tobą pożegnać. Wybacz, ale nie potrafiłam Ci powiedzieć to prosto w oczy. Wiedziałam, że zmięknę. Pomimo tego, że spędziliśmy ze sobą tyle czasu, powstała jakaś więź, która by to uniemożliwiła. Niestety, wszystkie uczucia zniknęły. A w szczególności miłość. 
Żegnaj na zawsze, Ukochany, jednak już nie mój.
                                                                                                           Shanel Rivelash
                                                                                                           Twoja Samantha



Przepraszam za drobne spóźnienie. Oddałam lapka do naprawy i miał być już wczoraj gotowy, no ale cóż... Jednak mądra ja zgrałam sobie wcześniej wszystkie gotowe rozdziały na pendriva :D Chociaż nie jest on taki, jaki chciałam. Ale nie mam zbytni czasu na poprawienie go i zrobię to dopiero gdy odzyskam swój komputer. Jeśli chodzi o wasze rozdziały, wszystko postaram się jak najszybciej nadrobić. Jestem mniej więcej na bieżąco, jednak na telefonie trudno mi skomentować nowe notki. Więc proszę o wytrwałość :*
Pozdrawiam
Seo 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Księga II: Rozdział IX

„Dla swoich bliskich można poświęcić wszystko. Nawet człowieczeństwo”.


                Po kilku minutach byliśmy już przed domem. Wysiadłam z psem na rękach, nie zważając czy kierowca też idzie lub czy coś do mnie mówi. Pchnęłam drzwi, które był niedomknięte i słyszałam krzyki dochodzące z salonu. Gdy zrobiłam kilka kroków w głąb budynku, od razu z pomieszczenia wyszedł Ezra. Podszedł do mnie i przytulił. Nirra wyskoczyła z moich rąk i pobiegła do blondynki. Wtuliłam się w jego pierś. Dłonią głaskał mnie po plecach. Cały szok i zdenerwowanie po prostu przy nim znikały.
- Gdzie byłaś? Wiesz jak się martwiłem?- wyszeptał, twarzą schowaną w moich włosach.
- Była ze mną- odezwał się męski głos za mną. Dopiero teraz spojrzałam na Chrisa, który niezauważalnie wszedł do domu. Patrzyłam się na niego swoimi szklistymi oczami, nie odrywając się od ukochanego.
- Co ty tu robisz?- warknął na niego.
- Musimy porozmawiać- wypuścił głośno powietrze.- Na osobności- zastrzegł.
Wyswobodziłam się z jego objęć i złożyłam delikatny pocałunek na jego ciepłych wargach. Wraz z Daviną udałyśmy się na górę. Musiałam ją przeprosić za moje zniknięcie, gdyż wiedziałam, że na pewno jej się zebrało. Znałam Ezrę i jego nadopiekuńczość wobec mnie. Gdy zamknęłam drzwi za nami, od razu zwróciłam się do dziewczyny, która z uśmiechem przyjęła moje przeprosiny.
- Czego się dowiedziałaś?- zapytała po chwili.
- Widziałam kogoś- skrzyżowałam ręce, aby przestały się trząść. - Tam coś było...
- To znaczy?
- Nie wiem. Ale bałam się. Zresztą mój demon też...
Wcale nie!-zaprotestował.
… Czułam jego strach.
- Niedobrze- pokręciła głową.- Więc co masz zamiar zrobić?
- Trzeba go powstrzymać. Oni sami nie dadzą sobie rady, a boją się mnie w to mieszać. Nawet mi nic o tym nie wspomnieli- zaśmiałam się bez krzty wesołości.


***EZRA***

             Nienawistnym wzrokiem wpatrywałem się w ciemnowłosego. Wystarczyło, że spędziłem z nim kilka godzin, a on teraz siedzi u mnie w domu... Jakby nigdy nic, gapi się w stół opartymi rękami na kolanach.
- Jak ją znalazłeś?- przerwałem ciszę. Kretyn spojrzał na mnie, nadal nie odzywając się. Włożyłem ręce do kieszeni i stanąłem kilka metrów przed nim.
- Jak już mieliśmy wracać, poczułem silną energię stamtąd....
- I nie zadzwoniłeś po nas? Sam chciałeś to załatwić?- wtrącił zdenerwowany Tonny.
- Nie było czasu. Musiałem szybko działać.- Widziałem jak Chris powoli traci cierpliwość.
- Uzgodniliśmy, że działamy razem i o wszystkim nas informujesz- odezwałem się.
- Tak jak mówiłem, musiałem działać szybko- zacisnął dłonie w pięści.- Gdy już zbliżałem się do tego miejsca, spotkałem ją.
Zmarszczyłem brwi.- I co w związku z tym?
- Nie rozumiesz?- wstał.- Ona pojawiła się w tamtym miejscu. Tam gdzie zebrała się energia.
- Chyba nie podejrzewasz ją o to?!- wrzasnąłem. Jak on mógł? Nie wierzyłem w jego idiotyzm.
- Nie wiem- pokręcił głową.- Wiesz, że jej demon żywi się duszami. Sam widziałeś ją, gdy ten potwór przejmował kontrolę. Ona nie musi o tym wiedzieć. Skoro on siedzi w jej umyśle, może wszystko zmieniać. Podawać inne obrazy niż są w rzeczywistości. Wszystko jest możliwe- wzruszył ramionami.
- To co robimy?- odezwał się Tonny.
- Co robimy?!- wściekłem się.- Jak możemy cokolwiek robić! Ona nie jest za to odpowiedzialna. Nie zrobiłaby tego. Ja nie wierzę, że byłaby do tego zdolna. A wy- wskazałem na zebranych- powinniście się wstydzić, że występujecie przeciwko własnej królowej!- wyszedłem z pokoju kierując się w stronę sypialni.               Nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie zaszło... Jak oni mogli to wymyślić? Przecież to była nasza Sam... Pomimo tego, że był w niej demon, to ona panowała nad nim. Nie byłaby do tego zdolna. Nigdy.
- Davina, możesz zostawić nas samych?- zwróciłem się do blondynki, po tym jak wszedłem do naszej sypialni. Dziewczyna skinęła głową i wyszła trzymając psa na rękach. Zająłem miejsce obok ukochanej i ująłem jej dłonie. Były zimne, wręcz lodowate.
- Kochanie, musisz mi powiedzieć co ty tam robiłaś- zapytałem łagodnym głosem.
- Chciałam ci zanieść telefon- wyciągnęła go z kieszeni.- Zostawiłeś go w domu. Gdy zobaczyłam esemesa, nogi same mnie tam poniosły- wyznała.
- I co tam się stało?
- Ja... Widziałam kogoś. Tam coś było- zaczęła drgać a ja przytuliłem ją do siebie.
- Już dobrze. Jesteś bezpieczna- złożyłem delikatny pocałunek na jej głowie.
- Nie rozumiesz- zaprzeczyła.- To był człowiek. Przynajmniej w połowie, a ja go znałam.
Spojrzałem na jej twarz i wytarłem kilka łez spływających po jej policzkach.- Jak to znałaś?
- Myślę, że już gdzieś go spotkałam, tylko teraz nie pamiętam.

               Dziewczyna usnęła w moich ramionach. Widziałem, że cała ta sytuacja mocno nią wstrząsnęła. Zaniosłem ją do łóżka i schowałem pod kołdrą. Od razu wtuliła się w poduszkę. Mimowolnie uśmiechnąłem się, gdyż właśnie tak, zawsze się do mnie przytulała. Dłonią przejechałem po jej delikatnych, czarnych włosach. Współczułem jej. W życiu doświadczyła samych nieszczęść i tak dalej się ciągnęło. Chciałem z nią spędzać jak najwięcej czasu, bo czułem, że tylko przy mnie jest bezpieczna. Próbowałem ochronić ją przed tym całym gównem, jednak nie dawałem rady.
               Po szybkim prysznicu, ułożyłem się obok niej, a ona zamieniła poduszkę na mnie.

