piątek, 18 kwietnia 2014

Księga II: Rozdział VIII

Ostatnie życzenie w męce pozbawionej końca. Chce być znów człowiekiem i znaleźć ukojenie”.





- Za nie długo dojedziemy- odezwała się blondynka. - Powiesz mi po co tam jedziemy?
Głośno wypuściłam powietrze.
- Sam, co się dzieje?- zmartwiła się.
- Nic- wzruszyłam ramionami.
- Przecież widzę. Nie odzywałaś się do mnie przez prawie miesiąc. To ma związek z twoim zwolnieniem?
- Nie Dav, chodzi o to że... Miałam pewne problemy. Musiałam odpocząć.
- A to ma związek z tym gdzie jedziemy?
- Pamiętasz ze mówiłam ci o moim wypadku i, że straciłam pamięć?- kiwnęła głową.- Otóż myślę że nie miałam żadnego wypadku...
Brawo!
- Jak to?- zapytała zaskoczona.
- Dowiedziałam się ze oni mnie okłamują. Ukrywali przede mną prawdę.
- Co masz na myśli?
- Wszyscy zataili pewien fakt o mnie.
- To ma związek z Castle Hill?
- Ponoć już wcześniej tam byłam. W jednej z książek znalazłam tak jakby ukryta wiadomość. Prawdopodobnie coś tam zostawiłam.
- Wiesz co to może być?
- Nie i właśnie tego się boje. Wiem, że moja przeszłość nie jest za wesoła, a tam może być wszystko. Nawet ciało jakiegoś człowieka- dziewczyna roześmiała się.- Mowie poważnie. Nie jestem takim aniołkiem za jakiego mnie uważasz. Teraz tak, ale wcześniej nie.
- Nie jesteś tego pewna. Straciłaś pamięć. Po prostu chęć poznania prawdy wpoiła ci te kłamstwa. Nie wierzę abyś była zdolna kogoś skrzywdzić. Znam cie i wiem...
- Nie znasz mnie. Nie wiesz jaka byłam sprzed roku. Wtedy byłam potworem...
- Przestań! Może wcześniej byłaś trochę zła, ale teraz jesteś zupełnie inną osobą. I nie możesz być tego pewna. Najpierw zobaczmy co tam się kryje.
- Za ile będziemy na miejscu?- spojrzałam na elektryczny zegar, który teraz wskazywał szesnastą. Jechaliśmy już sześć godzin...
- Już jesteśmy.

              Miejsce nie było zbyt wielkie. Zwykła prostokątna wieża osadzona na jakimś wzgórzu. Wyglądała tak jak na tym zdjęciu. Stara i zniszczona. Wysiadłam z auta i rozejrzałam się dokoła. Ani żywej duszy w pobliżu. Wypuściłam Nirrę i we trójkę ruszyliśmy w stronę budowli.
Przed wejściem okazało się, że jest zamknięta, co było według mnie dziwne... To wyglądało mi na jakiś zabytek, więc powinna być dostępna dla zwiedzających. I tak nie zamierzałam odpuścić. Kłódka była zardzewiała, więc po kilku moich pociągnięciach, rozleciała się na trzy części, głośno stukając kawałkami o kamienie.
               Zaraz po otworzeniu metalowych drzwi w dziwne kwadratowe wzorki, Nirra rzuciła się biegiem w stronę schodów. Odwróciłam się do Dav i uśmiechnęłam się. Z torby wyciągnęłam latarkę i włączając ją, weszłam do środka. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Powoli, chwytając się ściany, ruszyłam do góry. Słyszałam ciche sapanie psa i dziewczyny, która lekko wystraszona szła za mną. Ja się nie bałam. Raczej byłam podekscytowana tym, że za niedługo mogę spotkać się ze swoim demonem. Chciałam tego. Bardzo.
Wyszłyśmy na samą górę i rozglądnęłyśmy się. Nic tam nie było. Zwykła wieża i nic więcej.
- I co teraz?- odezwała się blondynka. Sięgnęłam do torebki po kopertę i wręczyłam jej.
- Myślę, że ten symbol będzie gdzieś narysowany, albo coś w tym stylu. Poszukajmy póki się nie z ciemni- nie zważając na jej słowa, zaczęłam świecić latarką po kamiennych blokach, szukając, w sumie nawet nie wiem czego. Nirra węszyła niedaleko mnie, próbując pomóc. Pomimo tego, że była szczeniakiem, dużo rozumiała.
Przejrzałam kilkanaście kamieni, bez żadnego rezultatu. Może po prostu zostawiłam to zdjęcie? A teraz robię z siebie idiotkę, która ma problemy psychiczne, gdyż rozmawia ze swoim DEMONEM...
Tak, to jest bardzo możliwe....
Cierpliwości kochana.
Cholera! Ja naprawdę zaczynam świrować...
Jeszcze chwilka.
- Mam!- krzyknęła Davina. Obejrzałam się za siebie i ujrzałam radosną dziewczynę. Podeszłam do niej i spojrzałam na znalezisko. Na kamieniu był dokładnie podobny symbol co na kartce. Kilka zawijasów przypominających tricelion. Tylną stroną latarki walnęłam w kamień. Zahuczała, zdradzając pustkę w jej wnętrzu.
- Tam coś jest- wymamrotałam.- Trzeba tylko...- nim zdążyłam dokończyć, kamień pękł. Zdziwiona wyciągnęłam jego kawałki. Nie były zbyt ciężkie. Poświeciłam latarką w pustym miejscu po kamieniu i ujrzałam skrzynkę w jej wnętrzu. Davina bez słowa przyglądała się temu co robiłam. Tak jak Nirra, tylko, że ona i tak by się nie odezwała. Siedziała cicho dysząc. Pudełko okazało się być czarnym, marmurowym prostokątem. Przypominało szkatułkę, ale nie można było jej otworzyć. Nie było żadnego miejsca na kluczyk, ani wejścia. Na jednej ze ścian widniał kolejny symbol.
- I co?- odezwała się dziewczyna.
- No nic... Tego nie da się otworzyć.
- Pokaż- wzięła ode mnie szkatułkę. Przez chwilę obracała ją w różne strony i zrezygnowana mi ją oddała.
- A nie mówiłam?- zaśmiałam się.- Wracajmy. W domu pomyślę jak to otworzyć. Może da się to rozbić?- wstałam otrzepując się z brudu.
- O nie!- zaprotestowała Dav.- Nie będziemy wracać po ciemku. Nie cierpię tego- oburzyła się.
Spojrzałam na niebo i dopiero teraz zauważyłam, że już jest noc. Zegar na telefonie wybijał godzinę dziewiętnastą. Nawet nie wiedziałam, że tyle nam to zajęło...
- Więc co teraz? Podjedziemy do jakiegoś motelu?- zapytałam schodząc ze schodów.
- Niedaleko mieszka moja matka. U niej możemy się zatrzymać.
- Nie będzie miała nic przeciwko Nirrzę?
- Wręcz przeciwnie- uśmiechnęła się.- Ona wprost kocha zwierzęta. W szczególności psy- odparła, a zwierzę zaskamlało.


