czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział X

  "Zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie.”                                                  



                                                     ***

   Obudziłam się pod wpływem zimnych dreszczy. Przetarłam ręką po pościeli. Nie było go.
Nie było mojego kochanka, który by mnie przytulił i ogrzał. Niechętnie otworzyłam oczy. Rozglądnęłam się po pokoju- cisza. Trochę się zaniepokoiłam. Mój wzrok spoczął na tacy leżącej przy łóżku. Ezra przygotował mi śniadanie. Uśmiechnęłam się. Obok jedzenia leżała duża czerwona róża z doczepioną kartką. Usiadłam, opierając się o ścianę i położyłam tacę na udach. Sięgnęłam po liścik i otworzyłam go.
Piękna,
przepraszam, że mnie nie ma przy Tobie,
ale musiałem pojechać do miasta. Mam nadzieję,
że się nie gniewasz, a jeśli tak, to spróbuję Ci to wynagrodzić.
                                                                         Ezra
-Oj, kochanie, na pewno będziesz mi musiał to odpokutować.
Zjadłam przygotowane przez niego śniadanie i poszłam do łazienki. Umyta i ubrana klęknęłam przy łóżku.  Spod materaca wyciągnęłam dużą, drewnianą skrzynkę. Znajdowały się w niej różne, cenne przedmioty, które zbierałam przez lata. No i znajdowała się też tam szkatułka, którą przechowywałam.
 Wyciągnęłam przedmiot i udałam się do pokoju Scotta.


                                                    ***
                                                 SCOTT



  Znów w swoim łóżku...Nareszcie! Pomimo tego, że u Śmierci nie było aż tak źle, to nie ma to jak u siebie. Tęskniłem za tym starym skrzypiącym przedmiotem. Leżałem plecami przywartymi do niebieskiego materacu, gapiąc się w sufit. Myślałem, a raczej zastanawiałem się nad tym, co teraz się stanie. Dziś był mój wielki dzień. W końcu po wielu latach ciężkiego treningu, miałem być nagrodzony. Czym? Nie wiem i, właśnie to mnie drażniło. Co się dzisiaj stanie? Nie wiem. Będzie bolało? Powinno, skoro cały mój organizm miał przejść przemianę. Ale jaką? Tego, też nie wiem.
- Wszystkiego najlepszego Scott.- wzdychnąłem.
Usłyszawszy pukanie do drzwi, usiadłem na łóżku.
- Proszę!-powiedziałem.
To była Samantha, moja siostra. Jedyna bliska mi osoba. Patrzyłem się na nią i, wyszczerzyłem swoje zęby tworząc uśmiech. Pomimo tego, że sprawiłem jej tyle przykrości, ona wciąż mnie kochała i opiekowała się mną. Tyle jej zawdzięczam...
- Najlepszego! - krzyknęła tuląc mnie i całując w policzek- Jakieś życzenie?-zapytała.
- Myślałem, że po dwunastych urodzinach nie będziesz spełniać żadnych moich urodzinowych życzeń.
- No wiesz, po kąpieli w jajecznicy i skoków na bangi, bałam się następnych życzeń. Jeszcze mam niemiłe wspomnienia z demonicznej imprezy....- niemiło uśmiechnęła się.- Ale dzisiaj jest szczególny dzień, więc myślę, że dam radę spełnić twoją prośbę. Tylko jedną! I żeby nie było to nic głupiego.-zastrzegła.- Wiesz już co chciałbyś dostać?
- Nie chce żadnych prezentów, ale owszem. Mam już przygotowane życzenie.
- Mam się bać?- zapytała udając lekkie zaniepokojenie.
- Nie.- przytuliłem ją do siebie.- Chcę abyś porozmawiała z Christophem.
Widziałem jak marszczy brwi. Była zła. Tego właśnie się spodziewałem. Ale w końcu to moje urodziny, a ona zawsze spełniała moje życzenia i to też spełni.
.- Proszę...- wręczyła mi metalową szkatułkę, dosyć sporej wielkości. Widziałem, że trochę się denerwuje. W sumie...nie dziwię się jej. Całą noc nie mogłem zmrużyć oka, myśląc wciąż o dzisiejszym dniu... Ale widziałem też, że pomimo tej troski, jest szczęśliwa. Od dawna nie widziałem jej takiej. Odkąd byłem mały tylko wobec mnie, okazywała jakieś ludzkie uczucia, dla innych była...bezwzględna. A teraz? Po prostu promienieją od niej emocje. Do wszystkich.
- Sam...nie trzeba było...- wydukałem.
- To nie ode mnie.- zrobiła krótką przerwę, a jej mina posępniała.- To od twojego ojca.
Co? Jakim cudem mój ojciec mógł...przecież jest martwy!
- Zanim zginął dał mi to do przechowania. Nie martw się, nie zaglądałam do środka.- próbowała wydobyć się na uśmiech, jednak było to dla niej zbyt trudne.-Chciał, abyś otworzył to przed Wstąpieniem.
- Dziękuje.- odpowiedziałem oschlej niż się spodziewałem. Widziałem, że sprawiam przykrość Sam, ale tego się nie spodziewałem. Ta sytuacja w zupełności mnie zaskoczyła.
- To ja zostawię cię samego...A tak w ogóle to śniadanie jest już gotowe.
Przytuliłem ją mocno do siebie.- Zejdę później, nie czekajcie na mnie.
Spojrzała na mnie i, po chwili, wyszła z pokoju. Wiedziałem, że mnie rozumie. Obawiałem się zawartości tej szkatułki. Przecież, co mógł mój ojciec chcieć mi przekazać?
Położyłem ją na łóżku i przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w nią. Nim ją otworzyłem, musiałem wiele przemyśleć. W końcu przełamałem się. Otworzyłem zimne metalowe wieczko. Był na niej wyryty dziwny napis, którego nie rozumiałem.
  W środku znajdował się list, zapieczętowany czerwoną pieczęcią. Wielka litera B znajdowała się na niej. Wyciągnąłem kopertę, pod nią znalazłem kolejny przedmiot- sztylet. Powoli wyciągnąłem go z pochwy. Zwykłe niebieskie ostrze z kolejnym dziwnym napisem na rękojeści. Przyjrzałem się mu dłużej.
Jednak nie było to zwykłe ostrze... Pod wpływem dotyku, niebieski metal lśnił. Nie na długo, ale emanował przy tym dziwną energią. Podobną do tej co u Sam, znaczy się, co u jej ostrza. Miała podobnej wielkości sztylet. Zawsze nosiła go przy sobie, gdy szła zabić demona. Mówiła coś chyba o demonicznym ostrzu? No cóż, chyba niedługo dowiem się więcej na temat tego metalu.
List. To była dla mnie wielka przeszkoda. Trudno było mi się przełamać i zacząć czytać słowa, napisane przez mojego martwego staruszka.
Scott ty tchórzu!- skarciłem się w myślach.
Dobra! Czas wziąć się do roboty!
 Sięgnąłem po kopertę i jednym ruchem zerwałem pieczątkę. Głośno wypuściłem powietrze i wyciągnąłem jej zawartość.

Drogi Scocie.

Synu...nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ciężko jest mi to pisać. Świadomość, że nie mnie ma przy Tobie, jest dość dołująca.
Przepraszam, że mówię ci to w taki, a nie inny sposób, ale jestem świadom tego, że dostałeś ten list, gdyż jestem martwy.
Pomimo tego, że starałem się być przy Tobie w tym wielkim dniu, nie można uciec przed przeznaczeniem. Miałem bardzo rzadki dar, widziałem przyszłość. Krótkie urywki, jednak bardzo znaczące. Widziałem Cię, już jako dorosłego mężczyznę, jednak nie było mnie przy Tobie. Wtedy już nie żyłem. Zrozumiałem, że wcześniej byłeś zbyt młody, aby dowiedzieć się o Twoim dziedzictwie, dlatego też musiałem się wstrzymać z powiedzeniem ci prawdy. Otóż jesteś Łowcą, ale to już sam pewnie wiesz. Mam nadzieję, że Samantha się dobrze Tobą opiekuje. Jest świetną Łowczynią, jednak wiem, że jest też kimś więcej. I tu właśnie zaczyna się Twoja rola...
Nasza rodzina ma ciekawe korzenie. Sam do końca nie jestem pewien, skąd się to wszystko wzięło. Gen łowczy jest u nas o wiele bardziej rozwinięty, niż u innych Łowców. Co wiąże ze sobą kilka innych spraw. Nie wiem, jak u Ciebie się on rozwinął, ale pewnie za nie długo sam się dowiesz. Jednak wiem, że to wszystko ma związek z Samanthą. Trzymaj się jej jak najbliżej, a ona z pewnością będzie umiała Ci pomóc. Teraz w Twoim organizmie zajdzie wiele zmian. Bolesnych, ale pięknych. Staniesz się silnym mężczyzną. Wiem to, gdyż widziałem Cię. Byłeś szczęśliwy u boku swojej pięknej żony... ale nie o tym chciałem napisać.
Twój dar w czasie Wstąpienia się uaktywni. Dostaniesz ich dokładnie trzy i każdy zostawi po sobie jakiś ślad na Twoim ciele. Pierwszy z nich będzie nieśmiertelność, aby go przyjąć, będziesz musiał złożyć przysięgę. Dowiesz się o niej podczas przemiany. Drugim, będzie prawdopodobnie visum. Tak jak ja, będziesz widział przyszłość. Pamiętaj, że ma to swoje pozytywne jak i negatywne skutki. Musisz nauczyć się jak z niego korzystać. Początkowo z bólem będzie pojawiać się każda nowa wizja, ale z czasem przywykniesz do tego, a ból zaniknie. Telepatia to potężny dar. Jeśli go dobrze wyszkolisz, będziesz mógł samodzielnie przywoływać obrazy, pamiętaj aby dobrze go wykorzystać.
O tym chciałem Ci powiedzieć. Wiem, że ten dar odziedziczysz po mnie i, że jest on przekleństwem. Przepraszam. Widziałem przyszłość. Przed wami wiele przeszkód. Nie życzyłbym nawet największemu wrogowi tego, co ma was spotkać. Musisz być silny dla siebie, jak i dla swoich bliskich. Pomimo tego, że miałeś tylko nas, znalazłeś sobie nową rodzinę, za którą poświęciłbyś swoje życie. Jestem dumny, że mam takiego syna i wiedz, że zawsze będę przy Tobie, pomimo tego, że mnie nie widzisz.