***SAMANTHA***


                Siedziałam przed blatem czytając gazetę i jedząc śniadanie. Po ostatnich wydarzeniach szybko ochłonęłam i próbowałam wrócić do normalności. Chociaż nie było to łatwe i zapewne nigdy nie będzie. Czytałam gazetę, w której widniały wcześniejsze wydarzenia. Na głównej stronie znajdowało się zdjęcie ciała. Było zawinięte w czarnym worku, a wokół miejsca widniały żółte taśmy z napisem Police. Zamknęłam oczy i znów ujrzałam tego człowieka, który wysysał duszę z tego wilkołaka. Od razu zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam śniadanie. Złapałam się za brzuch, a następnie spłukałam te resztki. Po powrocie do kuchni wyrzuciłam zawartość mojego śniadania, a do kosza dołączyłam mleko, które według mnie było zepsute. Umyłam zęby i ubrałam się. Na dworze padało, więc znowu ubrałam się ciepło. Beżowy, szerszy sweterek do którego ubrałam skórzane, czarne spodnie, idealnie się na mnie prezentował. Rozpuściłam włosy i zeszłam otworzyć drzwi.
                 Gdy już znalazłam się na dole, okazało się, że Ezra wpuścił naszego gościa i razem siedzieli w salonie. Na mój widok uśmiechnął się.
- Sam, poznaj Camill. Jest wilkołakiem- podałam dziewczynie dłoń, którą uściskała.
- Dom jest duży, ale myślę, że dasz sobie rade- puściłam do niej oczko a ręce oparłam na biodrach.
- Tak, jest duży, ale to żaden kłopot dla mnie- odparła rudowłosa. Miała mały kok na głowie, z którego wychodziło kilka pasemek okalających jej jasną cerę. Lekko różowe policzki, powoli traciły swoją barwę. Usta miała krwisto czerwone, a oczy świeciły zielenią. Trochę przerażało mnie jej spojrzenie, ale wydawała się być sympatyczną osobą.
- To może zaprowadzę cię do twojego pokoju?- zaproponowałam a dziewczyna skinęła uśmiechnięta głową.- Ezra wniesie twoje rzeczy. Chodź- chwyciłam ją za dłoń i poszłyśmy na górę. Nim dotarłyśmy do pokoju, oprowadziłam ją po całym domu. Uzgodniłyśmy co należy do jej obowiązków, a co do naszych. W zasadzie chłopaków. Poradziłam jej żeby się nie cackała z nimi. A szczególnie z Natte'm, któremu przydałaby się lekka dyscyplina. Wydawała się być twardą babką, więc wiedziałam, że da sobie radę. Po tym jak blondyn wniósł jej rzeczy, zostawiliśmy ją samą, aby mogła się rozpakować.
- I co o niej sądzisz?- zapytał chłopak, gdy siadałam na jego kolanach.
- Myślę, że jest w porządku- odparłam beztrosko wciąż wpatrując się w jego usta, które teraz tworzyły uśmiech.
- Pierwszy raz mówisz tak o półdemonie- zaśmiał się.- Zwykle chciałaś ich wysłać na terapię.
- Ale to było zanim dowiedziałam się kim oni są- oburzyłam się.
- Oj nie denerwuj się tak- złożył kilka delikatnych pocałunków na moich wargach.- Wstawaj- klepnął mnie w tyłek, w zamian ja go uderzyłam w ramię.- Musimy iść na zakupy. Jutro wracają nowożeńcy, a w domu nie ma jedzenia.
- A co u nich?- zapytałam wstając. Zupełnie zapomniałam, że to już dzisiaj. Dni szybko mijały, szczególnie w ostatnim czasie.
- Za dwa tygodnie Amanda ma termin, więc muszą już wracać. Ona chce urodzić w domu, a Scott próbuje jej to wybić z głowy. Możesz coś z tym zrobić?- przyciągnął mnie do siebie, a nasze usta zetknęły się w namiętnym pocałunku.
- Dobra, pogadam z nim- powiedziałam odrywając się od niego. Przygryzłam wargę i ruszyłam do drzwi.- Ja prowadzę!- krzyknęłam spoglądając na chłopaka. Był lekko przerażony, chociaż byłam dobrym kierowcą.

              Po trzech godzinach robienia zakupów, w końcu weszliśmy do domu. Nawet było zabawnie. Szczególnie gdy rozwaliliśmy worek mąki w sklepie, albo gdy wywalił nas oburzony ochroniarz. Zachowywaliśmy się jak dzieci, które zostały wypuszczone po tygodniu przetrzymywania w zamknięciu. Postawiliśmy zakupy na blacie i wzięliśmy się za ich rozpakowywanie. Nirra oczywiście nam towarzyszyła przy tym, czekając aż coś dostanie. Nie mogłam się powstrzymać i z torby wyciągnęłam jej smakołyki. Od razu zaczęła po mnie skakać. Chociaż wciąż była szczeniakiem, to już sięgała mi do kolan. Po otrzymaniu smakołyku udała się w swój kąt, aby w spokoju zjeść, a my w tym czasie kontynuowaliśmy rozpakowywanie. Sięgając po kolejne produkty Ezra szturchał mnie w bok. Gdy się na niego patrzyłam, na twarzy zawitał łobuzerski uśmieszek. Sięgnęłam po mleko i znów poczułam uderzenie w tyłek.
- Co ty chcesz?- warknęłam na niego.
- Może zrobimy sobie chwilę przerwy?- wymruczał mi do ucha.- Camill się tym zajmie.
- Ezra, nie mamy czasu. Jutro oni wracają a w domu tyle do zrobienia- zamknęłam lodówkę i odwróciłam się do chłopaka. Spoglądał na mnie swoim słodkim wzrokiem, przez który byłam zdolna zgodzić się na wszystko.
Chodźmy trochę poświntuszyć!- odezwał się demon, na co ja parsknęłam śmiechem. Nie przeszkadzało mi to, że on będzie przy tym, bądź wszystko odczuje tak jak ja. W końcu był też częścią mnie. Przyciągnęłam blondyna do siebie i zaczęliśmy się namiętnie całować, kierując w stronę sypialni.