***Ezra***

- Właśnie dzwoniła Davina!- obudził mnie głos kasztanowłosego. Wstałem z kanapy ocierając dłonią zmęczone powieki. Od kilku dni słabo sypiałem. Tak jak wcześniej Sam, miałem koszmary. Co noc śnił mi się ten sam sen. Ona umierała, a ja nie mogłem nic zrobić. Po prostu stałem trzymając ją za dłoń i żegnałem się z nią. Widziałem jak zamyka swoje piękne oczka i szczęśliwa, odchodzi. Nie mogłem w to uwierzyć, albo nie chciałem. Byliśmy nieśmiertelni, więc nie mogła zginąć tak spokojnie. Nie widziałem żadnej krwi na jej ciele, żadnych ran albo innych skaleczeń. Po prostu zamknęła oczy i odeszła. Płakałem nad jej łóżkiem, póki Śmierć mnie nie oderwał od niej. Przyszedł po jej duszę...
- Co chciała?- odburknąłem zaspanym głosem. Wstałem, lekko się chwiejąc, i udałem się do kuchni po coś do picia.
- Mówiła, że zatrzymają się u jej matki i dopiero jutro wrócą.
- Co?!- wrzasnąłem zdenerwowany.- Jak u jej matki?! Przecież powiedziała, że wróci dzisiaj wieczorem...
- Tak, ale jest ciemno i Dav nalegała żeby zostać.
- Ja pojadę po nie- wypiłem ostatni łyk soku i udałem się po kluczyki do auta.
- Stary spokojnie. To kilka godzin drogi. Jest z nią Nirra, więc możesz być spokojny.
- To gdzie one są?
- W Castle Hill. Ponoć Sam chciała coś zwiedzić...- podrapał się po głowie.
- Kłamała- westchnąłem.- Muszę z nią jak najszybciej porozmawiać i jej wszystko wyjaśnić...
                    Powoli wszystko sobie układałem. Miałem wyznaczoną historię. Chciałem jej małymi krokami opowiedzieć o tym kim jest, zaczynając ode mnie. Już raz przeprowadziliśmy podobną rozmowę, ale wtedy powiedziałem jej kim jest, a nie czym... O tym sama wiedziała. Bałem się jej reakcji. Teraz była zupełnym przeciwieństwem tym co kiedyś. Spokojna, opanowana, delikatna. Istny anioł. Jej anielska wersja się obudziła. Chociaż wcześniej też była taka, ale wszystkie cechy miały nutkę wybuchowości. Była jak bomba zegarowa. Wystarczyło jedno złe pchnięcie i wybuchłaby niszcząc wszystko na swojej drodze. Ale pomimo tego, ja ją kochałem. Była nieprzewidywalna i pełna energii. Co dzień mnie zaskakiwała swoimi wyczynieniami. Teraz nie przypominała dawnej Samanthy, ale dla mnie i tak była najwspanialszą osobą w moim życiu. To ona mnie uszczęśliwiała i dzięki niej miałem ochotę wstać z tego pieprzonego łóżka i przywitać kolejny dzień, wiedząc, że znów ją ujrzę.
- Jutro porozmawiacie. A teraz prześpij się, bo wyglądasz okropnie.
Jakbym tego nie wiedział.
- Masz może coś...
- Na sen?- dokończył za mnie.- Tak. Idź się połóż, a ja zaraz przyniosę ci kolejny wywar- oznajmił kasztanowłosy, a ja posłusznie wróciłem do swojego pokoju.