                                                              Robert Blackwigh


  Zgniotłem papier w dłoni i cisnąłem go w najbliższy kąt. Nie miałem ochoty czytać pozostałe listy. Ten miał być pierwszy...i zarazem ostatni. W najbliższym czasie nie zamierzam czytać kolejnych bzdur. Owszem, kochałem ich, kiedyś. Teraz wszystko się zmieniło. Może i byłem w tym momencie egoistą, ale uważałem tylko Sam, za moją rodzinę. Moi rodzice byli dla mnie obojętni... Niewiele się teraz to zmieniło. I nie zmieni. Zamknąwszy szkatułkę, odstawiłem ją chowając do szafy. Wszedłem do łazienki z nadzieją, że prysznic coś pomoże.
 Wyszedłszy z kabiny, otulony w pasie ręcznikiem i zacząłem wycierać mokre włosy. Spojrzałem na lustro, naprzeciwko mnie. Całe było pokryte parą. Ale było coś tam jeszcze. Coś czarnego, mrocznego, stojące za mną...! Szybko się odwróciłem, jednak nic nie dostrzegłem.
Scott świrujesz!
Wyszedłem z łazienki, ubierając czarną koszulkę i szare, luźne dresy. Tricelion pięknie demonstrował się na moim ramieniu. Strasznie korciło mnie, żeby podrapać podwrażliwioną skórę, jednak nie mogłem. Skóra była świeżo wytatuowana, więc mógłbym zniszczyć go przy tym.
Schodząc na dół, było już południe. Pora obiadu. Czułem jak w brzuchu mi burczy, w końcu ominąłem śniadanie.
 Mijając okno, widziałem Samanthę na dworze w towarzystwie Patricka. Znów ćwiczyła. Wszedłem do kuchni. Wszyscy chyba już zdążyli zjeść, bo została tylko jedna porcja obiadowa. W salonie zauważyłem Amandę, która czytała jakąś książkę. Na mój widok uśmiechnęła się. Oczywiście odwzajemniłem to. Podeszła do mnie i przytuliła.
- Wszystkiego najlepszego.- wyszeptała, a następnie pocałowała w policzek. Przyjemny dotyk jej ciepłych warg, spowodował u mnie miłe dreszcze. Owszem, dziewczyna była piękna i nawet coś do niej poczułem, ale nie jestem pewien czy to miłość czy zwykłe zauroczenie. Pożyjemy zobaczymy.-pomyślałem.
-Dziękuje.- odparłem.
- Przepraszam,- posmutniała- że nie mam dla ciebie żadnego prezentu, ale kompletnie nie miałam pojęcia co ci kupić.
- Nie trzeba.- uśmiechnąłem się.
- No, ale jest mi głupio, bo ty masz urodziny i trzeba przecież to jakoś uczcić...
- Więc pójdziesz ze mną dzisiaj na imprezę?
- Co?-zapytała lekko zszokowana.
- Na zabawę. Pobawimy się, potańczymy może trochę wypijemy... No więc chciałbym abyś mi towarzyszyła.
- Z przyjemnością.- odparła składając kolejny pocałunek na moim policzku.