                  Zbiegłam ze schodów, omal nie potykając się o Nirrę, która ostatnio wybierała sobie dość nietypowe miejsca do spania. Przeskoczyłam przez ostatnie schodki i rzuciłam się ciemnowłosemu na szyję. Tak bardzo się za nim stęskniłam... Chłopak chwycił mnie i obróciliśmy się wokół własnej osi. Cieszyłam się jak głupia, że znów się widzimy.
- Boże!- pisnęłam spoglądając na niego.- Jak ty wyrosłeś!- ominęłam śmiejącego się chłopaka i przytuliłam się do blondynki.- Ty też- powiedziałam odrywając się od niej.
- Przytyła- skomentował Ezra, który właśnie męczył się z ich bagażem. Scott chwycił walizki i zaniósł je do ich pokoju, ja w tym czasie zaciągnęłam Amandę do kuchni. Zmęczeni podróżą, na pewno byli głodni, a nasza nowa gosposia naprawdę świetnie gotowała.
Jedząc, dziewczyna opowiadała mi o wszystkim, co wydarzyło się po naszym wyjeździe. Jednym słowem, nic. Po prostu całymi dniami odpoczywali i cieszyli się swoim towarzystwem. Za to ja, miałam jej sporo do opowiedzenia. Zaczęłam od tego, że znam prawdę i wiem czym jesteśmy. Chociaż to ją nie zdziwiło... Pewnie Ezra już o tym wspomniał.
- Wybraliście już imiona?
- Tak, mamy kilka, ale jeszcze nie zdecydowaliśmy które wybierzemy- odparł Scott, który właśnie obejmował swoją ukochaną. Zmienił się. Odkąd dowiedział się, że zostanie ojcem spoważniał. Już nie był rozbrykanym dzieckiem, ani tym maluchem ze zdjęcia, który jednak nie był moim bratem. W zasadzie nie miałam rodzeństwa. Oprócz niego.
- A znacie chociaż płeć?- zapytałam zaciekawiona.
- Nie- uśmiechnęła się dziewczyna.- Chcemy, żeby to była niespodzianka.
- No i będzie. Szczególnie jak do tej bandy dołączy kolejna para chłopców. Nie wiem jak wytrzymamy z siódemką mężczyzn pod jednym dachem- przewróciłam oczami, a następnie wraz z Amandą, wybuchliśmy śmiechem. Nasza paczka była liczna, chociaż martwiłam się, że oni będą się chcieli od nas wyprowadzić. Że będą chcieli iść na swoje. Ja zresztą też już o ty myślałam. Chciałam założyć rodzinę z Ezrą, a nie bawić się w akademik z naszymi przyjaciółmi. Rozumiem imprezy, alkohol, nieśmiertelność, ale musieliśmy myśleć też o przyszłości. Bardzo długiej przyszłości.
-...więc pomyślałem, że najlepiej będzie zrobić remont- usłyszałam kilka słów wypowiedzianych przez Scott'a. Odpłynęłam na tyle, żeby po prostu się wyłączyć.
- Na górze jest jeszcze kilka wolnych pokoi- powiedział blondyn.- Zresztą, całe piętro jest puste, więc będziecie mogli je zająć, a pokoje dla dzieci naprzeciw waszej sypialni.
- Właśnie. Już musimy zacząć szykować dla nich pokoje. Może jeszcze dzisiaj pojedziemy wybrać farbę i meble?- Amanda wyswobodziła się z objęć i sięgnęła po torebkę.
- Jesteś pewna, że nie chcesz odpocząć? Tyle lecieliśmy...
- I tyle odpoczywaliśmy- dodała blondynka.- Chodźmy póki sklepy są jeszcze otwarte. Będziemy mieć już to z głowy.
- No dobra- zgodził się niechętnie. Wszyscy troje ruszyli do wyjścia, tylko ja zostałam na swoim miejscu.
- Wiecie... chyba sobie odpuszczę zakupy. Nie czuje się najlepiej- opadłam na kanapę, a po chwili blondyn zmaterializował się obok mnie.
- Co się dzieje?- zaniepokoił się.
- Zwykły ból głowy- pocałowałam go w usta.- Jedź. Nic mi nie będzie, tylko się prześpię.
Niechętnie przytaknął i po chwili zniknął z nimi za drzwiami. Gdy już byłam pewna, że ich nie ma, wstała i stanęłam obok okna.
- Śmierć!- mój głos rozniósł się po pustym domu. Jak zwykle chłopaki byli na kolejnej imprezie, a Patrick oczywiście u Dav. Gosposia pojechała na zakupy, więc miałam chwilę dla siebie.
- Śmierć!- powtórzyłam krzyk i dopiero po chwili chłopak się pojawił.
- Sam?- zmarszczył brwi.- Czego ode mnie chcesz?- warknął. Nie wiem czemu, ale poczułam nieprzyjemną energię od niego. Nie przypominał dawnego „Matt'a”, ani nie przypominał mi jego poprzednią wersję. Był dla mnie obcy.
- Nie udawaj- uśmiechnęłam się.- Wiem, że się stęskniłeś.
- Odzyskałaś pamięć?- wyszczerzył swoje zęby w uśmiechu.
- Nie, ale wiem czym jesteśmy. I co jest we mnie.
- Aha- skomentował zawiedziony.
- Słuchaj, potrzebuję kilku odpowiedzi od ciebie...
- A jednak. Dawna Sam powraca- opadł na kanapę.- No mów, co tym razem potrzebujesz?

- Chcę żebyś opowiedział mi o moim przeznaczeniu.




Hej :D 
Tym razem rozdział dodaję z rana, żeby potem nie zapomnieć ^^ Jest on krótszy od poprzednich, ale po prostu musiałam zakończyć w takim momencie :D 
Pozdrawiam
Seo :*

piątek, 18 kwietnia 2014

Księga II: Rozdział VIII

„Ostatnie życzenie w męce pozbawionej końca. Chce być znów człowiekiem i znaleźć ukojenie”.





- Za nie długo dojedziemy- odezwała się blondynka. - Powiesz mi po co tam jedziemy?
Głośno wypuściłam powietrze.
- Sam, co się dzieje?- zmartwiła się.
- Nic- wzruszyłam ramionami.
- Przecież widzę. Nie odzywałaś się do mnie przez prawie miesiąc. To ma związek z twoim zwolnieniem?
- Nie Dav, chodzi o to że... Miałam pewne problemy. Musiałam odpocząć.
- A to ma związek z tym gdzie jedziemy?
- Pamiętasz ze mówiłam ci o moim wypadku i, że straciłam pamięć?- kiwnęła głową.- Otóż myślę że nie miałam żadnego wypadku...
Brawo!
- Jak to?- zapytała zaskoczona.
- Dowiedziałam się ze oni mnie okłamują. Ukrywali przede mną prawdę.
- Co masz na myśli?
- Wszyscy zataili pewien fakt o mnie.
- To ma związek z Castle Hill?
- Ponoć już wcześniej tam byłam. W jednej z książek znalazłam tak jakby ukryta wiadomość. Prawdopodobnie coś tam zostawiłam.
- Wiesz co to może być?
- Nie i właśnie tego się boje. Wiem, że moja przeszłość nie jest za wesoła, a tam może być wszystko. Nawet ciało jakiegoś człowieka- dziewczyna roześmiała się.- Mowie poważnie. Nie jestem takim aniołkiem za jakiego mnie uważasz. Teraz tak, ale wcześniej nie.
- Nie jesteś tego pewna. Straciłaś pamięć. Po prostu chęć poznania prawdy wpoiła ci te kłamstwa. Nie wierzę abyś była zdolna kogoś skrzywdzić. Znam cie i wiem...
- Nie znasz mnie. Nie wiesz jaka byłam sprzed roku. Wtedy byłam potworem...
- Przestań! Może wcześniej byłaś trochę zła, ale teraz jesteś zupełnie inną osobą. I nie możesz być tego pewna. Najpierw zobaczmy co tam się kryje.
- Za ile będziemy na miejscu?- spojrzałam na elektryczny zegar, który teraz wskazywał szesnastą. Jechaliśmy już sześć godzin...
- Już jesteśmy.