***SAMANTHA***


               Stałam spoglądając na widok zza okna. Ciemność wszystko spowiła. Rozmyślałam nad tym wszystkim. Skoro byłam potworem, to jak to wszystko działało? Co ja potrafiłam? Kto o tym wiedział? I najważniejsze pytanie, dlaczego ja?
Co ja takiego zrobiłam, że zostałam tak pokarana? Kolejne pytania i brak jakichkolwiek odpowiedzi. Chciałam z kimś porozmawiać... Może nawet z Ezrą? Ale co miałabym mu powiedzieć? Hej, mój wewnętrzny demon mówi, że jestem jakąś nadprzyrodzoną istotą i chciałam się ciebie spytać, czy to prawda? Bo wiesz, jesteś moim narzeczonym, a przed utratą pamięci znałeś mnie, więc mógłbyś mi coś powiedzieć na ten temat.
                 Już wyobrażałam sobie jego wyraz twarzy. Bo przecież czemu sam mi tego nie powiedział? Czy ten chłopak z warsztatu mówił prawdę? Bali się mnie na tyle, żeby ukryć przede mną prawdę?
Pytania, pytania i brak odpowiedzi!
Musiałam komuś zaufać i to musiał być ktoś kogo oni nie znali tak, jak ja. Nie mógł być powiązany ze mną. Znaczy się, z żadnym nadprzyrodzonymi istotami... Czy mogłabym zaufać Davinie?
Tak.
Dlaczego jej ?
Bo ona tego chce. Normalność potrafi być przytłaczająca, a ona właśnie taka jest. Samotna i nudna. Potrzebuje rozrywki. Chce być jedną z nas. Chce być wyjątkowa.
Nie rozumiem...- zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć jego słowa.
Spójrz na jej książki- posłusznie wykonałam to polecenie. Byłam w jej starym pokoju, więc bez problemu mogłam się porozglądać.- Wszystkie są fantasy. Wampiry, wilkołaki, magowie. Ona chce oderwać się z tego świata. Chce chociaż przez chwilę, poczuć, że ta normalność nie istnieje. Wyobrazić sobie, że jest kimś wyjątkowym. Kimś takim jak my.
I to wszystko wiesz za pomocą jej książek?
Szczerze, to wiem to, gdyż potrafię wejść w jej umysł. Ty też, ale jeszcze tego nie potrafisz. Nauczę cię wszystkiego, tylko wpuść mnie do siebie.
Nie. Najpierw dowiem się nieco o tobie, a potem zdecyduję co zrobić. Powiedz mi, dlaczego akurat mam jej zaufać?
Bo, gdy jej powiesz czym jesteś i, że potrafisz zmienić i ją, to tak okaże ci swoją wdzięczność.
Co ja potrafię?!
Możesz ją zmienić. W demona, lub półdemona, czyli wilkołaka. Ale jeszcze nie teraz. Najpierw mnie wpuść.
Nie! Teraz powiedz mi jak to otworzyć!- słyszałam jak demon głośno wzdycha. Sama bym to zrobiła. Przecież jak można gadać ze sobą?
Sama potrafisz to otworzyć. Użyj swojej mocy... Wiem, że potrafisz. Zrób to dla nas.
Rozkoszowałam się jego głosem. Zamknęłam oczy i pogrążyłam się we własnych myślach. Jak miałam to zrobić? Oparłam dłonie na marmurowym kamieniu. Pod dłońmi czułam jego zimno. Wiedziałam, że w końcu coś wymyślę. I tak też się stało. Jakby jakiś przebłysk rozjaśnił mój umysł. Pewna siebie, ruszyłam do torebki, z której wyciągnęłam pęczek klucz. Miałam do niego doczepiony brelok w kształcie małego noża. Usiadłam na kanapie, kładąc przed sobą szkatułkę. Jednym, płynnym ruchem rozcięłam skórę na dłoni, krzywiąc się przy tym. Otwartą dłoń położyłam na symbolu wyrytym w marmurze. Przez chwilę nic się nie działo. Nawet miałam wrażenie, że po prostu ześwirowałam... Jednak myliłam się. Symbol, w którym rynienki zapełnione były moją krwią, zaczął świecić, a wieczko od szkatułki przesunęło się w bok, dając dostęp do jego wnętrza. W środku gotowałam się ze strachu i obaw. Co ja mogłam tam znaleźć? Tylko w jeden sposób mogłam się tego dowiedzieć. Ściągnęłam płytę i zajrzałam do środka.
              Wyciągnęłam czarną książkę, przypominająca dziennik, jakiś pierścionek i sztylet. Otworzyłam notes, a z jego środka wyleciała fotografia. Ta sama, którą znalazłam w kopercie. Otworzyłam na pierwszej stronie i zamarłam. W rogu widniała data.

New Some, 1870r.
Samantha Ravel

To wszystko prawda. Byliśmy tam- odezwał się demon.
Przewróciłam kartkę i, urywkami, zaczęłam czytać jego zawartość.
...wielka, czarna marmurowa komnata rozprzestrzeniała się wśród tutejszych gór. Z nie wiadomo jakich przyczyn, postanowiłam się tam wybrać. Dziś ponownie byłam sama. W moją krótką podróż, postanowiła się udać konno. Wiem, że nie przystoi to damom, ale kto by mnie w środku nocy oglądał w lesie? Mój rumak z wielkim zapałem gnał przed siebie, jednak wiedziałam, że on przeczuwał coś, czego ja nie byłam zdolna wyczuć. Dotarłszy do groty, zapaliłam pochodnie i bez większego lęku weszłam w głąb ciemności. Czułam dziwną więź związaną z tym miejscem. Czy było to związane z moim wewnętrznym złem? Już od dłuższego czasu przeczuwałam to, ale jakimś dziwnym sposobem nie dopuszczałam tego do siebie.
U stóp nierównych schodów, znajdowało się wielkie pomieszczenie. Wszystko wyglądało pięknie i zarazem strasznie. Kilka razu zlustrowałam wzrokiem pomieszczenie. Niestety, nic w nim nie znalazłam. Gdy już postanowiłam wrócić, poczułam dziwne mrowienie w okolicach skroni. Chwilowy uścisk przerodził się w dreszcze, które rozprzestrzeniły się po całym ciele. Rzuciłam pochodnie, która momentalnie zgasła. Ponownie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Tym razem czarna skrzynia znajdowała się przede mną. Nie musiałam jej otwierać, aby wiedzieć co jest w środku. Bardziej zastanawiał mnie błękitny napisy rozprzestrzeniające się po całym pomieszczeniu. Język był mi w pewien sposób znany. Wiedziałam, że to język demonów, jednak znałam tylko kilka słów....
Nie wiem, dlaczego akurat to opisuję, ale tak nakazuje mi mój instynkt, który wie też, że to pierwsze oznaki ujawnienia się demona”.
Z dwóch wrogich siebie istot zrodzona. Na wieki naznaczona...”