                                                           ***

  Znów byłem w swoim pokoju. Myślałem o treści listu i innych, znajdujących się w szkatułce. Ten sztylet... W sumie to nie znałem całej zawartości tego pojemnika. Nie miałem ochoty na poznanie go, przynajmniej na razie. Pustym wzrokiem wpatrywałem się w przestrzeń za oknem. Zastanawiałem się, co takiego ma nam się przytrafić. W sumie wiedziałem, że Samantha jest w wielkim niebezpieczeństwie i te treningi mają jej pomóc, ale wiedziałem też, że pomoże jej rozmowa z Christophem. Będąc u Śmierci, odwiedził nas parę razy. Dużo rozmawialiśmy. Szukał sojusznika, do przekonania jej, że kierują go jak najlepsze intencje. Nie wierzyłem mu, ale cóż...jedna rozmowa im nie zaszkodzi, poza tym, chciałem również aby ona dowiedziała się, tego co ja.
 Wyszedłem z pokoju, z nadzieją na spotkanie z Sam. Stała w kuchni, zachłannie pochłaniając wodę. Uśmiechnąłem się. Ta satysfakcja, że to nie ja, jestem tak zmęczony i wykończony treningiem, była dość przyjemna.
- Jakieś plany na dzisiaj?- zapytała, gdy wszedłem do pomieszczenia.
- Myślałem żeby zabrać Amandę do tego nowego klubu. Zresztą chłopaki też chcieli się zabawić, więc wieczorem wychodzimy.
Widziałem niezadowolenie, malujące się na jej twarzy. Niechętnie, ale zgodziła się na nasz wypad.
- Najpóźniej o jedenastej widzę cię w domu. Ceremonia zacznie się o dwunastej, więc będę musiała cię jeszcze przygotować.
- Dziękuje.- pocałowałem ją w policzek.- Nie chcesz iść z nami?
- Pomyślmy...- w śmieszny sposób złapała się za brodę.- Mam tańczyć i bawić się wśród nawalonych i napalonych nastolatków, z nadzieją, że żaden z nich nie sprowokuje mnie aż tak, żeby nieświadomie użyć mojej tajemniczej mocy? Nie dzięki, wolę zostać w domu.
- Oj, nie przesadzaj. Będzie fajnie! Przecież nie zostawię cię samej...
- Nie mam ochoty na takie zabawy, zresztą zostanę z Ezrą, więc nie będę sama.
- Rozumiem.- uśmiechnąłem się do niej, sięgając po wodę z lodówki.- A tak w ogóle, to wy na poważnie jesteście razem?
- Tak,- zdziwiła się.-czemu mielibyśmy nie być?
- No wiesz...niezbyt pałałaś do niego miłością w barze... albo w szkole.
- Dobrze, już dobrze.- uśmiechnęła się.- A powiedz jak tam z Amandą?- zapytała zaciekawiona.
- A co ma być?- kurde. Aż tak to było widoczne?
- Widzę, jak na nią patrzysz.- wpatrywała się we mnie, próbując rozszyfrować jakiekolwiek uczucia związane z nią. Jednak ja znałem jej sposoby. Przez lata ćwiczyłem to, więc żadne emocje nie wyjdą na jaw bez mojej woli.
- Próbuje być miły. Sama chciałaś abym się z kimś zaprzyjaźnił.- z jej twarzy zniknął uśmieszek. Czyżbym ją przekonał?
- Ta... jasne. Dobra, nie chcesz mówić to nie.-wzruszyła ramionami.
- Kiedy masz zamiar porozmawiać z Christophem?- nieświadomie wypaliłem to pytanie.
Idiota! Idiota! Idiota! - krzyczała moja podświadomość.
- Jakim Christophem?- zapytał Ezra wchodząc do kuchni.
Od razu udał się do Sam i pocałował ją. Poczułem wielką radość widząc, że jest ona szczęśliwa. W końcu już tyle wycierpiała... a to nie koniec...
- Takim jednym Aniołem, przez którego Scott o mało nie zginął.-odparła obojętnie.- Jutro się z nim spotkam, dobrze?- zwróciła się do mnie.- A więc dlatego nie było cię rano?- zapytała przeczesując jego włosy.
Widać było, że jest niezbyt zadowolona faktem, że Ezra dowiedział się o nim.
- Nie do końca, ale pomyślałem żeby je trochę skrócić. Lepiej?- w odpowiedzi dostał kolejnego całusa od niej.- Po co miałabyś się z nim spotykać?- zapytał obejmując ją w pasie.
- Chris chce ze mną pogadać i tyle.
- Ok, to jutro po treningu pójdziemy się z nim spotkać.
- O nie! To ja pójdę, a ty zostaniesz tutaj. I nie ma żadne ale. On coś ode mnie chce i jestem pewna, że nie powie tego przy tobie czy przy innych. Więc,- zwróciła się do mnie- możesz mu powiedzieć, że jutro popołudniu spotkamy się w mieście.- skinąłem głową i opuściłem pomieszczenie. Z butelką wody w ręce, wyszedłem z domu. Miałem zamiar pobiegać, jednak zauważyłem Amandę siedzącą przy jeziorze. Poszedłem do niej.
Lekko wzdrygnęła.
- Wystraszyłeś mnie.- oznajmiła robiąc mi miejsce obok siebie na drewnianym pomoście.
- Przepraszam.- oczywiście uśmiechnąłem się, jak za każdym razem gdy ją widziałem.
Usiadłem obok niej, a ta przybliżyła się do mnie. Stykaliśmy się ramionami. Choć moje ciało gotowało się pod wpływem jej dotyku, to ona lekko drżała. W końcu była już jesień. Lekki wiatr muskał nasze ciała. Ja miałem na sobie bluzę, więc mi nie było zimno, za to ona była w samej krótkiej, cienkiej sukience. Szybko ściągnąłem górę od mojego dresu i przykryłem ją.
- Lepiej? -zapytałem.
- Trochę...
Przybliżyłem się jeszcze do niej i przytuliłem. Bez żadnego oporu, przywarła do mojego ciała, opierając głowę o mój kark.
- Tu jest pięknie.- wyszeptała- Tylko zimno.
Uśmiechnąłem się. Miała rację. Było zimno, ale warto trochę pomarznąć i być przytulonym do niej.
- Czemu nie wrócisz do środka?
- Nie potrafię znaleźć odpowiedniego miejsca dla siebie.- stwierdziła.- Czuje się obco tu, a to- wskazała na staw znajdujący się przed nami.- przypomina mi dom. Nie było to najpiękniejsze miejsce, ale wychowałam się tam. A ty? Czemu nie jesteś w środku?
- Z tego samego powodu. Nie mogę usiedzieć w jednym miejscu.
- W twoim wypadku to zrozumiałe. Przechodzisz to całe Wstąpienie tak? - kontynuowała nie czekając na moją odpowiedź.- Nie znam się na tym, ale to chyba przez to tak się czujesz?
- Chyba.- powtórzyłem.- A może po prostu mam dość patrzenia, jak oni się migdalą na każdym kroku.
Amanda parsknęła śmiechem.
- Ale to jest słodkie! Oni tak się kochają...
- Wystarczy, że okazują sobie to w nocy.- spojrzałem na dziewczynę, która czule przyglądała się mi.
- Masz coś przeciwko takiej czułości?- zapytała poważnym tonem, co mnie trochę zmieszało.
- Nie no skądże! Sam bym chętnie cię pocałował, ale...- przerwałem uświadamiając sobie, co takiego właśnie powiedziałem.
- Idiota.- klepnąłem się w czoło.- Przepraszam.
Amanda zaczęła się śmiać. Zawstydzony spojrzałem na nią.
Cholera. Co się ze mną dzieje? Nie potrafiłem się normalnie zachowywać przy niej. Czy to przez to Wstąpienie?
- Następnym razem, po prostu to zrób.- oznajmiła.
Nie pozostałem dłużny. Teraz był ten następny raz. Ująłem jej twarz i delikatnie pocałowałem. Od razu odwzajemniła pocałunek. Jej skóra była taka delikatna, a usta...! Przez chwilę pieściliśmy nawzajem swoje podniebienia, ale niestety, musiałem oderwać się od niej. Spojrzałem za siebie.
- Tonny! Mógłbyś nam nie przeszkadzać?- zapytałem trochę zirytowany. Spojrzałem na dziewczynę, która zarumieniła się. Wyglądała tak słodko...
- Dobrze, już dobrze.- uniósł ręce.-Zbierajcie się! Za dwie godziny wychodzimy! Cholera, muszę sobie naprawdę kogoś znaleźć....- dodał, idąc w stronę domu.
 Amanda uniosła głowę i pocałowała mnie w usta. Krótko, ale namiętnie. Pomogłem jej się podnieść i ruszyliśmy za ciemnowłosym przed nami.


                                                      ***

  Umyty i przebrany w ciemne jeansy i jasny podkoszulek, zszedłem na dół. Z nie wiadomo jakich przyczyn, wziąłem ze sobą sztylet. Chyba w jakiś sposób czułem się bezpieczniej mając go w kieszeni. Chłopaki czekali na nas w samochodzie. Amanda jeszcze się stroiła, więc opadłem na kanapę i włączywszy telewizor, czekałem na nią. Odwróciłem się, słysząc kroki. Niestety, to nie ona tylko Ezra. Usiadł obok mnie.
- Czekasz na Sam?- zapytałem.
- Tak, zabieram ją na kolację.- stwierdził.
Zmierzyłem go nieprzyjemnie wzrokiem. Owszem, nie lubiłem go, ale ze względu na to, że Samantha coś do niego czuje i, że to jest brat Amandy, postanowiłem jakoś znieść jego obecność.
- Czy teraz czeka nas TA rozmowa, w której powiesz, że jeśli ją skrzywdzę czy zranię, to mnie zabijesz?- zapytał lekko uśmiechając się.
- Nie. Jeśli ją skrzywdzisz to sama się tobą zajmie. I uwierz, wolałbyś wtedy spotkać się ze mną, niż z nią.
- Nie martw się, nie mam zamiaru skrzywdzić jej, nigdy. Nie potrafiłbym jej zranić. Sam bym tego nie przeżył, gdyby stała jej się krzywda.
- No ja myślę.- wstałem usłyszawszy kroki na górze.- Ale i tak mam cię na oku.- stwierdziłem spoglądając na Ezrę.
- Ej! Nie myśl, że tego nie zauważyłem, ale uwierz, potrafię być naprawdę nieprzyjemny, jeśli chodzi o moją siostrę.- zmarszczyłem brwi.- Widzę jak na nią patrzysz. Będę cię pilnować. Więc jeśli...- przerwał spoglądając na schody. Mój wzrok również powędrował na nie.
- Nie martw się o to.- powiedziałem szeptem.- Zadbam żeby była szczęśliwa.
Pomimo tego, że go nie lubiłem, wiedziałem, że nie skrzywdzi jej. No cóż, jako jej brat, musiałem przejść przez TĄ rozmowę. Ale zyskał u mnie duży plus, za to, jak się martwił o swoją siostrę. Ja również nie zamierzałem jej skrzywdzić, tak jak i on, nie potrafiłbym tego zrobić. Teraz miałem przynajmniej pewność, że jest w dobrych rękach, chociaż szkoda mi było Chrisa...
Ze schodów zeszła Amanda. Miała na sobie piękną sukienkę. Góra była czarna, a dół w kolorze delikatnego różu, na którym spoczywało kilka czarnych koronek. Nie była za długa. Sięgała jej do połowy ud. Do tego miała dobrane buty na koturnie, w kolorze dolnej części sukni. Ubranie podkreślało jej idealną figurę i delikatność ciała. Zarumieniła się, widząc jak wpatruję się w nią. Nie mogłem przestać. Wyglądała ślicznie. Włosy miała spięte w kok i kilka pasemek spuszczonych na twarz. Żadnego makijażu. Nie potrzebowała go, bez niego wyglądała olśniewająco...
- Wyglądasz...- wydukał Ezra i zaniemówił. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Pięknie.- dokończyłem za niego. Chwyciłem skórzaną kurtkę i otworzyłem drzwi, przepuszczając ją pierwszą. Miałem wielkie szczęście, że mogłem spędzić ten dzień, w towarzystwie tak pięknej dziewczyny.
 Zamknąwszy drzwi, skierowałem twarz w stronę dziewczyny. Nasze wargi znów się zetknęły...
- Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.- uśmiechnęłam się, a nasze usta znów złączyły się w namiętnym pocałunku.
- Chodźmy.- ponagliła.- Chłopaki czekają.
Objąłem ją ramieniem i ruszyliśmy w stronę czarnego jeepa, stojącego na podjeździe.