              Miejsce nie było zbyt wielkie. Zwykła prostokątna wieża osadzona na jakimś wzgórzu. Wyglądała tak jak na tym zdjęciu. Stara i zniszczona. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się dokoła. Ani żywej duszy w pobliżu. Wypuściłam Nirrę i we trójkę ruszyliśmy w stronę budowli.
Przed wejściem okazało się, że jest zamknięta, co było według mnie dziwne... To wyglądało mi na jakiś zabytek, więc powinna być dostępna dla zwiedzających. I tak nie zamierzałam odpuścić. Kłódka była zardzewiała, więc po kilku moich pociągnięciach, rozleciała się na trzy części, głośno stukając kawałkami o kamienie.
               Zaraz po otworzeniu metalowych drzwi w dziwne kwadratowe wzorki, Nirra rzuciła się biegiem w stronę schodów. Odwróciłam się do Dav i uśmiechnęłam się. Z torby wyciągnęłam latarkę i włączając ją, weszłam do środka. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Powoli, chwytając się ściany, ruszyłam do góry. Słyszałam ciche sapanie psa i dziewczyny, która lekko wystraszona szła za mną. Ja się nie bałam. Raczej byłam podekscytowana tym, że za niedługo mogę spotkać się ze swoim demonem. Chciałam tego. Bardzo.
Wyszłyśmy na samą górę i rozglądnęłyśmy się. Nic tam nie było. Zwykła wieża i nic więcej.
- I co teraz?- odezwała się blondynka. Sięgnęłam do torebki po kopertę i wręczyłam jej.
- Myślę, że ten symbol będzie gdzieś narysowany, albo coś w tym stylu. Poszukajmy póki się nie z ciemni- nie zważając na jej słowa, zaczęłam świecić latarką po kamiennych blokach, szukając, w sumie nawet nie wiem czego. Nirra węszyła niedaleko mnie, próbując pomóc. Pomimo tego, że była szczeniakiem, dużo rozumiała.
Przejrzałam kilkanaście kamieni, bez żadnego rezultatu. Może po prostu zostawiłam to zdjęcie? A teraz robię z siebie idiotkę, która ma problemy psychiczne, gdyż rozmawia ze swoim DEMONEM...
Tak, to jest bardzo możliwe....
Cierpliwości kochana.
Cholera! Ja naprawdę zaczynam świrować...
Jeszcze chwilka.
- Mam!- krzyknęła Davina. Obejrzałam się za siebie i ujrzałam radosną dziewczynę. Podeszłam do niej i spojrzałam na znalezisko. Na kamieniu był dokładnie podobny symbol co na kartce. Kilka zawijasów przypominających tricelion. Tylną stroną latarki walnęłam w kamień. Zahuczała, zdradzając pustkę w jej wnętrzu.
- Tam coś jest- wymamrotałam.- Trzeba tylko...- nim zdążyłam dokończyć, kamień pękł. Zdziwiona wyciągnęłam jego kawałki. Nie były zbyt ciężkie. Poświeciłam latarką w pustym miejscu po kamieniu i ujrzałam skrzynkę w jej wnętrzu. Davina bez słowa przyglądała się temu co robiłam. Tak jak Nirra, tylko, że ona i tak by się nie odezwała. Siedziała cicho dysząc. Pudełko okazało się być czarnym, marmurowym prostokątem. Przypominało szkatułkę, ale nie można było jej otworzyć. Nie było żadnego miejsca na kluczyk, ani wejścia. Na jednej ze ścian widniał kolejny symbol.
- I co?- odezwała się dziewczyna.
- No nic... Tego nie da się otworzyć.
- Pokaż- wzięła ode mnie szkatułkę. Przez chwilę obracała ją w różne strony i zrezygnowana mi ją oddała.
- A nie mówiłam?- zaśmiałam się.- Wracajmy. W domu pomyślę jak to otworzyć. Może da się to rozbić?- wstałam otrzepując się z brudu.
- O nie!- zaprotestowała Dav.- Nie będziemy wracać po ciemku. Nie cierpię tego- oburzyła się.
Spojrzałam na niebo i dopiero teraz zauważyłam, że już jest noc. Zegar na telefonie wybijał godzinę dziewiętnastą. Nawet nie wiedziałam, że tyle nam to zajęło...
- Więc co teraz? Podjedziemy do jakiegoś motelu?- zapytałam schodząc ze schodów.
- Niedaleko mieszka moja matka. U niej możemy się zatrzymać.
- Nie będzie miała nic przeciwko Nirrzę?
- Wręcz przeciwnie- uśmiechnęła się.- Ona wprost kocha zwierzęta. W szczególności psy- odparła, a zwierzę zaskamlało.


***Ezra***

- Właśnie dzwoniła Davina!- obudził mnie głos kasztanowłosego. Wstałem z kanapy ocierając dłonią zmęczone powieki. Od kilku dni słabo sypiałem. Tak jak wcześniej Sam, miałem koszmary. Co noc śnił mi się ten sam sen. Ona umierała, a ja nie mogłem nic zrobić. Po prostu stałem trzymając ją za dłoń i żegnałem się z nią. Widziałem jak zamyka swoje piękne oczka i szczęśliwa, odchodzi. Nie mogłem w to uwierzyć, albo nie chciałem. Byliśmy nieśmiertelni, więc nie mogła zginąć tak spokojnie. Nie widziałem żadnej krwi na jej ciele, żadnych ran albo innych skaleczeń. Po prostu zamknęła oczy i odeszła. Płakałem nad jej łóżkiem, póki Śmierć mnie nie oderwał od niej. Przyszedł po jej duszę...
- Co chciała?- odburknąłem zaspanym głosem. Wstałem, lekko się chwiejąc, i udałem się do kuchni po coś do picia.
- Mówiła, że zatrzymają się u jej matki i dopiero jutro wrócą.
- Co?!- wrzasnąłem zdenerwowany.- Jak u jej matki?! Przecież powiedziała, że wróci dzisiaj wieczorem...
- Tak, ale jest ciemno i Dav nalegała żeby zostać.
- Ja pojadę po nie- wypiłem ostatni łyk soku i udałem się po kluczyki do auta.
- Stary spokojnie. To kilka godzin drogi. Jest z nią Nirra, więc możesz być spokojny.
- To gdzie one są?
- W Castle Hill. Ponoć Sam chciała coś zwiedzić...- podrapał się po głowie.
- Kłamała- westchnąłem.- Muszę z nią jak najszybciej porozmawiać i jej wszystko wyjaśnić...
                    Powoli wszystko sobie układałem. Miałem wyznaczoną historię. Chciałem jej małymi krokami opowiedzieć o tym kim jest, zaczynając ode mnie. Już raz przeprowadziliśmy podobną rozmowę, ale wtedy powiedziałem jej kim jest, a nie czym... O tym sama wiedziała. Bałem się jej reakcji. Teraz była zupełnym przeciwieństwem tym co kiedyś. Spokojna, opanowana, delikatna. Istny anioł. Jej anielska wersja się obudziła. Chociaż wcześniej też była taka, ale wszystkie cechy miały nutkę wybuchowości. Była jak bomba zegarowa. Wystarczyło jedno złe pchnięcie i wybuchłaby niszcząc wszystko na swojej drodze. Ale pomimo tego, ja ją kochałem. Była nieprzewidywalna i pełna energii. Co dzień mnie zaskakiwała swoimi wyczynieniami. Teraz nie przypominała dawnej Samanthy, ale dla mnie i tak była najwspanialszą osobą w moim życiu. To ona mnie uszczęśliwiała i dzięki niej miałem ochotę wstać z tego pieprzonego łóżka i przywitać kolejny dzień, wiedząc, że znów ją ujrzę.
- Jutro porozmawiacie. A teraz prześpij się, bo wyglądasz okropnie.
Jakbym tego nie wiedział.
- Masz może coś...
- Na sen?- dokończył za mnie.- Tak. Idź się połóż, a ja zaraz przyniosę ci kolejny wywar- oznajmił kasztanowłosy, a ja posłusznie wróciłem do swojego pokoju.