***EZRA***


Obudziłem się oblany zimnym potem. Pomimo tego, że spałem, i to dość długo, to przez koszmary bardziej się męczyłem niż wysypiałem. Wziąłem szybki prysznic i zszedłem na dół, gdzie czekali już wszyscy.
- Co się dzieje?- zmartwiłem się.
- Znaleźliśmy kolejne ciało- odezwał się Chris. Pomimo tego, że teraz zawarliśmy jakąś „ugodę”, to i tak na jego widok, miałem ochotę poobijać mu tą twarz. - Młody mag. Jeszcze nie w pełni opanował swoje umiejętności.
- Co z nim zrobiliście?
- Zabrałem go do magazynu. Powoli brakuje w nim miejsca- pokręcił głową.- Musimy działać. Inaczej on po nas przyjdzie.
- Trafiliście na coś konkretnego?- nalałem sobie kawy do kubka i upiłem kilka łyków.
- Nie do końca. Mam pewne przeczucie, że możemy go znaleźć w tamtym lesie- wskazał palcem jakieś miejsce na mapie.- Jutro wieczorem odbywa się spotkanie pewnego stada i myślę, że będzie na nich polował. To stare wilki, a ich dusze są silne.
- To wielki las- zauważyłem z lekkim grymasem na twarzy.
- Tak. Podzielimy się na grupy, ale skoro wy nie znacie terenu, to wyślę wam namiary i wszystko uzgodnimy na miejscu- powiedział kierując się w stronę wyjścia.
- Co wy o tym myślicie?- zapytałem, gdy ten idiota opuścił nasz dom.
- Myślę, że może mieć rację. Musimy dowiedzieć się kto za tym stoi, a banda włóczących się w nocy wilkołaków może w tym pomóc- głos zabrał Natte.
- Dobra, więc wszystko jasne. Od dzisiaj naszym głównym zajęciem będzie odnalezienie tego mordercy. On zagraża nie tylko Sam, ale i też nam. Dusze nieśmiertelnych są o wiele potężniejsze niż te zwykłych półdemonów. Ale jej dusza jest jeszcze potężniejsza niż nasza. Wiem, że będzie na nią polował, więc musimy ją chronić. Mam nadzieję, że pamiętacie o przysiędze?- zapytałem mierząc każdego wzrokiem.                      Wszyscy skinęli na zgodę. - Świetnie. Więc zanim spotkamy się wieczorem, trochę powęszymy na mieście. Tonny i Natte- po wymówieniu ich imion, spojrzeli na mnie.- Pójdziecie odnowić stare kontakty. Słyszałem, że Daniell jest w mieście, więc przydałoby się z nim porozmawiać na temat tych morderstw. Tylko nic nie wspominajcie o naszym wypadzie, nie chcę aby z niego zrezygnowali- chłopaki bez słowa wyszli.- Patrick, do ciebie mam inną prośbę. Pojedziesz do tego magazynu i zbadasz jedno z ciał. Muszę wiedzieć, czy da się ich z tego wyciągnąć. One nie przypominają tej armii bezdusznych w Cerisie.
- Wiem- przytaknął.- Zostaniesz tu, w razie gdyby dziewczyny wróciły?
- Tak. Muszę w końcu porozmawiać z Sam... A i Patrick!- krzyknąłem, gdy chłopak już szedł w stronę wyjścia.- Jeśli ci na niej zależy, nie popełniaj tego samego błędu co ja. Powiedz jej prawdę. Ona to zrozumie i zaakceptuje- krzyknąłem, a on uśmiechnął się nim zniknął za drzwiami.

***SAMANTHA***

                     Ze łzami w oczach czytałam kolejne strony dziennika. Opisywał on wydarzenia z 1870r. Kilka tygodni mojego życia. Nie mogłam w to uwierzyć. Albo nie chciałam?
Dowiedziałam się, że miałam narzeczonego... który został zabity przez demony. Opisałam swoją zemstę i pierwszego poznanego przeze mnie Collinsa. Aaron był jego potomkiem, więc nasze drogi się zetknęły. Teraz mu się nie dziwiłam, że wtedy się mnie bał. Sama bym tak zareagowała. Demon potwierdzał każde zapisane słowo. Ostatnia strona mówiła o tym dlaczego zostawiłam tamte rzeczy. Właśnie w tym miejscu się poznaliśmy. Tak wszystko się rozpoczęło, jak i również zakończyło. Schowałam jego sztylet i pierścionek, którym mi się oświadczył. Nawet zdjęcie... Teraz dostrzegłam podobieństwo między mną i kobietą na fotografii. Przecież to była ta sama osoba. Czyli wszystko to prawda... Jestem potworem, a raczej we mnie jest potwór, który karmi się cierpieniem innych. Od lat, a może i nawet tysięcy, zabijam i rozkoszuję się śmiercią...
                Nie mogłam wytrzymać tego wszystkiego i po prostu, rozpłakałam się. Pierwszy raz moje łzy przepełnione były smutkiem i goryczą. Nie chciałam tego. Teraz nawet nie dziwiłam się, dlaczego Ezra to wszystko ukrywał. W pamiętniku często znalazłam fragmenty, które mówiły o tym, jak bardzo pragnęłam śmierci, bądź zwykłego życia ludzkiego. On mi to dał. Dostałam swój wymarzony prezent.
- Wszystko w porządku?- usłyszałam przepełniony troską głos blondynki.
- Nie. Nic nie jest w porządku- wyznałam.- Moje poprzednie życie było do dupy, to też jest do dupy i zapewne też w przyszłości takie będzie- dziewczyna przytuliła mnie do siebie. Właśnie teraz tego potrzebowałam. Bliskość drugiej osoby mi pomagała, chociaż odczułam silną potrzebę spotkania z Ezrą...
- Powiedz, co się stało- wyszeptała głaszcząc mnie po plecach. Oderwałam się od niej i ręką wytarłam łzy cieknące po policzkach.
- Dav, wiem, że to co powiem zabrzmi dziwnie, ale chcę żebyś mnie wysłuchała do końca. Opowiem ci wszystko, ale pamiętaj, że to było kiedyś. Teraz jestem zupełnie inną osobą, więc nie jestem pewna, czy byłabym zdolna do tego, co kiedyś zrobiłam. Nie oceniaj mnie pochopnie...- spojrzałam na nią, a ona uściskała moją dłoń. Wiedziałam, że mogę jej zaufać, więc po głośnym wydechu, zaczęłam opowiadać jej całą historię.- Zacznijmy od tego. Wierzysz w nadprzyrodzone istoty?