                                                              ***
                                                         Samantha

  Wyszłam z łazienki opatulona ręcznikiem. Poświęciłam swój czas, aby pomóc przygotować się Amandzie, a sama zapomniałam się wyszykować. W końcu Ezra musi jakoś odpracować swoją nieobecność dziś rano.
Na łóżku leżała wcześniej przygotowana przeze mnie ubranie. Zwykła, ściągana w pasie, szara sukienka. Do niej dobrałam czarne szpilki. Szliśmy do restauracji na kolację, więc trzeba jakoś wyglądać. Zrzuciłam z siebie ręcznik i ubrałam skąpą, czarną bielizną, a na nią sukienkę. Rozpuściłam swoje czarne włosy, wcześniej trochę podkręcając je. Poczułam przyjemne muśnięcia na plecach. Założyłam szpilki i zeszłam na dół, gdzie na pewno czekał już na mnie mój kochanek.
Stał oparty o komodę, znajdującą się naprzeciw schodów. Wraz z moim pojawieniem się, wyszczerzył zęby. Ja też uśmiechnęłam się. Będąc na ostatnim stopniu, złapał mnie i uniósł, a następnie czule pocałował.
- Ja to mam szczęście.- stwierdził.- Taka piękna kobieta i tylko moja...
Uśmiechnęłam się- No Romeo, więc zabierz tą swoją piękną kobietę, bo zapewne umiera już z głodu.- znów pocałował mnie w usta.
- Ty to byś tylko jadła.- zaśmiał się.- Ale, w sumie to ja też już powoli głodny się robię, więc nie będę marudził.- postawił mnie na podłodze i ruszyliśmy do auta.
 Ku mojemu zdziwieniu, nie udaliśmy się do zwykłej, restauracji. Ezra zabrał mnie do hotelu „ La Riv”, ale nie zajęliśmy żadnego tam miejsca. Ujął moją dłoń i splótł nasze palce ze sobą. Poszliśmy na górę. Nie wiedziałam po jaką cholerę on mnie tam ciągnie, ale nie protestowałam.
Stanęliśmy przed wielkimi metalowymi drzwiami, które zapewne prowadziły na dach. Ezra spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Rany...jak ja kochałam jego uśmiech...
- Zamknij oczy.- rozkazał miłym i łagodnym tonem.
- Ezra, po co...- nie pozwolił mi dokończyć.
- Proszę.- pocałował mnie w usta. Zrobiłam to co chciał. Usłyszałam jak otwierają się wrota i powoli weszliśmy do środka, a raczej wyszliśmy. Niepewnie wyszłam, prowadzona przez niego.
Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się.
- Możesz je otworzyć.- szepnął mi do ucha.
Znieruchomiałam. Cały dach był pięknie przystrojony. Płatki czerwonych róż walały się po podłodze wraz ze świeczkami. Kilka lampek zawieszonych wokół tego budynku i pełno kwiatów. Na środku znajdował się stół nakryty dla dwóch osób.
Rzuciłam się w objęcia Ezry i namiętnie zaczęłam go całować.
- Dziękuje.-wyszeptała robiąc przerwę.
- Cieszę się, że ci się podoba.- przytulił mnie mocniej do siebie.-Chodźmy, bo jedzenie nam wystygnie.- dodał uśmiechając się.
Nie mogłam uwierzyć, że mógł się dla mnie aż tak poświęcić. Przecież rzadko bywało, że facet potrafi być romantykiem, a mój to w szczególności. Chyba pobił wszystkich w tej dziedzinie. Tyle przygotowań...i tylko po to żeby mnie uszczęśliwić.
- Kocham cię.- wyszeptałam.
- Ja ciebie też.-powiedział czule mnie całując.
 Coś czuję, że to dopiero początek naszych pocałunków...
Przed jedenastą byliśmy już w domu, niestety... Wieczór spędziłam w bardzo przyjemny sposób z moim kochankiem. Niechętnie wróciliśmy do domu. Za niedługo zaczynała się ceremonia i musiałam, jak i również Scott, się do tego przygotować. Chyba bardziej się denerwowałam od niego. Na szczęście, oni zdążyli już wrócić i, ku mojemu zdziwieniu, Scott nie był wcale pijany. Byłam pewna, że wypije chociaż kilka piw, ale ten nic. Czyżby po ostatnim mu wystarczyło?
Przebrałam się w luźne ciuchy i zeszłam do piwnicy. Właśnie tam miała się odbyć Wstąpienie.
11:26 do ceremonii zostały 34 minuty...
 W piwnicy była nasza sala treningowa, w której ćwiczyliśmy głównie zimą. Włączyłam światło, które oświetliło całe pomieszczenie. Był to dość spory kawałek, zważywszy, że piwnica rozciągała się pod całym domem. Nie była zbyt ładnie urządzone. Ciemno szare ściany, czarna kafelkowana podłoga. Kilka materacy, jakieś sprzęty do ćwiczeń , no i oczywiście broń. Pełno broni, przyczepionej do ścian. Między nimi białe drzwi, prowadzące do łazienki, no i szafa. Czarna, zwykła szafa, w której chowałam niepotrzebne rzeczy.
Wyciągnęłam z niej niewielkie pudło. Niosąc je na środek sali, cały czas brzdękało. Rzuciłam je na ziemię i zaczęłam wyciągać jego zawartość. Ułożyłam łańcuchy wzdłuż pudła i przyczepiłam ich końce do metalowych uchwytów, odstających z podłogi.
11:48 zostało 12 minut. Czas zaczynać.
-Scott!-krzyknęłam, a po chwili chłopak stanął u mojego boku.- Zaczynamy.- powiedziałam siląc się na uśmiech. Ezra wraz z siostrą weszli do pomieszczenia, jednak wyprosiłam ich. Nie chciałam żeby patrzyli jak on cierpi. Wystarczy, że ja będę musiała znosić jego krzyki...
- Ściągaj to.- wskazałam na ciuchy.- Zniszczą się.- chłopak rozebrał się do samych bokserek i stał patrząc się na mnie. Denerwował się, zupełnie tak jak ja.
Zaczęłam przyczepiać łańcuchy do jego nóg, a ten się lekko skrzywił.
- Uwierz mi, to dla twojego dobra.- skończywszy doczepiać ostatnie metale do jego rąk, wstałam. Wyciągnęłam z pudła czarny tusz i narysowałam symbol łowczy na jego piersi. Wielki, czarny wywijas przypominający poziomo literę Z przeciętą w połowie, zdobił jego pierś.
- Gotowy?- zapytałam niepewnie. Chłopak skinął głową.
- Co teraz się stanie?- podniósł rękę, a łańcuchy zadzwoniły.
- Twoje ciało musi przejść przemianę. Każda komórka ludzka zostanie zastąpiona łowczą.- posmutniałam.
- To zaczynamy?- zapytał, a ja spojrzałam na zegar znajdujący się nad framugą drzwi, prowadzących do łazienki. Zostało pięć minut.
- Zaczniemy od przysięgi nieśmiertelności, jeśli jeden z twoich darów będzie właśnie nim, będziesz żył wiecznie, chyba że nie chcesz.- nie odpowiedział, więc kontynuowałam.
Zaczęłam wymawiać słowa przysięgi, w nieznanym mi języku. Po chwili Scott dołączył do mnie. Czarny znak wchłonął się w jego ciało i zniknął. Kolejny czarny wywijas pojawił się koło jego nadgarstka.. Więc pierwszym jego darem była nieśmiertelność. Odetchnęłam. Nie musiałam się z nim rozstawać. W końcu będziemy żyć wiecznie.
12:00 czas na dalszą część.
Spojrzałam na niego z politowaniem. Czas na najgorsze...
 Usłyszałam dźwięk łamiących się kości. Łzy napływały mi do oczów. A to dopiero początek...
Scott klęczał na podłodze, głośno dyszał.
Kolejne dźwięki łamiących się kości.
Krzyki chłopca.
Łzy cieknące po moich policzkach.
Widziałam jak jego kończyny wywijają się w różne strony. Właśnie tak uaktywniał się Łowca... Po prostu niszczył wszystkie komórki ludzkie, zastępując swoimi genami. Czułam jego ból. Ten potworny ból...gdybym tylko mogła jakoś mu pomóc...
12:25 niedługo koniec. Ostatnie, a zarazem najgorsze, kilka minut.
Jego ciało opadło na zimną podłogę. Słyszałam syczenie wychodzące z jego ust. Nie miał już sił.
Klęknęłam koło niego i ujęłam jego twarz w dłoniach. Czułam jak jego skóra płonie.
-Scott!- krzyknęłam widząc jak powoli odpływa.- Scott! Nie poddawaj się teraz! To już prawie koniec...
- S...Sam...- wyszeptał, a następnie głośno zawarczał.
Ryk wydobywający się z jego ust.
Dreszcze przeszywające moje ciało.
Ucichając, położył głowę na ziemie.
Nareszcie koniec.
 Dotknęłam jego ramienia, a tatuaż zaczął emanować dziwnym światłem. Po chwili jednak przestał.
Dziwne...
Odczepiłam łańcuchy i pomogłam mu wstać. Zaniosłam go do pokoju i położyłam na łóżku. Czułam jak ból ustępuje z jego ciała. W końcu. Czuwałam przy nim, dopóki nie zasnął. Kilka razy zmieniłam zimne okłady na jego czole, które miały ochłodzić ciało.
Wyszłam z pomieszczenia zastanawiając się, co ten znak z tatuażem miał oznaczać. No nic, będę musiała poszukać jakiś informacji o tym.
Zeszłam na dół i wyciągnęłam picie z lodówki. Ezra leżał na kanapie lekko przysypiając. Wyłączyłam telewizor i pocałowałam go w skroń na dobranoc.
- Co?- wzdrygnął.- Oh! Musiałem usnąć.- przetarł ręką po twarzy.- Już po?
- Mhm...
- I jak z nim?
- Lepiej. Ciężko zniósł przemianę. Cierpiał...-posmutniałam.- Ale myślę, że jest już lepiej.
- To dobrze... Idź spać, miałaś ciężki dzień. Musisz się wyspać.
- A ty? Chyba nie będziesz spać na kanapie? Ruszaj się! Idziemy do mojego pokoju.-oznajmiłam.
Ten uśmiechnął się i czule mnie pocałował.
- No chodź,- ponagliłam.- jestem zmęczona. A bez ciebie nie usnę.
Ezra przytulił mnie, a następnie podniósł i zaniósł do pokoju.
Jego bliskość doprowadzała mnie do szaleństwa. Przy nim nie mogłam racjonalnie myśleć. Miłość emanowała z jego ciała równie silnie, co z mojego. Ale czułam coś jeszcze...coś co mnie bardzo zaniepokoiło. Czy to był współczucie?