***SAMANTHA***


               Stałam spoglądając na widok zza okna. Ciemność wszystko spowiła. Rozmyślałam nad tym wszystkim. Skoro byłam potworem, to jak to wszystko działało? Co ja potrafiłam? Kto o tym wiedział? I najważniejsze pytanie, dlaczego ja?
Co ja takiego zrobiłam, że zostałam tak pokarana? Kolejne pytania i brak jakichkolwiek odpowiedzi. Chciałam z kimś porozmawiać... Może nawet z Ezrą? Ale co miałabym mu powiedzieć? Hej, mój wewnętrzny demon mówi, że jestem jakąś nadprzyrodzoną istotą i chciałam się ciebie spytać, czy to prawda? Bo wiesz, jesteś moim narzeczonym, a przed utratą pamięci znałeś mnie, więc mógłbyś mi coś powiedzieć na ten temat.
                 Już wyobrażałam sobie jego wyraz twarzy. Bo przecież czemu sam mi tego nie powiedział? Czy ten chłopak z warsztatu mówił prawdę? Bali się mnie na tyle, żeby ukryć przede mną prawdę?
Pytania, pytania i brak odpowiedzi!
Musiałam komuś zaufać i to musiał być ktoś kogo oni nie znali tak, jak ja. Nie mógł być powiązany ze mną. Znaczy się, z żadnym nadprzyrodzonymi istotami... Czy mogłabym zaufać Davinie?
Tak.
Dlaczego jej ?
Bo ona tego chce. Normalność potrafi być przytłaczająca, a ona właśnie taka jest. Samotna i nudna. Potrzebuje rozrywki. Chce być jedną z nas. Chce być wyjątkowa.
Nie rozumiem...- zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć jego słowa.
Spójrz na jej książki- posłusznie wykonałam to polecenie. Byłam w jej starym pokoju, więc bez problemu mogłam się porozglądać.- Wszystkie są fantasy. Wampiry, wilkołaki, magowie. Ona chce oderwać się z tego świata. Chce chociaż przez chwilę, poczuć, że ta normalność nie istnieje. Wyobrazić sobie, że jest kimś wyjątkowym. Kimś takim jak my.
I to wszystko wiesz za pomocą jej książek?
Szczerze, to wiem to, gdyż potrafię wejść w jej umysł. Ty też, ale jeszcze tego nie potrafisz. Nauczę cię wszystkiego, tylko wpuść mnie do siebie.
Nie. Najpierw dowiem się nieco o tobie, a potem zdecyduję co zrobić. Powiedz mi, dlaczego akurat mam jej zaufać?
Bo, gdy jej powiesz czym jesteś i, że potrafisz zmienić i ją, to tak okaże ci swoją wdzięczność.
Co ja potrafię?!
Możesz ją zmienić. W demona, lub półdemona, czyli wilkołaka. Ale jeszcze nie teraz. Najpierw mnie wpuść.
Nie! Teraz powiedz mi jak to otworzyć!- słyszałam jak demon głośno wzdycha. Sama bym to zrobiła. Przecież jak można gadać ze sobą?
Sama potrafisz to otworzyć. Użyj swojej mocy... Wiem, że potrafisz. Zrób to dla nas.
Rozkoszowałam się jego głosem. Zamknęłam oczy i pogrążyłam się we własnych myślach. Jak miałam to zrobić? Oparłam dłonie na marmurowym kamieniu. Pod dłońmi czułam jego zimno. Wiedziałam, że w końcu coś wymyślę. I tak też się stało. Jakby jakiś przebłysk rozjaśnił mój umysł. Pewna siebie, ruszyłam do torebki, z której wyciągnęłam pęczek klucz. Miałam do niego doczepiony brelok w kształcie małego noża. Usiadłam na kanapie, kładąc przed sobą szkatułkę. Jednym, płynnym ruchem rozcięłam skórę na dłoni, krzywiąc się przy tym. Otwartą dłoń położyłam na symbolu wyrytym w marmurze. Przez chwilę nic się nie działo. Nawet miałam wrażenie, że po prostu ześwirowałam... Jednak myliłam się. Symbol, w którym rynienki zapełnione były moją krwią, zaczął świecić, a wieczko od szkatułki przesunęło się w bok, dając dostęp do jego wnętrza. W środku gotowałam się ze strachu i obaw. Co ja mogłam tam znaleźć? Tylko w jeden sposób mogłam się tego dowiedzieć. Ściągnęłam płytę i zajrzałam do środka.
              Wyciągnęłam czarną książkę, przypominająca dziennik, jakiś pierścionek i sztylet. Otworzyłam notes, a z jego środka wyleciała fotografia. Ta sama, którą znalazłam w kopercie. Otworzyłam na pierwszej stronie i zamarłam. W rogu widniała data.

New Some, 1870r.
Samantha Ravel

To wszystko prawda. Byliśmy tam- odezwał się demon.
Przewróciłam kartkę i, urywkami, zaczęłam czytać jego zawartość.
„...wielka, czarna marmurowa komnata rozprzestrzeniała się wśród tutejszych gór. Z nie wiadomo jakich przyczyn, postanowiłam się tam wybrać. Dziś ponownie byłam sama. W moją krótką podróż, postanowiła się udać konno. Wiem, że nie przystoi to damom, ale kto by mnie w środku nocy oglądał w lesie? Mój rumak z wielkim zapałem gnał przed siebie, jednak wiedziałam, że on przeczuwał coś, czego ja nie byłam zdolna wyczuć. Dotarłszy do groty, zapaliłam pochodnie i bez większego lęku weszłam w głąb ciemności. Czułam dziwną więź związaną z tym miejscem. Czy było to związane z moim wewnętrznym złem? Już od dłuższego czasu przeczuwałam to, ale jakimś dziwnym sposobem nie dopuszczałam tego do siebie.
U stóp nierównych schodów, znajdowało się wielkie pomieszczenie. Wszystko wyglądało pięknie i zarazem strasznie. Kilka razu zlustrowałam wzrokiem pomieszczenie. Niestety, nic w nim nie znalazłam. Gdy już postanowiłam wrócić, poczułam dziwne mrowienie w okolicach skroni. Chwilowy uścisk przerodził się w dreszcze, które rozprzestrzeniły się po całym ciele. Rzuciłam pochodnie, która momentalnie zgasła. Ponownie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Tym razem czarna skrzynia znajdowała się przede mną. Nie musiałam jej otwierać, aby wiedzieć co jest w środku. Bardziej zastanawiał mnie błękitny napisy rozprzestrzeniające się po całym pomieszczeniu. Język był mi w pewien sposób znany. Wiedziałam, że to język demonów, jednak znałam tylko kilka słów....
Nie wiem, dlaczego akurat to opisuję, ale tak nakazuje mi mój instynkt, który wie też, że to pierwsze oznaki ujawnienia się demona”.
„Z dwóch wrogich siebie istot zrodzona. Na wieki naznaczona...”