***EZRA***

               Siedziałem tępo wpatrując się w swoje dłonie. Nie potrafiłem na niczym się skupić. Moje myśli wciąż wędrowały do Samanthy, która nie odbierała żadnych moich telefonów. Wciąż włączała się poczta... Nawet Davina nie odbierała... Powoli zaczynałem się coraz bardziej martwić, gdy drzwi wejściowe się otworzyły, a do domu wbiegła Nirra, wraz z Sam. Pierwsze co to udałem się do niej i ją przytuliłem. Była cała roztrzęsiona. Bardziej wtuliła się we mnie, a jej ciało lekko się trzęsło pod wpływem płaczu. Moja koszulka była coraz moksza, a ona nie zamierzała przestać. Potrzebowała tego, a ja potrzebowałem jej bliskości. Bez niej byłem niespokojny, wiecznie zdenerwowany i zagubiony.
- Już dobrze- wyszeptałem.- Jestem przy tobie...
- Dziękuje- odparła odrywając się ode mnie, Starłem kciukiem łzy z twarzy, a na ustach złożyłem delikatny pocałunek. Pod wpływem jej miękkich i ciepłych warg, robiłem się coraz mokszy. Pragnąłem jej. Ta tęsknota niezbyt dobrze na mnie wpływała, i na nią też.
- Musimy pogadać- posmutniałem.
- Wiem. Też mam ci tyle do powiedzenia, ale zrobimy to potem. Teraz trzeba nadrobić ten stracony czas- oznajmiła uśmiechając się do mnie. Nasze usta znów zetknęły się w namiętnym pocałunku. Podniosłem ją, a ona splotła nogi na mojej talii. Ruszyliśmy w stronę sypialni, gubiąc po drodze części garderoby.


***SAMANTHA***

                Otworzyłam powieki, a mój wzrok powędrował na ukochanego, leżącego tuż obok mnie. Słodkim wzrokiem przyglądał się mi. Posłałam mu uśmiech, a on przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował. Brakowało mi jego. Tęskniłam za tym dotykiem i czułością, jaką mnie obdarowywał. Kochałam go, i pomimo tego, że mnie okłamał, wybaczyłam mu. Wiedziałam, że nie zrobił tego bez powodu. Chciał abym była szczęśliwa, więc spełnił moje pragnienia. Zostałam zwykłym człowiekiem, ale bajka się skończyła i trzeba było wracać do szarej rzeczywistości.
- Jak się spało?- wymruczał mi do ucha. Mimowolnie uśmiechnęłam się.
- Spaliśmy może jakąś godzinę- stwierdziłam, patrząc na zewnątrz, gdzie jeszcze było widno.- Chyba czas już wstawać? Musimy jeszcze porozmawiać...- na twarzy chłopaka zawitał grymas.
- Pogadamy na dole, dobrze?- zapytał wstając.- Ubierz się, a ja zrobię nam coś do jedzenia- namiętnie pocałował mnie w usta i wyszedł, zbierając po drodze swoje ubrania. Zrobiłam to samo, więc już po chwili byłam na dole. Siedziałam na stołku, przy blacie i patrzyłam jak krząta się po kuchni, robiąc coś do jedzenia. Co chwilę odwracał się do mnie i uśmiechał, a ja jak głupia wpatrywałam się w niego. Nie założył koszulki, ale wiedziałam, że zrobił to specjalnie. W samych jeansach stał przed kuchenką energicznie mieszając coś na patelni. Patrzyłam się w jego umięśnione ciało. Tym razem zauważyłam coś jeszcze. Na nadgarstku miał tatuaż, czy też jakiś znak. Inny zawijas zdobył jego ramię, a jeszcze inny pierś. Ponoć ja też takie miałam, ale kto by wierzył demonowi, który mój mózg sobie wymyślił?
A no tak, ja. Wierzyłam w każde jego słowo. A on się nie mylił. Jakby rzeczywiście istniał. Gdy Ezra postawił talerz jajecznicy przede mną, ocknęłam się. Za dużo myślałam... W końcu on przecież za niedługo sam mi powie co się stało, i co jest we mnie.