Kolejny rozdział gotowy! A tak wgl, to wybaczcie mi tą żałosną scenę ze Wstąpieniem. Kompletnie nie wiedziałam jak to opisać, choć w głowie miałam już pewny jej zarys. No cóż... wyszło jak wyszło :D 
X rozdział... chyba czas już kończyć Księgę I... Nie sądzicie? :D 

                                                           ***
PS. Dziękuje i jednocześnie cię przepraszam Kata rino, za wielogodzinne wysłuchiwanie mojego stękania, związane z tym blogiem. Ale dzięki tobie jestem już o 2 rozdziały do przodu! Wiem, wiem ... jak zwykle marudzę :D Ale tak szczerze, to trudno jest stworzyć samemu takiego opowiadania. Ten natłok różnych wydarzeń miesza się w głowie, a takie opowiedzenie komuś( szczególnie Tobie) pomaga ogarnąć to wszystko  <3 

Zapraszam -----> http://smiertelnapasja.blogspot.com/






czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział IX



„A twa dusza wciąż błądzić będzie we wszechświecie, szukając nadziei na lepsze życie. Ja jestem tą nadzieją, jednak nie jestem pewna, czy zmienię je na lepsze”. 



- Wstawać gołąbeczki!-usłyszałam męski głos niedaleko mnie.


Otworzyłam ociężałe powieki i zauważyłam, że Natte uśmiecha się do mnie, obnażając swoje śnieżnobiałe uzębienie. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, że leże wtulona w Ezrę. Podniosłam głowę z zamiarem spojrzenia na niego i poczułam jego ciepłe usta na swoim czole. Uśmiechnięta usiadłam i pozwoliłam, aby moje stopy spoczęły na zimnej podłodze. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz na myśl, jak spędziłam tą noc. Wciąż miałam ochotę rzucić się na Ezrę i obdarować go w nieskończoność pocałunkami, ale cóż, czas było wstawać i przywitać kolejny dzień, zaczynając od treningu...


Chłopak leżąc przetarł ręką po twarzy i spojrzał na kasztanowłosego mężczyznę. Zmierzył go wzrokiem, lekko przymrużając oczy. Był zły na niego, za to że nam przeszkodził. W sumie to ja też...


- Możecie mi powiedzieć czemu byliście RAZEM zamknięci? I do jasnej cholery! Co się stało z oknem?- zapytał unosząc brwi.


Ezra sięgnął po swoje ubrania, a następnie wstał i wyszedł z pokoju ubierając się po drodze. Mijając Natt'a klepnął go w ramię uśmiechając się. Chłopak odprowadził go wzrokiem i, po chwili sam, wyszedł za nim. Postanowiłam jak najszybciej się ogarnąć i znów spotkać z moim Romeo. Tak. Teraz mogłam śmiało powiedzieć MÓJ. I mogłam też powiedzieć, że go...kocham?

Zeszłam na dół gdzie chłopaki czekali na mnie z śniadaniem. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że cała czwórka potrafiła świetnie gotować. Oczywiście Ezra najlepiej, ale to taki mały szczegół... Odkąd oni tu byli miałam wolne od kuchni! Zero śniadań, obiadów i kolacji! Nie musiałam nic robić, powoli czułam się jak Księżniczka... Niestety musiałam podziękować Dorothe za pomoc. Nie miałam zamiaru tłumaczyć jej wszystkiego co by zobaczyła. Od czasu do czasu wpadała do mnie w odwiedzinach, uprzedzając swoją wizytę telefonem. Na szczęście, nie miała do mnie żadnego żalu, spowodowanego tym zwolnieniem.


Zajęłam miejsce naprzeciw Ezry i nałożyłam sobie naleśniki, polewając je później czekoladą. 


Śniadanie minęło w miłej atmosferze. Natt'owi nie zamykała się buzia. Cały czas opowiadał różne śmieszne historię, które doprowadzały mnie do łez. Patrzyłam uśmiechnięta na chłopaka, który zawzięcie opowiadał kolejną ich przygodę. Nie było w niej na razie nic śmiesznego, ale uśmiechałam się jak głupia, czując jak Ezra smyra mnie po nodze. Miałam straszne łaskotki, a on wiedział jak to wykorzystać.


Chwilę po śniadaniu leżałam na dworze, rozkoszując się ostatnimi promieniami słońca. Zaraz miał się zacząć kolejny trening, tylko tym razem, miał powrócić mój poprzedni nauczyciel. Leżałam na plecach z zamkniętymi oczami, gdy nagle słońce przysłonił jakiś cień i poczułam przyjemne ciepło na moich ustach. Wiedziałam kto to, więc ujęłam dłońmi jego głowę i przyciągnęłam do siebie. Leżałam prawie cała przysłonięta nim, a przez moje ciało przepływała rozkosz. Chwilę jeszcze leżeliśmy w tej pozycji, jednak musieliśmy zabrać się za trening, dzięki któremu wciąż mogłam jakoś żyć. Z dnia na dzień, czułam coraz większą moc napływającą do mnie. Wiedziałam, że w końcu muszę dać jej się uwolnić, ale bałam się. Pierwszy raz od dawna, po prostu się bałam. Nie chodzi mi o to, że mogłam zginąć, tylko o to, że mogę skrzywdzić kogoś. Teraz otaczało mnie pełno osób, na których mi zależało, a ja nie chciałam zrobić im jakiejkolwiek krzywdy. Scott na razie był bezpieczny, za to Ezra wciąż był przy mnie. Chciał mnie ochronić, jednak nie mógł chronić mnie przede samą sobą.


Musiałam skupić się na treningach i zrobić w końcu jakieś postępy. Jednak trudno było skoncentrować się na czymkolwiek, będąc tak blisko niego.


Ezra chyba wyczuł to i po chwili odsunął się ode mnie, oznajmiając, że musimy zacząć trening. Po kilku ćwiczeniach, siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na ziemi, próbując dotrzeć umysłowo do swojej mocy. Coś jak medytacja...


Siedziałam sama, z zamkniętymi oczami, przy jeziorze, szukając czegokolwiek w moim umyśle. W tej samej pozycji znajdowałam się od dobrych dwóch godzin, po tym jak Ezra postanowił mnie zostawić, widząc, że nie mogę przy nim się skoncentrować.


Ezra. Ezra. Ezra! Pomimo tego, że nie było go przy mnie, ja wciąż o nim myślałam. 


Zrezygnowana otworzyłam powieki. Lekko wzdrygnęłam na widok blondynki,stojącej kilka kroków ode mnie. Szybko wstałam, a dziewczyna uciekła w stronę lasu. Nie zastanawiając się długo, pobiegłam za nią. Wciąż gdzieś znikała za drzewami, ale nie zgubiłam jej. Zbliżałam się do niej coraz bliżej i teraz widziałam wyraźnie jej twarz. Zatrzymałam się na chwilę, analizując wcześniejszy widok. Czyżby to była Amanda? Jakim cudem ona się tu znalazła? Przecież przejście powinno być zamknięte! A może jednak to nie ona? 


Z zamyślenia otrząsnął mnie śmiech dziewczyny i zimny podmuch wiatru, który bił moje nagie ramiona. Szybkim pędem ruszyłam za dziewczyną, zgrabnie omijając każdą gałąź. Zdezorientowana stanęłam na środku jakieś polany. Nigdy wcześniej tu nie byłam, a byłam pewna, że znam te tereny jak własną kieszeń! Zamknęłam oczy próbując wsłuchać się w kroki blondynki. Nic! Kompletnie nic nie słyszałam! Może jakieś zwierze nieopodal mnie. Chyba sarna, ale po dziewczynie nie było ani śladu. 


Sam...Sam...- usłyszałam głos Amandy, jakby stała tuż przy mnie.