***EZRA***


Obudziłem się oblany zimnym potem. Pomimo tego, że spałem, i to dość długo, to przez koszmary bardziej się męczyłem niż wysypiałem. Wziąłem szybki prysznic i zszedłem na dół, gdzie czekali już wszyscy.
- Co się dzieje?- zmartwiłem się.
- Znaleźliśmy kolejne ciało- odezwał się Chris. Pomimo tego, że teraz zawarliśmy jakąś „ugodę”, to i tak na jego widok, miałem ochotę poobijać mu tą twarz. - Młody mag. Jeszcze nie w pełni opanował swoje umiejętności.
- Co z nim zrobiliście?
- Zabrałem go do magazynu. Powoli brakuje w nim miejsca- pokręcił głową.- Musimy działać. Inaczej on po nas przyjdzie.
- Trafiliście na coś konkretnego?- nalałem sobie kawy do kubka i upiłem kilka łyków.
- Nie do końca. Mam pewne przeczucie, że możemy go znaleźć w tamtym lesie- wskazał palcem jakieś miejsce na mapie.- Jutro wieczorem odbywa się spotkanie pewnego stada i myślę, że będzie na nich polował. To stare wilki, a ich dusze są silne.
- To wielki las- zauważyłem z lekkim grymasem na twarzy.
- Tak. Podzielimy się na grupy, ale skoro wy nie znacie terenu, to wyślę wam namiary i wszystko uzgodnimy na miejscu- powiedział kierując się w stronę wyjścia.
- Co wy o tym myślicie?- zapytałem, gdy ten idiota opuścił nasz dom.
- Myślę, że może mieć rację. Musimy dowiedzieć się kto za tym stoi, a banda włóczących się w nocy wilkołaków może w tym pomóc- głos zabrał Natte.
- Dobra, więc wszystko jasne. Od dzisiaj naszym głównym zajęciem będzie odnalezienie tego mordercy. On zagraża nie tylko Sam, ale i też nam. Dusze nieśmiertelnych są o wiele potężniejsze niż te zwykłych półdemonów. Ale jej dusza jest jeszcze potężniejsza niż nasza. Wiem, że będzie na nią polował, więc musimy ją chronić. Mam nadzieję, że pamiętacie o przysiędze?- zapytałem mierząc każdego wzrokiem.                      Wszyscy skinęli na zgodę. - Świetnie. Więc zanim spotkamy się wieczorem, trochę powęszymy na mieście. Tonny i Natte- po wymówieniu ich imion, spojrzeli na mnie.- Pójdziecie odnowić stare kontakty. Słyszałem, że Daniell jest w mieście, więc przydałoby się z nim porozmawiać na temat tych morderstw. Tylko nic nie wspominajcie o naszym wypadzie, nie chcę aby z niego zrezygnowali- chłopaki bez słowa wyszli.- Patrick, do ciebie mam inną prośbę. Pojedziesz do tego magazynu i zbadasz jedno z ciał. Muszę wiedzieć, czy da się ich z tego wyciągnąć. One nie przypominają tej armii bezdusznych w Cerisie.
- Wiem- przytaknął.- Zostaniesz tu, w razie gdyby dziewczyny wróciły?
- Tak. Muszę w końcu porozmawiać z Sam... A i Patrick!- krzyknąłem, gdy chłopak już szedł w stronę wyjścia.- Jeśli ci na niej zależy, nie popełniaj tego samego błędu co ja. Powiedz jej prawdę. Ona to zrozumie i zaakceptuje- krzyknąłem, a on uśmiechnął się nim zniknął za drzwiami.

***SAMANTHA***

                     Ze łzami w oczach czytałam kolejne strony dziennika. Opisywał on wydarzenia z 1870r. Kilka tygodni mojego życia. Nie mogłam w to uwierzyć. Albo nie chciałam?
Dowiedziałam się, że miałam narzeczonego... który został zabity przez demony. Opisałam swoją zemstę i pierwszego poznanego przeze mnie Collinsa. Aaron był jego potomkiem, więc nasze drogi się zetknęły. Teraz mu się nie dziwiłam, że wtedy się mnie bał. Sama bym tak zareagowała. Demon potwierdzał każde zapisane słowo. Ostatnia strona mówiła o tym dlaczego zostawiłam tamte rzeczy. Właśnie w tym miejscu się poznaliśmy. Tak wszystko się rozpoczęło, jak i również zakończyło. Schowałam jego sztylet i pierścionek, którym mi się oświadczył. Nawet zdjęcie... Teraz dostrzegłam podobieństwo między mną i kobietą na fotografii. Przecież to była ta sama osoba. Czyli wszystko to prawda... Jestem potworem, a raczej we mnie jest potwór, który karmi się cierpieniem innych. Od lat, a może i nawet tysięcy, zabijam i rozkoszuję się śmiercią...
                Nie mogłam wytrzymać tego wszystkiego i po prostu, rozpłakałam się. Pierwszy raz moje łzy przepełnione były smutkiem i goryczą. Nie chciałam tego. Teraz nawet nie dziwiłam się, dlaczego Ezra to wszystko ukrywał. W pamiętniku często znalazłam fragmenty, które mówiły o tym, jak bardzo pragnęłam śmierci, bądź zwykłego życia ludzkiego. On mi to dał. Dostałam swój wymarzony prezent.
- Wszystko w porządku?- usłyszałam przepełniony troską głos blondynki.
- Nie. Nic nie jest w porządku- wyznałam.- Moje poprzednie życie było do dupy, to też jest do dupy i zapewne też w przyszłości takie będzie- dziewczyna przytuliła mnie do siebie. Właśnie teraz tego potrzebowałam. Bliskość drugiej osoby mi pomagała, chociaż odczułam silną potrzebę spotkania z Ezrą...
- Powiedz, co się stało- wyszeptała głaszcząc mnie po plecach. Oderwałam się od niej i ręką wytarłam łzy cieknące po policzkach.
- Dav, wiem, że to co powiem zabrzmi dziwnie, ale chcę żebyś mnie wysłuchała do końca. Opowiem ci wszystko, ale pamiętaj, że to było kiedyś. Teraz jestem zupełnie inną osobą, więc nie jestem pewna, czy byłabym zdolna do tego, co kiedyś zrobiłam. Nie oceniaj mnie pochopnie...- spojrzałam na nią, a ona uściskała moją dłoń. Wiedziałam, że mogę jej zaufać, więc po głośnym wydechu, zaczęłam opowiadać jej całą historię.- Zacznijmy od tego. Wierzysz w nadprzyrodzone istoty?

***EZRA***

               Siedziałem tępo wpatrując się w swoje dłonie. Nie potrafiłem na niczym się skupić. Moje myśli wciąż wędrowały do Samanthy, która nie odbierała żadnych moich telefonów. Wciąż włączała się poczta... Nawet Davina nie odbierała... Powoli zaczynałem się coraz bardziej martwić, gdy drzwi wejściowe się otworzyły, a do domu wbiegła Nirra, wraz z Sam. Pierwsze co to udałem się do niej i ją przytuliłem. Była cała roztrzęsiona. Bardziej wtuliła się we mnie, a jej ciało lekko się trzęsło pod wpływem płaczu. Moja koszulka była coraz moksza, a ona nie zamierzała przestać. Potrzebowała tego, a ja potrzebowałem jej bliskości. Bez niej byłem niespokojny, wiecznie zdenerwowany i zagubiony.
- Już dobrze- wyszeptałem.- Jestem przy tobie...
- Dziękuje- odparła odrywając się ode mnie, Starłem kciukiem łzy z twarzy, a na ustach złożyłem delikatny pocałunek. Pod wpływem jej miękkich i ciepłych warg, robiłem się coraz mokszy. Pragnąłem jej. Ta tęsknota niezbyt dobrze na mnie wpływała, i na nią też.
- Musimy pogadać- posmutniałem.
- Wiem. Też mam ci tyle do powiedzenia, ale zrobimy to potem. Teraz trzeba nadrobić ten stracony czas- oznajmiła uśmiechając się do mnie. Nasze usta znów zetknęły się w namiętnym pocałunku. Podniosłem ją, a ona splotła nogi na mojej talii. Ruszyliśmy w stronę sypialni, gubiąc po drodze części garderoby.