               Gdy zjedliśmy, przenieśliśmy się na kanapę. On siedział na fotelu, a ja miałam deja vu. Po prostu, myślałam, że już kiedyś odbyliśmy taką rozmowę. Zawzięcie patrzył na swoje dłonie milcząc. Aż w końcu nie wytrzymałam.
- To może ja zacznę?- odezwała się, a on z lekkim zaskoczeniem spojrzał na mnie.- Czy ja jestem demonem?
- Nie do końca Sam. Tyle tego jest...- westchnął.- Zacznijmy od tego czym ja jestem. Otóż już pewnie wiesz, że takie stworzenia istnieją. Ja jestem podobny do nich. Jesteśmy Łowcami. Czyli półdemonami. Jednak istnieją też stworzenia takie jak wilkołaki, które też są półdemonami, jednak ich demon jest dzikszy od naszego. My jesteśmy bardziej ludzcy, ale też potrafimy się przemienić. Nasza przemiana jest nieco inna. Nie zmieniamy się w wilka, tylko w ten sposób ostrzegamy innych. Z naszego uzębienia wysuwają się kły, a oczy przybierają bursztynową barwę. Do tego mamy jeszcze pazury, ale mniejsza o to- zaskoczona słuchałam go. Łowcy? Wiedziałam, że istnieją demony, ale nie mieszanki...- Jeśli chodzi o ciebie... Owszem jesteś demonem, ale i też po części kimś jeszcze. Zrodzona z demona i anioła, stworzona do zagłady. Twój ojciec był aniołem, a matka demonem. Siedzi w tobie potwór, ale i też piękna istota, dlatego też ty nad nią panujesz. Nie pozwalasz jej się wydostać.
- To ona wtedy mnie porwała, prawda?- przerwałam.- Nie było żadnych porywaczy, tylko demon się obudził...- chłopak przytaknął.- A oni? Czy wszyscy nasi przyjaciele też są tacy?
- Nie. Chłopaki i twoja matka tak, ale Matt nie. Część gości na ślubie to byli łowcy, a reszta to wilkołaki.
- Więc czym jest Matt?- poczułam nieprzyjemne dreszcze na ciele.
- Jest Śmiercią. Kosiarzem, panem Życia i Śmierci. Nie wiem jak lepiej brzmi, ale mam nadzieje, że rozumiesz- wybałuszyłam oczy ze zdziwienia. Śmierć? On naprawdę istnieje?
Chociaż tak, teraz sobie przypominam, że na Cyprze prawie nazwali go Śmiercią...
- Wiem, że to trochę pomieszane- zaczął, widząc mój szok- ale nie masz się o co martwić. Ja jestem przy tobie i nie pozwolę aby stała ci się krzywda- ujął swoimi dłońmi moje, a ja czułam, że powoli odzyskuje nad sobą panowanie.
- Powiedz mi jeszcze, ile ja mam lat?- zapytałam ochrypłym głosem. Chłopak przetarł dłonią twarz i chwilę trwaliśmy w milczeniu.
- Za dwa tygodnie skończysz dziewięćset dwadzieścia lat...
Przez chwilę patrzyłam na niego, jak na idiotę. Jak mogłam mieć prawie tysiąc lat?! To niemożliwe... Chociaż mój pamiętnik wskazywał, że mam prawię dwieście lat, więc nie powinnam się dziwić... W sumie, nawet spokojnie to przyjęłam. Po tym jak mój demon się obudził, byłam gotowa na wszystko.
- A ty?- odparłam spokojnym głosem, który w takiej sytuacji, wydawałby się na zbyt dziwny.
- Tysiąc siedemdziesiąt.
- Jak to możliwe?- zdenerwowanie coraz bardziej rosło w moim ciele. Nie cierpiałam takich pytań. Co, jak, gdzie, kiedy...Denerwowało mnie to!
- Jesteśmy łowcami, a niektórzy z nas mają dar nieśmiertelności. Takie potężne demony jak ty, są też nieśmiertelne. Ten symbol,- wskazał na swoją pierś- właśnie oznacza ten dar. U ciebie symbole też się pojawią, ale musisz jeszcze poczekać.
Oszołomiona patrzyłam na niego. To wszystko wydawało się nieprawdopodobne, ale jednak prawdziwe.
Wierzyłam mu. Czułam, że mówi prawdę. Niby dlaczego miałam mu nie ufać? Okłamał mnie, ale to dla mojego dobra. Za to byłam wdzięczna, że mogłam mieć chociaż kilka miesięcy spokoju. Wiodłam beztroskie życie, przepełnione szczęściem. Jednak zostało mi jedno pytanie, na które musiałam dostać odpowiedź. Sam demon podpuścił mnie do tego. Ciekawość zżerała mnie od środka. Spojrzałam na Ezrę, który wyczekiwał jakieś odpowiedzi ode mnie. Wypuściłam głośno powietrze.
- Dobra, więc teraz zostało ostatnie pytanie- ręce znów zaczęły mi się trząść, a serce przyśpieszyło. Ścisnęłam palce w pięść i znów spojrzałam na chłopaka.- Co wydarzyło się w Cerisie?


***EZRA***

               Zostawiłem Sam pod opieką jej przyjaciółki i wilka. Wytłumaczyłem jej co się dzieje. Że muszę kogoś znaleźć, kto zagraża naszym życiom, a przede wszystkim jej. Nie dopytywała, za co byłem jej wdzięczny. Zrozumiała, że musiałem iść i nie mogła mi towarzyszyć. Sama zaproponowała, że zadzwoni po Davinę. Rozumiała mnie, co mnie zdziwiło. Te jej pytania, a także zmartwiło mnie to, że tyle wiedziała o swoim demonie. Nawet jakimś cudem dowiedziała się o Cerisie i Philipie. Jednak wszystko jej w skrócie wyjaśniłem, a jej reakcja mnie zdziwiła. Po prostu podeszła i mnie przytuliła.
                  Zrozumiała wszystko, i nawet była mi wdzięczna za to co zrobiłem. Wszystko w miarę wróciło do normy. Moje obawy zniknęły, a ja byłem szczęśliwy, że znowu byliśmy razem. Jednak nie dane nam było nacieszyć się tą chwilą. Dostałem wiadomość od Chrisa i musiałem w ciągu godziny, stawić się przed lasem. Nie zatrzymywała mnie, tylko pożegnała się, a ja obiecałem, że wrócę jak najszybciej.
Zaparkowałem przed lasem i wysiadłem, kierując się w stronę przybyłych półdemonów.
- Nie wiele się dowiedzieliśmy- wyznał brunet.- Daniell nie stracił żadnego ze swoich, jednak *** owszem. Już pięciu wilkołaków zniknęło, ale znalazł się świadek, który już nie żyje...- podrapał się po głowie.- Wiemy jednak, że to nie jest osoba z tego świata. Przypuszczamy, że coś wypełzło z Piekła.
- A co z ciałami?- zwróciłem się do kasztanowłosego.
- Też niewiele się dowiedziałem. Oni żyją we własnym więzieniu i myślę, że właśnie tak czerpie z nich moc.
Westchnąłem.
- Szykuje się coś wielkiego- powtórzyłem wcześniejsze słowa upadłego.- Coś co zagraża nam wszystkim, więc musimy to jak najszybciej powstrzymać- chłopaki skinęli głowami.
Podzieliliśmy się na trzy grupy. Chris chciał iść sam, a ja mu nie przeszkadzałem. Przynajmniej miałem pewność, że moi ludzie są bezpieczni razem. Przemienieni, ruszyliśmy w stronę ciemnej otchłani.