Otworzyłam oczy i zmarszczyłam brwi. Przede mną stały wielkie, z ciemnego mosiądzu, drzwi. O tak! Po prostu stały sobie przede mną, w środku lasu drzwi! Dziwne? Ależ skądże. Przecież kto by nie chciał zostawić na pustkowiu takie drzwi?! Zirytowana obeszłam je, ale nic konkretnego nie zauważyłam. Chwyciłam za klamkę, a te tylko lekko zazgrzytały. Otworzyłam je bez większego wysiłku i, skołowana, gapiłam się w obraz, ukazany w środku nich.


Wyglądało to jak...lustro? Podeszłam bliżej, a moje odbicie zrobiło dokładnie to samo. Palcem dotknęłam jego powierzchnię i nagle przez obraz przeleciała fala. To nie były byle jakie wrota, to było przejście.


- Raz kozie śmierć- szepnęłam i uśmiechnęłam się do siebie, myśląc nad sensem tej wypowiedzi. Bez większego namysłu przeszłam przez portal. Czułam jak zimno przechodzi przez moje ciało. Tak jakbym właśnie powoli wchodziła do lodowatej wody, a po drugiej stronie była tylko ciemność.



EZRA 


Już od dobrych dwóch godzin siedziałem w domu z dala od Sam. Rany, jak ja mogłem wytrzymać tyle bez niej... Wiedziałem, że ona musi się skupić, bo inaczej stanie się coś złego, ale nie mogłem tak dłużej wytrzymać. Znów chciałem ją zobaczyć, przytulić, pocałować...


To ostatnie chyba najbardziej, ale jej bezpieczeństwo było dla mnie najważniejsze, dlatego też muszę się wstrzymać. Choć naprawdę chciałem dużo więcej od pocałunków. Chciałem znów dotknąć jej ciała, poczuć smak jej ust...


Położyłem się na kanapie w salonie, zastanawiając się, jakim cudem ona mnie chciała? Bo przecież byłem tylko zwykłym strażnikiem, jej opiekunem, który pała do niej miłością. Już od dawna ją kochałem i nadal kochać będę. Z dnia na dzień moja miłość jest do niej coraz silniejsza. Tak, właśnie, teraz to ona mnie napełnia, a ja bez niej byłbym...nikim? Choć i tak uważam się za niego, ale przy niej czuję się wyjątkowy.


Wyjątkowy, że mogłem poznać tak wspaniałą kobietę, która mnie zechciała i będę starał się jak mogę, aby ją uszczęśliwić.


Dość! Nie mogę tak dłużej siedzieć! Muszę ją znów zobaczyć!


Wstałem z kanapy i wyjrzałem przez okno, by zobaczyć czy wciąż medytuje. Nie było jej.


Moje serce zabiło mocniej i w ciele narastał niepokój. Wyszedłem przed dom, tam też jej nie było. Obszedłem całą posesję-nic. Wróciłem do budynku mając nadzieję, że wróciła, a ja zbyt przejęty jej szukaniem, nie zauważyłem tego.


- Idiota- pomyślałem. Przecież bym ją wyczuł, gdyby postanowiła wrócić. Stanąłem w miejscu zachłannie pochłaniając powietrze- też nic. To tak, jakby jej zapach zniknął, a ona nie istniała.


Pobiegłem jak najszybciej do domu.


- Ej! Chłopaki!- zawołałem idąc przez korytarz. Po chwili wszyscy byli już na dole.


- Widzieliście Sam?- zapytałem z nadzieją, że chociaż im powiedziała gdzie się wybiera. Niestety, wszyscy trzej przecząco pokręcili głową. Cholera!


- Oj, już cie nie chce blondi? - zapytał śmiejąc się Natte. Widząc moją minę, od razu zamilkł.


- Ezra co się dzieje?- zapytał ciemnowłosy, stojący obok. Nim odpowiedziałem, zacisnąłem mocno dłonie w pięść.


- Chodzi o to, że ona zniknęła.- odwróciłem wzrok od nich- Nie mogę nawet wyczuć jej zapachu...


- Dobra!- krzyknął Patrick- Tonny zostaniesz w domu na wypadek jakby wróciła. Natte, pojedziesz w stronę miasta i tam jej poszukasz. Ja i Ezra weźmiemy się za przeszukiwanie lasów.... Nie martw się, znajdziemy ją.- położył dłoń na moim ramieniu. Spojrzałem na niego dziękując i od razu pobiegłem do lasu.


Znajdę cię Sam. Nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził.


SAMANTHA



Wokół panował mrok. Nie licząc małego światełka na końcu... w sumie to nawet nie wiedziałam czego. Nie można było nic zobaczyć.
Wstałam z zimnej i, zapewne brudnej, podłogi, i udałam się w kierunku tego światła. Okazał się on być małą dziurką na klucz, która przepuszczała blaski pochodzące z następnego pomieszczenia. Znalazłam klamkę i bez problemu otworzyłam te drzwi.
Wypuściłam głośno powietrze.
Znów byłam w zamku... No cóż, skoro już tu się znalazłam, to nie zostało mi nic prócz znalezienia Amandy. Miałam zamiar jej opowiedzieć o chłopakach, którzy teraz się mną opiekują. Może ich znała? Chciałam opowiedzieć jej o Scott'cie, za którym tęskniłam... Ezra!
Klepnęłam się w czoło. Pewnie teraz zamartwiał się moim zniknięciem.
Moje ciało zostało daleko w lesie, więc nie będzie wiedział co się ze mną stało! Trzymałam się myśli, że nie będzie aż tak zły...
Zajrzałam do kolejnego pomieszczenia i oczywiście jej tu nie znalazłam. Dziewczyny nigdzie nie było, ale został mi tylko pokój służących do sprawdzenia.
Przeszłam przez kuchnię, trafiając na zdziwione spojrzenia kucharek, choć byłam pewna, że nikt mnie nie widział. Weszłam do pierwszego pomieszczenia i zamarłam.
Na starym, zniszczonym łóżku leżała na brzuchu Amanda z zakrwawionymi plecami. Widziałam ślady bata kilkakrotnie zetkniętego z jej skórą.
Boże! Przecież ona była jeszcze dzieckiem!
Miała może szesnaście lat? Góra siedemnaście. Jak on mógł to jej zrobić?
Nie no, nie wierzę...Zabiję go. Nie dzisiaj, ale wkrótce go zabiję!
Starsza kobieta z siwymi włosami klęczała nad nią, zmywając, już szkarłatną ścierką, krew z jej pleców. Dziewczyna zobaczywszy mnie chciała się podnieść, ale ból uniemożliwił jej to.
– Leż... – wyszeptałam stając koło niej. – Czemu on ci to zrobił? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
– Nie wiem – odpowiedziała i zalała się łzami. Z każdym szlochem jeszcze bardziej cierpiała. Zastanawiałam się, czy w tym stanie nawet oddychanie nie sprawia jej bólu.
– Daj mi nóż – rozkazałam starszej służącej, a ta szybko spełniła moje polecenie. Czyli już nie byłam niewidzialna?
– Co chcesz zrobić? – Usłyszałam szept dziewczyny.
– Pomogę ci – odpowiedziałam przecinając skórę na mojej dłoni. Szkarłat spłynął po mojej ręce, a następnie krople skapywały na plecy dziewczyny. Rana na mojej dłoni błyskawicznie się zagoiła i gdyby nie ślady krwi na niej, nic by nie wskazywało o obecności przecięcia.
Zamoczyłam ścierkę w misce i rozmazałam ciecz po jej plecach. Krew bezzwłocznie wchłonęła się w ciało dziewczyny, gojąc jej rany. Widziałam na jej twarzy znikający ból.
– Dziękuje – wyszeptała.
Pomogłam jej się ubrać w nową suknię, nie strój dla służącej, tylko suknię, podobną do tej kremowej, którą aktualnie miałam na sobie.
– Nie mogę – protestowała. – Jeśli On mnie w tym zobaczy to zabije!
– Nie zobaczy – zapewniłam ją, a następnie mocno przytuliłam.
Zaraz przyjdą tu strażnicy. Zabiorą mnie ze sobą do Niego! – wypowiedziawszy to, dała spłynąć kilku łzom po policzku.
– Nie martw się o to. Już więcej nie będziesz musiała się z nim spotkać.
Spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
– Jak to? – zmarszczyła brwi, a ja uśmiechnęłam się do niej.
– Zabieram cię ze sobą. Chyba, że nie....
– Chcę! – przerwała mi.
– To dobrze. Złap mnie za rękę i pod żadnym pozorem nie puszczaj. Rozumiesz? – Dziewczyna pokiwała głową.
Zamknęłam powieki, próbując dotrzeć do swojej mocy. Czułam jak powoli uwalnia i ulatnia się z mojego ciała. Otworzyłam oczy. Znów dostrzegłam ciemność, ale teraz wiedziałam co się dzieję.
Czułam, że to ja ją kontroluję. Nikt nie kontrolował moje ciało. Byłam w pełni świadoma tego wszystkiego, jak i ciepła bijącego od dłoni Amandy...
Otworzyłam oczy. Znów była w swoim domu, a dokładnie w salonie. Rozejrzałam się po pokoju. Był pusty. Chłopaków nie było w pobliżu.
Westchnęłam.
Pewnie mnie szukali. Po chwili oprzytomniałam i przypomniałam sobie, że wciąż trzymam Amandę za rękę. Spojrzałam na dziewczynę, a ta z ciekawością analizowała każdy przedmiot w tym pokoju. Puściłam jej dłoń, przez co się wzdrygnęła.
– Może usiądziesz? – wskazałam ręką na kanapę. – Na pewno jesteś głodna. Zobaczę co mamy w lodówce.
Niestety. W lodówce gościły pustki. Przeszukałam półki i znalazłam ryż. Przypomniałam sobie, że w zamrażarce powinnam mieć jeszcze warzywa na patelnię. Wyciągnęłam torbę i wzięłam się za przygotowanie potrawy. Amanda cały czas zagadywała mnie pytaniami. W sumie nie dziwiłam się jej. Też bym tak zareagowała, widząc obce przedmioty, a szczególnie znajdując się w obcym świecie. Uśmiechnęłam się do siebie. Przecież ja tak zareagowałam będąc pierwszy raz w Cerisie. To właśnie ta, drobna blondynka, odpowiadała cierpliwie na każde moje irytujące pytanie, o ile znała odpowiedź.
Gotowe danie podałam na stole i obydwie z wielkim apetytem rzuciłyśmy się na jedzenie.
Gdy skończyłyśmy, wzięłam się za zmywanie po naszym wspólnym posiłku, aż w końcu usłyszałam ciche odgłosy rozmowy:
– Tak – chwila przerwy. – Jest w domu. Wyczuwam ją, ale nie jest sama – znów przerwa. – Dobrze. Chyba nic jej nie zagraża. Będę czekać w środku. – Koniec rozmowy. Po chwili w progu ukazał się Tonny i z troską w oczach spoglądał na mnie. W końcu podszedł i przytulił.
Gdzieś ty się podziewała, dziewczyno? Wiesz jakiego nam stracha narobiłaś? Ezra o mało... – przerwał odskakując ode mnie. Ktoś pociągnął go do tyłu i tym kimś okazał się być Ezra.
Już po chwili znalazłam się w objęciach mojego kochanka. Czule głaskał dłonią po moich włosach. Złożył delikatny, a zarazem czuły pocałunek na moim czole.
– Nie strasz mnie tak więcej. – Wyszeptał do mojego ucha. – O mało nie umarłem, gdy zniknęłaś...
– Ezra! – zawołał Tonny dobiegający z salonu.
Chłopak niechętnie oderwał się ode mnie, wcześniej warcząc zapytał, co on chce i spojrzał na ciemnowłosego. Nie ukrywał niezadowolenia, w sumie ja też byłam zła, za to, że nam przerwano. Czułam jak napina mięśnie. Był zdenerwowany i... zszokowany?
Spojrzałam na niego i widziałam jak wpatruję się w dziewczynę stojącą za ciemnowłosym. W końcu otrząsnął się i wyszeptał:
– Amalii? – dziewczyna pokiwała głową. – Sk-skąd... jak ty się tu znalazłaś?!
– Samantha mnie tu sprowadziła, Estesie. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam. – Powiedziawszy to pozwoliła spłynąć kilku łzom, a następnie rzuciła się w jego objęcia.