***SAMANTHA***

                Otworzyłam powieki, a mój wzrok powędrował na ukochanego, leżącego tuż obok mnie. Słodkim wzrokiem przyglądał się mi. Posłałam mu uśmiech, a on przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował. Brakowało mi jego. Tęskniłam za tym dotykiem i czułością, jaką mnie obdarowywał. Kochałam go, i pomimo tego, że mnie okłamał, wybaczyłam mu. Wiedziałam, że nie zrobił tego bez powodu. Chciał abym była szczęśliwa, więc spełnił moje pragnienia. Zostałam zwykłym człowiekiem, ale bajka się skończyła i trzeba było wracać do szarej rzeczywistości.
- Jak się spało?- wymruczał mi do ucha. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Spaliśmy może jakąś godzinę- stwierdziłam, patrząc na zewnątrz, gdzie jeszcze było widno.- Chyba czas już wstawać? Musimy jeszcze porozmawiać...- na twarzy chłopaka zawitał grymas.
- Pogadamy na dole, dobrze?- zapytał wstając.- Ubierz się, a ja zrobię nam coś do jedzenia- namiętnie pocałował mnie w usta i wyszedł, zbierając po drodze swoje ubrania. Zrobiłam to samo, więc już po chwili byłam na dole. Siedziałam na stołku, przy blacie i patrzyłam jak krząta się po kuchni, robiąc coś do jedzenia. Co chwilę odwracał się do mnie i uśmiechał, a ja jak głupia wpatrywałam się w niego. Nie założył koszulki, ale wiedziałam, że zrobił to specjalnie. W samych jeansach stał przed kuchenką energicznie mieszając coś na patelni. Patrzyłam się w jego umięśnione ciało. Tym razem zauważyłam coś jeszcze. Na nadgarstku miał tatuaż, czy też jakiś znak. Inny zawijas zdobył jego ramię, a jeszcze inny pierś. Ponoć ja też takie miałam, ale kto by wierzył demonowi, który mój mózg sobie wymyślił?
A no tak, ja. Wierzyłam w każde jego słowo. A on się nie mylił. Jakby rzeczywiście istniał. Gdy Ezra postawił talerz jajecznicy przede mną, ocknęłam się. Za dużo myślałam... W końcu on przecież za niedługo sam mi powie co się stało, i co jest we mnie.

               Gdy zjedliśmy, przenieśliśmy się na kanapę. On siedział na fotelu, a ja miałam deja vu. Po prostu, myślałam, że już kiedyś odbyliśmy taką rozmowę. Zawzięcie patrzył na swoje dłonie milcząc. Aż w końcu nie wytrzymałam.
- To może ja zacznę?- odezwała się, a on z lekkim zaskoczeniem spojrzał na mnie.- Czy ja jestem demonem?
- Nie do końca Sam. Tyle tego jest...- westchnął.- Zacznijmy od tego czym ja jestem. Otóż już pewnie wiesz, że takie stworzenia istnieją. Ja jestem podobny do nich. Jesteśmy Łowcami. Czyli półdemonami. Jednak istnieją też stworzenia takie jak wilkołaki, które też są półdemonami, jednak ich demon jest dzikszy od naszego. My jesteśmy bardziej ludzcy, ale też potrafimy się przemienić. Nasza przemiana jest nieco inna. Nie zmieniamy się w wilka, tylko w ten sposób ostrzegamy innych. Z naszego uzębienia wysuwają się kły, a oczy przybierają bursztynową barwę. Do tego mamy jeszcze pazury, ale mniejsza o to- zaskoczona słuchałam go. Łowcy? Wiedziałam, że istnieją demony, ale nie mieszanki...- Jeśli chodzi o ciebie... Owszem jesteś demonem, ale i też po części kimś jeszcze. Zrodzona z demona i anioła, stworzona do zagłady. Twój ojciec był aniołem, a matka demonem. Siedzi w tobie potwór, ale i też piękna istota, dlatego też ty nad nią panujesz. Nie pozwalasz jej się wydostać.
- To ona wtedy mnie porwała, prawda?- przerwałam.- Nie było żadnych porywaczy, tylko demon się obudził...- chłopak przytaknął.- A oni? Czy wszyscy nasi przyjaciele też są tacy?
- Nie. Chłopaki i twoja matka tak, ale Matt nie. Część gości na ślubie to byli łowcy, a reszta to wilkołaki.
- Więc czym jest Matt?- poczułam nieprzyjemne dreszcze na ciele.
- Jest Śmiercią. Kosiarzem, panem Życia i Śmierci. Nie wiem jak lepiej brzmi, ale mam nadzieje, że rozumiesz- wybałuszyłam oczy ze zdziwienia. Śmierć? On naprawdę istnieje?
Chociaż tak, teraz sobie przypominam, że na Cyprze prawie nazwali go Śmiercią...
- Wiem, że to trochę pomieszane- zaczął, widząc mój szok- ale nie masz się o co martwić. Ja jestem przy tobie i nie pozwolę aby stała ci się krzywda- ujął swoimi dłońmi moje, a ja czułam, że powoli odzyskuje nad sobą panowanie.
- Powiedz mi jeszcze, ile ja mam lat?- zapytałam ochrypłym głosem. Chłopak przetarł dłonią twarz i chwilę trwaliśmy w milczeniu.
- Za dwa tygodnie skończysz dziewięćset dwadzieścia lat...
Przez chwilę patrzyłam na niego, jak na idiotę. Jak mogłam mieć prawie tysiąc lat?! To niemożliwe... Chociaż mój pamiętnik wskazywał, że mam prawię dwieście lat, więc nie powinnam się dziwić... W sumie, nawet spokojnie to przyjęłam. Po tym jak mój demon się obudził, byłam gotowa na wszystko.
- A ty?- odparłam spokojnym głosem, który w takiej sytuacji, wydawałby się na zbyt dziwny.
- Tysiąc siedemdziesiąt.
- Jak to możliwe?- zdenerwowanie coraz bardziej rosło w moim ciele. Nie cierpiałam takich pytań. Co, jak, gdzie, kiedy...Denerwowało mnie to!
- Jesteśmy łowcami, a niektórzy z nas mają dar nieśmiertelności. Takie potężne demony jak ty, są też nieśmiertelne. Ten symbol,- wskazał na swoją pierś- właśnie oznacza ten dar. U ciebie symbole też się pojawią, ale musisz jeszcze poczekać.
Oszołomiona patrzyłam na niego. To wszystko wydawało się nieprawdopodobne, ale jednak prawdziwe.
Wierzyłam mu. Czułam, że mówi prawdę. Niby dlaczego miałam mu nie ufać? Okłamał mnie, ale to dla mojego dobra. Za to byłam wdzięczna, że mogłam mieć chociaż kilka miesięcy spokoju. Wiodłam beztroskie życie, przepełnione szczęściem. Jednak zostało mi jedno pytanie, na które musiałam dostać odpowiedź. Sam demon podpuścił mnie do tego. Ciekawość zżerała mnie od środka. Spojrzałam na Ezrę, który wyczekiwał jakieś odpowiedzi ode mnie. Wypuściłam głośno powietrze.
- Dobra, więc teraz zostało ostatnie pytanie- ręce znów zaczęły mi się trząść, a serce przyśpieszyło. Ścisnęłam palce w pięść i znów spojrzałam na chłopaka.- Co wydarzyło się w Cerisie?