***SAMANTHA***

- To opowiadaj!- piskliwy głos blondynki omal nie rozwalił mi bębenków w uszach.
- Co mam mówić? Wytłumaczył mi wszystko, co już wiedziałam. Jedynie bardziej szczegółowo- opadłam na kanapę, trzymając w ręce kubek gorącej herbaty.
- Ale... czy...- speszyła się.
- Powiedział jak cię przemienić? Nie, ale mniej więcej wiem jak to zrobić. Tylko musiałabym zjednoczyć się z demonem, a z tym chciałabym jeszcze poczekać. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz...
- Tak- przytuliła mnie.- Po prostu nie mogę się tego doczekać. Zawsze pragnęłam być kimś więcej niż tylko człowiekiem.
No co ty nie powiesz...
Zamknij się!- warknęłam w myślach.
- Wiesz, że jedynie mogłabym cię zmienić w łowcę?- skłamałam. Nie chciałam aby i ona stała się potworem, tylko żeby pomogła nam walczyć z tymi bestiami.
- Wiem, i nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo tego pragnę- zachichotała.
- Cierpliwości. Za niedługo staniesz się jedną z nas, więc nie martw się. Jeszcze muszę załatwić jedną sprawę- wstałam wyswobadzając się z jej uścisku.
- Gdzie idziesz?- zaniepokoiła się dziewczyna.- Ezra kazał nam zostać w domu.
- Zadzwonię tylko do Patricka i mu powiem, że zostawił telefon- pomachałam jego komórką i odblokowałam. Na wyświetlaczu ukazała się wiadomość o jakimś spotkaniu. Nie wiele myśląc, rzuciłam się do wyjścia, krzycząc po drodze do Dav, że ma tu zostać. Nirra oczywiście pobiegła za mną. Pomimo tego, że dowiedziałam się, że jest półdemonem, to i tak mi to nie przeszkadzało. Ona mnie chroniła, a ja ją kochałam. Wsiadłam do swojego auta i z piskiem opon, odjechałam z podjazdu.


            Zatrzymałam się przed jakimś lasem. Nie wiem co mnie wtedy napadło, ale po prostu poczułam, że muszę tam jechać. Że może stać się coś złego jeśli mnie tam nie będzie. Wokół leśnego parkingu, nie było żadnych lampek, więc w ciemności ruszyłyśmy w stronę drzew. Demon nauczył mnie przemiany, więc moje oczy znów przybrały bursztynową barwę, przez co mogłam widzieć w ciemności. Oczywiście nie wszystko, bo mój wzrok nadal nie był do tego przyzwyczajony, ale wystarczyło aby odróżnić drzewo od człowieka. Lub demona.
               Szłam po cichu za Nirrą, która wyczuła jakiś zapach. Teraz wiedziałam, że ona jest ze mną, aby mnie chronić, a ja jej na to pozwalałam.
Nagle wilk znieruchomiał, wpatrując się przed siebie. Zrobiłam to samo, jednak miałam małe problemy z dostrzeżeniem tego, co ona widziała. Zwierzę przybliżyło się do mnie. Skupiłam swój wzrok na ciemnej plamie, która zaczęła się poruszać. Zimny wiatr muskał mój kark, na którym czułam zimne dreszcze. Zamrugałam kilka razy i w końcu pojawił się obraz.
                     Czarna postać klęczała nad jakimś ciałem. Widok od razu skojarzył mi się z moim wypadkiem sprzed kilku tygodni. Jego ręka była wyprostowana i uniesiona kilka centymetrów nad ciałem. Czułam dziwną energię wydobywającą się od niego. Była mi znana, a zarazem obca. Wokół jego palców zacząła się wić biało- niebieska smuga, która znikała pod czarnym płaszczem. Może i miał ludzką dłoń, ale to na pewno nie był człowiek. Przypominał mi mojego demona, który potrzebował ludzkie dusze, aby się wzmocnić. Ten potwór łudząco przypominał mnie. Jednak ja tego nie chciałam, a on, pomimo że nie widziałam jego twarzy, to miałam przeczucie, że to wszystko mu się podoba.
Zakryłam dłońmi usta, gdy ciało mężczyzny wygięło się w łuk, przy którym kilka kości pękło. Nie chciałam, aby to coś też mnie zaatakowało. Chociaż było już za późno. Stwór odwrócił głowę w moją stronę, ukazując ciemność w kapturze, a ja jak zwykle... uciekłam.
                     Wystraszona, biegłam przed siebie, jedynie spoglądając co chwilę, czy Nirra jest za mną. Nie interesowało mnie to, że to coś mnie goni, ale bardziej czy mój wilk będzie bezpieczny. Zdyszana, wybiegłam na polną drogę. Rozejrzałam się wokół. Wszędzie widniała ciemność. Zgubiłam się. Cholera jasna! Złapałam się za głowę, próbując jakoś to wszystko ogarnąć.
Uspokój się. Panika na nic ci się nie przyda.
Jak mam być spokojna, jak to coś mnie goni?!
Obejrzyj się...
Odwróciłam się i ujrzałam dwa świecące oczka, zbliżające się do mnie. To było auto! Dziękowałam, że nie muszę błądzić po nocach w tym obrzydliwym lesie. Pojazd szybko zbliżył się do mnie. Usłyszałam trzask pękających gałęzi. Wiedziałam, że to coś tam jest i zaraz mnie dorwie.