***

Pościeliłam łóżko w pokoju gościnnym, żeby Amanda mogła się przespać. Widziałam, że jest zmęczona, więc nie zdziwiłam się, gdy po szybkiej kąpieli, przebrana w moje ciuchy, spała rozłożona w poprzek na łóżku. 
Siedziałam na sofie, otulona kocem i wpatrywałam się w ekran telewizora, gdzie leciał jakiś film. Nie mogłam się na nim skupić. W głowie wciąż miałam mętlik. To co zrobiłam w tamtym świecie... Widzieli mnie. Tego byłam pewna. Służąca i kucharki patrzyły na mnie. Na pewno poinformowały o tym Króla. W sumie, miałam to gdzieś, czy on wie, czy też nie, chociaż musiał coś wiedzieć na mój temat, skoro już od pewnego czasu ścigał mnie.
Nawet nie zauważyłam kiedy Ezra usiadł obok mnie. Oplótł mnie ramionami, jednak ja wyswobodziłam się z jego uścisku. Usiadłam na jego kolanach, czule całując go w usta. Chłopak, z uśmiechem na twarzy, szybko odwzajemnił pocałunek. Jednak po chwili przerwaliśmy, a ja wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
 – Dziękuje  wyszeptał całując mnie w skroń.
 Przepraszam. Powinnam cię wcześniej uprzedzić, ale od razu pobiegłam w stronę lasu, potem te drzwi, no i w końcu znalazłam się tam – zaczęłam trochę panikować.  Ezra oni mnie widzieli. Tym razem byłam tam naprawdę! On na pewno już wie...  Ogarnął mnie smutek, jednak choć czułam zbierające się łzy w moich oczach, nie pozwoliłam im spłynąć. Ezra wyczuł to i przytulił mnie jeszcze mocniej.
 Już dobrze.  głaskał dłonią moje włosy, jednocześnie składając pocałunki na twarzy. – I tak w końcu musiał się dowiedzieć. Chyba nie liczyłaś na to, że odbijemy zamek, nie informując go o tym wcześniej?  czułam jak się uśmiecha, składając kolejne pocałunki na mojej twarzy.  Pokazałaś mu na co cię stać. Przedarłaś się przez jego czary i jestem pewien, że to dopiero początek twoich umiejętności. Nie przejmuj się tym Kotku.  zamruczał mi do ucha, a następnie znów pieścił mój policzek. Drażnił się ze mną. Całował mnie wszędzie, oprócz ust, a tam najbardziej pragnęłam go zasmakować.
 Kotku?  zapytałam zdziwiona.
 Tak.– westchnął Ezra.  Masz rację, ale chciałem wypróbować czegoś nowego.
 Nie próbuj więcej.  odpowiedziałam stanowczym głosem.