***EZRA***

               Zostawiłem Sam pod opieką jej przyjaciółki i wilka. Wytłumaczyłem jej co się dzieje. Że muszę kogoś znaleźć, kto zagraża naszym życiom, a przede wszystkim jej. Nie dopytywała, za co byłem jej wdzięczny. Zrozumiała, że musiałem iść i nie mogła mi towarzyszyć. Sama zaproponowała, że zadzwoni po Davinę. Rozumiała mnie, co mnie zdziwiło. Te jej pytania, a także zmartwiło mnie to, że tyle wiedziała o swoim demonie. Nawet jakimś cudem dowiedziała się o Cerisie i Philipie. Jednak wszystko jej w skrócie wyjaśniłem, a jej reakcja mnie zdziwiła. Po prostu podeszła i mnie przytuliła.
                  Zrozumiała wszystko, i nawet była mi wdzięczna za to co zrobiłem. Wszystko w miarę wróciło do normy. Moje obawy zniknęły, a ja byłem szczęśliwy, że znowu byliśmy razem. Jednak nie dane nam było nacieszyć się tą chwilą. Dostałem wiadomość od Chrisa i musiałem w ciągu godziny, stawić się przed lasem. Nie zatrzymywała mnie, tylko pożegnała się, a ja obiecałem, że wrócę jak najszybciej.
Zaparkowałem przed lasem i wysiadłem, kierując się w stronę przybyłych półdemonów.
- Nie wiele się dowiedzieliśmy- wyznał brunet.- Daniell nie stracił żadnego ze swoich, jednak *** owszem. Już pięciu wilkołaków zniknęło, ale znalazł się świadek, który już nie żyje...- podrapał się po głowie.- Wiemy jednak, że to nie jest osoba z tego świata. Przypuszczamy, że coś wypełzło z Piekła.
- A co z ciałami?- zwróciłem się do kasztanowłosego.
- Też niewiele się dowiedziałem. Oni żyją we własnym więzieniu i myślę, że właśnie tak czerpie z nich moc.
Westchnąłem.
- Szykuje się coś wielkiego- powtórzyłem wcześniejsze słowa upadłego.- Coś co zagraża nam wszystkim, więc musimy to jak najszybciej powstrzymać- chłopaki skinęli głowami.
Podzieliliśmy się na trzy grupy. Chris chciał iść sam, a ja mu nie przeszkadzałem. Przynajmniej miałem pewność, że moi ludzie są bezpieczni razem. Przemienieni, ruszyliśmy w stronę ciemnej otchłani.

***SAMANTHA***

- To opowiadaj!- piskliwy głos blondynki omal nie rozwalił mi bębenków w uszach.
- Co mam mówić? Wytłumaczył mi wszystko, co już wiedziałam. Jedynie bardziej szczegółowo- opadłam na kanapę, trzymając w ręce kubek gorącej herbaty.
- Ale... czy...- speszyła się.
- Powiedział jak cię przemienić? Nie, ale mniej więcej wiem jak to zrobić. Tylko musiałabym zjednoczyć się z demonem, a z tym chciałabym jeszcze poczekać. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz...
- Tak- przytuliła mnie.- Po prostu nie mogę się tego doczekać. Zawsze pragnęłam być kimś więcej niż tylko człowiekiem.
No co ty nie powiesz...
Zamknij się!- warknęłam w myślach.
- Wiesz, że jedynie mogłabym cię zmienić w łowcę?- skłamałam. Nie chciałam aby i ona stała się potworem, tylko żeby pomogła nam walczyć z tymi bestiami.
- Wiem, i nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo tego pragnę- zachichotała.
- Cierpliwości. Za niedługo staniesz się jedną z nas, więc nie martw się. Jeszcze muszę załatwić jedną sprawę- wstałam wyswobadzając się z jej uścisku.
- Gdzie idziesz?- zaniepokoiła się dziewczyna.- Ezra kazał nam zostać w domu.
- Zadzwonię tylko do Patricka i mu powiem, że zostawił telefon- pomachałam jego komórką i odblokowałam. Na wyświetlaczu ukazała się wiadomość o jakimś spotkaniu. Nie wiele myśląc, rzuciłam się do wyjścia, krzycząc po drodze do Dav, że ma tu zostać. Nirra oczywiście pobiegła za mną. Pomimo tego, że dowiedziałam się, że jest półdemonem, to i tak mi to nie przeszkadzało. Ona mnie chroniła, a ja ją kochałam. Wsiadłam do swojego auta i z piskiem opon, odjechałam z podjazdu.


            Zatrzymałam się przed jakimś lasem. Nie wiem co mnie wtedy napadło, ale po prostu poczułam, że muszę tam jechać. Że może stać się coś złego jeśli mnie tam nie będzie. Wokół leśnego parkingu, nie było żadnych lampek, więc w ciemności ruszyłyśmy w stronę drzew. Demon nauczył mnie przemiany, więc moje oczy znów przybrały bursztynową barwę, przez co mogłam widzieć w ciemności. Oczywiście nie wszystko, bo mój wzrok nadal nie był do tego przyzwyczajony, ale wystarczyło aby odróżnić drzewo od człowieka. Lub demona.
               Szłam po cichu za Nirrą, która wyczuła jakiś zapach. Teraz wiedziałam, że ona jest ze mną, aby mnie chronić, a ja jej na to pozwalałam.
Nagle wilk znieruchomiał, wpatrując się przed siebie. Zrobiłam to samo, jednak miałam małe problemy z dostrzeżeniem tego, co ona widziała. Zwierzę przybliżyło się do mnie. Skupiłam swój wzrok na ciemnej plamie, która zaczęła się poruszać. Zimny wiatr muskał mój kark, na którym czułam zimne dreszcze. Zamrugałam kilka razy i w końcu pojawił się obraz.
                     Czarna postać klęczała nad jakimś ciałem. Widok od razu skojarzył mi się z moim wypadkiem sprzed kilku tygodni. Jego ręka była wyprostowana i uniesiona kilka centymetrów nad ciałem. Czułam dziwną energię wydobywającą się od niego. Była mi znana, a zarazem obca. Wokół jego palców zacząła się wić biało- niebieska smuga, która znikała pod czarnym płaszczem. Może i miał ludzką dłoń, ale to na pewno nie był człowiek. Przypominał mi mojego demona, który potrzebował ludzkie dusze, aby się wzmocnić. Ten potwór łudząco przypominał mnie. Jednak ja tego nie chciałam, a on, pomimo że nie widziałam jego twarzy, to miałam przeczucie, że to wszystko mu się podoba.
Zakryłam dłońmi usta, gdy ciało mężczyzny wygięło się w łuk, przy którym kilka kości pękło. Nie chciałam, aby to coś też mnie zaatakowało. Chociaż było już za późno. Stwór odwrócił głowę w moją stronę, ukazując ciemność w kapturze, a ja jak zwykle... uciekłam.
                     Wystraszona, biegłam przed siebie, jedynie spoglądając co chwilę, czy Nirra jest za mną. Nie interesowało mnie to, że to coś mnie goni, ale bardziej czy mój wilk będzie bezpieczny. Zdyszana, wybiegłam na polną drogę. Rozejrzałam się wokół. Wszędzie widniała ciemność. Zgubiłam się. Cholera jasna! Złapałam się za głowę, próbując jakoś to wszystko ogarnąć.
Uspokój się. Panika na nic ci się nie przyda.
Jak mam być spokojna, jak to coś mnie goni?!
Obejrzyj się...
Odwróciłam się i ujrzałam dwa świecące oczka, zbliżające się do mnie. To było auto! Dziękowałam, że nie muszę błądzić po nocach w tym obrzydliwym lesie. Pojazd szybko zbliżył się do mnie. Usłyszałam trzask pękających gałęzi. Wiedziałam, że to coś tam jest i zaraz mnie dorwie.

- Wsiadaj!- krzyknął mężczyzna z samochodu. Nie wiele myśląc, wraz z Nirrą weszłam do niego. Gdy trzasnęłam drzwiami, dopiero uświadomiłam sobie, że ja znam ten głos.  



Szczerze, to zapomniałam, że dzisiaj jest piątek :D 
No nic, mam nadzieję, że rozdział się podobał :*
Pozdrawiam 
Seo