- Wsiadaj!- krzyknął mężczyzna z samochodu. Nie wiele myśląc, wraz z Nirrą weszłam do niego. Gdy trzasnęłam drzwiami, dopiero uświadomiłam sobie, że ja znam ten głos.  



Szczerze, to zapomniałam, że dzisiaj jest piątek :D 
No nic, mam nadzieję, że rozdział się podobał :*
Pozdrawiam 
Seo

8 komentarzy:

  1. Rozdział bardzo mi się podobał, niestety znalazłam kilka błędów. Głównie nie wskakują ci znaki interpunkcyjne np. ,,- Mowie poważnie." albo kiedy zjadasz literki ,,- To może ja zacznę?- odezwała się, a on z lekkim zaskoczeniem spojrzał na mnie." <-- chyba powinno być ,,..- odezwałam się...". Ee tam każdemu się zdarza ;) Wczoraj próbowałam zapomnieć o tym, że dodajesz rozdział bo miałam przeczucie, że się spóźnisz. No ale o 14:00 zerknęłam na twojego bloga i cały zapał na czytanie ze mnie wyleciał. Pomyślałam, że nie chce mi się co godzinę łazić i przeszkadzać mojemu tacie w pracy ( on pracuje na komputerze, a mój rozwalił mi brat ) więc poczekam do jutra, a zajęłam się pisaniem własnego opowiadania, które wkrótce opublikuję.
    Oczywiście czytam też ,,Shadow of a fallen star" i ,, W imię wolności" tylko nie zostawiam tam komentarzy ;)
    No cóż, to weny życzę i czekam na następny rozdział.

    Wi ki :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Prześliczny blog! Szkoda że tu wcześniej nie zajrzałam.

    Ana ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział!!!!
    I bardzo zaciekaiła mnie końcówka ;)

    Pozdrawiam i życzę weny Zuza
    Ps. Kiedy będzie się można spodziewać następnego rozdziału???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały są dodawane w piątki ;)

      Usuń
  4. Rozględnęłyśmy się? To takie słowo w ogóle istnieje? Nie mogło być rozejrzałyśmy? Tylko utrudniasz sobie życie, wymyślając nie wiadomo jakie wyrazy. Tak samo to "za niedługo"! Wspominałam już o tym Ci kilka razy, a ty nadal tak piszesz. Okej, jak nie chcesz, nie zmieniaj, chciałam Ci pomóc, ale cóż, jeśli nie chcesz, nie ma problemu. Nie muszę pisać o błędach.
    "Potrafię wejść w jej umysł. Ty też, ale jeszcze tego nie potrafisz" - wiem o co chodzi, ale sama przeczytaj te zdania. Czy nie brzmią ci dziwnie? Co najmniej!
    "coraz mokszy?" faajnie, tylko co to znaczy? ;o Chyba mokrzejszy?
    Końcówka trzymała w napięciu. Ciekawe, kto ją zabrał...
    No cóż, znów wracasz do motywu przewodniego swojego opowiadania, jeśli tak to mogę ująć. Fajnie, że Sam w końcu dowiedziała się, kim jest. No i że zrozumiała, dlaczego Ezra ją okłamywał.
    Trochę dziwna była dla mnie ta ich rozmowa. No cóż, Ezra mógłby okazać choćby zdziwienie, gdy powiedziała coś, czego nie powinna wiedzieć Sam. No ja bym na pewno się zdziwiła. Taka ta ich rozmowa trochę nie naturalna Ci wyszła.
    Ale reszta całkiem ok. Nie mam się czego uczepić jeśli chodzi o notkę, ale błędów było jeszcze kilka.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Zuza ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Ci bardzo wdzięczna za pomoc, ale no cóż... do X rozdziału niestety musi być tak jak jest, gdyż ma ograniczony teraz dostęp do komputera i nie mogę nic poprawić.
      Chodzi mi o to, że już mam napisane kilka rozdziałów, a mój kochany komputerem umożliwia mi tylko ich dodanie i to wszystko, więc niestety nie mogę skorzystać z Twojej pomocy i poprawić je wcześniej :c
      Mam nadzieję, że nie masz mi to aż tak za złe, bo gdy tylko będę mogła wszystko zostanie poprawione
      Pozdrawiam :*
      Seo

      Usuń
  5. Castel Hill... Byłam tam, bardzo pięknie :D Jest troszkę inaczej niż opisałaś, no ale można Ci to wybaczyć :* Nie wiem czemu, ale chcę, aby wpuściła tego demona. Teraz wydaje się taka... bezbronna... ;/ Zostawiłaś gwiazdki! :D zastanawiam się, czy ta jej cała przyjaciółka czasami nie ma złych intencji... Zadzwonisz do Patricka jego telefonem ? :D Rozdział spoko, jak zwykle długi :D Dużo się działo. Serio boli mnie głowa :/ Idę się napić kawy. Czaisz? Tel mi się popsuł -,-
    Pozdrawiam,
    Katarina
    smiertelnapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. jej.... dużo się dzieje. przeraża mnie trochę to, że Sam pozwala sobie na rozmowy z demonem i na ufanie mu. Cieszę się, że nie jest zła na Ezrę, wierzę że on pomoże jej przez to wszystko przetrwać i jakoś to zwyciężą. Czekam jak rozwiąże się ta sprawa z lasem i z kim w ogóle Sam odjechała...
    rozdział jest świetny, cały czas trzymasz czytelników w napięciu :) przepraszam, że dopiero co nadrobiłam ostatnie rozdziały, ale szkoła nie daje mi czasu na nic :c
    pozdrawiam :) xx

    OdpowiedzUsuń