***

Leżałam naga na łóżku, czując ciepłe muśnięcia na plecach, które zbliżały się ku górze. Mimowolnie uśmiechnęłam się, zdając sobie sprawę kto to robi.
 Mógłbyś tak budzić mnie codziennie – odparłam lekko przy tym mrucząc.
Poczułam jego twarz tuż przy swoim policzku, następnie delikatnie musnął je ustami.
 Jeśli chcesz. – uśmiechnął się łobuzersko do mnie i znów pocałował mnie, ale tym razem w usta. Pieścił językiem moje podniebienie, ale nie na długo. Po chwili oderwał się ode mnie, z uśmiechem na twarzy, gładził moje włosy opierając się na łokciu. Szczęśliwa przygryzłam wargę i patrzyłam się na niego. Jego palce wędrowały po moim ciele zataczając kręgi w niektórych miejscach.
 Pora wstawać.  mruknął składając pocałunek na moich ustach. Niechętnie się z nim zgodziłam, chociaż mogłabym zatracić się w jego objęciach. Poczułam jego wargi na swoim czole, a następnie wstał, zostawiając mnie samą w wielkim łóżku. Uśmiechnął się do mnie widząc moje niezadowolenie.
 Przyszykowałem ci kąpiel. Będę czekać na dole z śniadaniem.
 A gdzie Amanda? – zapytałam przypominając sobie, że przecież zostawiliśmy ją kilka pokoi dalej.
 Chłopaki zabrali ją na miasto, chcieli pokazać jej okolicę. Czekam na dole!  krzyknął schodząc ze schodów.
Zanurzona pod samą brodę rozkoszowałam się kąpielą. Ezra dolał do wody dużo różnych mgiełek, przez co w powietrzu unosił się przyjemny zapach. Wytarłszy się ubrałam obcisłe, ciemne jeansy, szarą tunikę i spiąwszy włosy w kok, zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie mój kochanek. Na mój widok uśmiechnął się. Zajęliśmy miejsca przy stole i wzięliśmy się za jedzenie. Tym razem moje podniebienie pieściło przygotowane przez niego jedzenia. Rany...Czemu ja tak nie potrafię?
Resztę śniadania spędziliśmy rozmawiając i śmiejąc się. Niestety skończyłam jeść trochę naburmuszona, po tym jak Ezra oznajmił, że trening i tak się odbędzie. 
Przebrana w dres wyszłam przed dom. Zaczęliśmy od rozgrzewki, która składała się z kilku ćwiczeń rozciągających mięśnie i biegu... Padnięta po piętnastokilometrowym sprincie, leżałam głośno dysząc na zimnej ziemi... 
 Wstawaj!  usłyszałam rozbawiony głos Ezry.
 Nie...dam...rady.  wyszeptałam robiąc krótką przerwę między każdym wyrazem.
 Byłam zmęczona. Chyba wcześniej nigdy tak mi się nie zdarzyło... Owszem, dużo trenowałam, ale to? To była katorga, a nie trening! Rozumiem, że muszę teraz wziąć się do roboty, bo nie przeszłam odpowiedniego szkolenia, jakie przystało na każdego Cerisowianina, ale bez przesady! Chociaż ta moja "tajemnicza" moc mogłaby mi pomóc, ale oczywiście, że nie może! Bo tylko ujawnia się, gdy coś mi grozi lub naprawdę ją potrzebuję... I na co komu ona? Nie wiesz, do czego jesteś zdolna, nie wiesz jak to użyć, a wszyscy chcą żebyś za pomocą jej, uwolniła swój rodzinny świat. No cóż... Raz kozie śmierć  znów zaczęłam się śmiać na myśl o sensie tego przysłowia. Jak ktoś mógł takie coś wymyślić? I w ogóle czemu akurat koza? 
 Heej  przeciągnął – czy ty mnie słuchasz?  zapytał unosząc w śmieszny sposób brew. Znów zaczęłam się śmiać.
 Pytałem, czy możemy wziąć się za dalszą część ćwiczeń.
 Jestem zmęczona. Wątpię, żebym dała radę choćby podnieść rękę.
 Hm... To może tak... Jeśli wygrasz, dam ci buziaka.
 Kusząca oferta. – odparłam głaszcząc palcem brodę. – Ale moje mięśnie i tak płaczą.
 Dobra! Niech stracę!  uśmiechnął się do mnie.  Dwa całusy!
 A co ty będziesz miał z tego?  zapytałam przymrużając lekko powieki.
 Dowiesz się wieczorem.  mruknął pomagając mi wstać.
Przez kolejne dwie godziny ćwiczyliśmy różne chwyty. Co chwile któreś z nas leżało na ziemi. Tym razem nie dałam sobą, że tak powiem, pomiatać. Poprzednie treningi dawały po sobie znak. Czułam się silniejsza i zwinniejsza. No może pomogła przy tym świadomość, że przy wygranej nasze usta znów się zetkną w namiętnym pocałunku...
Zmęczona i jednocześnie szczęśliwa, wróciłam do domu udając się do łazienki. Amanda już wróciła, wraz z chłopakami. W końcu widziałam jak dziewczynę przepełnia szczęście. Dobrze dogadywała się z innymi. Tak bardzo przypominała mi Scotta... Kolejne dni mijały, a ja nie miałam żadnych wiadomości od niego. Nie wiedziałam jak się czuje, czy dobrze mu ze Śmiercią...
Kogo ja oszukuje. Jak może komuś być dobrze w towarzystwie Śmierci?! Przecież zawsze nasze spotkania kończyło się niezbyt przyjemną wymianą słów.
 No i wtedy mówię mu, że jestem wilkołakiem. Ten zaczął się śmiać, a ja pokazałem mu kły. Gdybyście go słyszeli! Takiego pisku w życiu nie słyszałem u żadnej laski! A co dopiero u faceta! słyszałam rozbawiony głos Tonny'ego.
Zeszłam na dół siadając przy mojej sympatii, a on objął mnie, kładąc na swoich nogach. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie, słuchając kolejnej opowieści ciemnowłosego z serii „ kiedy to ja objawiłem się człowiekowi”. Serio. To było jego chyba, ulubione zajęcie. Podchodził do człowieka i pokazywał swoją wilczą postać. Uwielbiał patrzeć na ich reakcję. Strach, przerażenie... Tak. Właśnie to chciał oglądać, podczas gdy oni uciekali, walcząc o życie- jak sami twierdzili.
Momentami natrafiałam na spojrzenie Patricka. On był z nich najcichszy, a zarazem najsurowszy. Widziałam, że niezbyt odpowiada mu to, że jesteśmy razem, ale nie zaprzątałam sobie tym głowy. Nie obchodziło mnie to, że komuś coś nie odpowiadało się w naszym związku, czy też to, że Księżniczka nie powinna być ze swoim strażnikiem. Zwłaszcza, że uświadomiłam sobie w końcu, co do niego czułam. Kochałam Ezrę. Nigdy wcześniej, nie czułam do kogoś takiego silnego uczucia. Chyba...Nie. Przeszłość się nie liczy, już nie. Teraz najważniejsze było to, że byliśmy razem. Byłam blisko niego, wtulona w jego ciepłe ciało... Czułam jak na mojej dłoni zatacza, palcem kręgi. Małe koła, delikatnie zataczane opuszkiem jego palca. Od razu przypomniał mi się dzisiejszy poranek. Nasze nagie ciała, zetknięte ze sobą, tworząc jedność.
 Masz bardzo interesującą minkę  szepnął mi do ucha. – Ciekawe o czym tak myślisz? 
 A tak mi się jakoś przypomniała nasza wspólna noc...  przygryzłam wargę, patrząc na niego.
 Możemy to dzisiaj powtórzyć.  zaproponował, a następnie czule pocałował mnie w usta.
 Yhym!  odchrząknął Natte.  Rozumiem, że macie teraz te swoje tam, buzi buzi, ale to nie znaczy, że musicie zaszczycać nas takimi widokami! Ludzie! Aż mnie mdli, widząc jak się pochłaniacie! Oczywiście, gdybym był na jego miejscu, nie miałbym nic przec...  przerwał pod wpływem uderzenia poduszki. Zupełnie zapomniałam o nich. Byłam tak zajęta Ezrą, że nie zdawałam sobie sprawy, z tego, że oni wciąż tam są i się nam przyglądają.
 Dobrze, już dobrze. Nie będziemy.  zaśmiałam się, szczególnie widząc minę Amandy. Dziewczyna była w lekkim szoku. W sumie nie dziwie się jej. Chłopaki od paru dni domyślali się, o tym, co między nami było. A Amanda? Od razu rzucona na głęboką wodę. Ni stąd, ni zowąd dowiaduje się, że jej brat jest związany z Księżniczką Cerisu. Nie chodziło o to, że jest jej opiekunem, tylko o to, że... no cóż, po prostu sypia z nią.
Znów poczułam jak nasze usta złączają się w namiętnym pocałunku. Nie na długo, ale wystarczająco, żeby go poczuć. Chwilowo.
 Od teraz.  dodał rozbawiony Ezra.
Siedzieliśmy wszyscy w salonie ciesząc się swoim towarzystwem. Chociaż do szczęścia wystarczał mi tylko mój blondyn, ale mniejsza o to. Miło spędziliśmy wspólnie czas. Amanda coraz śmielej reagowała na nowy świat. Tonny i Natte z wielkim entuzjazmem opowiadali jej o atrakcjach, których nie znajdzie w Cerisie. Wydawało mi się, że bardzo się polubili. W końcu mieli te same charaktery... Wszyscy trzej byli zbyt energiczni, weseli i dowcipni. A Patrick? Żył swoim życiem. Odzywał się tylko z konieczności. Wiedziałam, że to trudny chłopak. Przepraszam, MĘŻCZYZNA. Ale widziałam, że pod maską tego twardziela, skrywa się łagodne i spokojne oblicze, które nie może doczekać się ujawnienia. No cóż, miał swoje powody dla których chował swoje drugie „ja” i musiałam uszanować jego decyzję. 
Usłyszałam cichy dźwięk dobiegający zza drzwi. Jako jedyna z naszej grupki odwróciłam się w ich stronę. Musiało mi się przesłyszeć, skoro reszta moich towarzyszy nic nie usłyszała.
A jednak! Ezra powędrował wzrokiem w ten sam kierunek co ja.
 Chcesz pukać do własnego domu?!- usłyszałam lekko rozbawiony głos. Znałam go. Niestety. Chociaż zastanawiając się nad tym dłużej, to nie było mi szkoda. Bo jeśli on przyszedł, musiał zabrać ze sobą...
 Masz rację. To głupie.  tym razem był to młody głos. Drzwi wejściowe uchyliły się.
Patrick szybkim ruchem wstał, a za nim reszta chłopaków. Ustawili się przede mną, oczywiście zasłaniając mnie, żeby żadna krzywda mi się nie stała. Ezra stanął koło nich, jednak najbliżej mnie. 
 No proszę! Nie ma mnie tylko kilka dni, a ty już zapraszasz takich przystojniaków do domu! Dziewczyno! Wstydź się!  Kosiarz pomachał grożąc mi palcem.  A tak w ogóle, to może zapoznasz mnie z nimi? Szczególnie z tym niebieskookim blondynem.  mrugnął znacząco do Ezry. Ten zdezorientowany wpatrywał się w niego. W końcu wstałam i przedarłszy się, przez męską zaporę, dotarłam do chłopaka stojącego przy rozmówcy.
 Scott!  krzyknęłam wtulając się w niego. – Tęskniłam za tobą...
 Ja też, Sam.  szepnął, czule mnie obejmując.
– Chyba też zasłużyłem na jakieś uściski, no nie?  spytał uśmiechnięty Śmierć.
 Mógłbyś chociaż zapukać.  odburknęłam lekko odsuwając się od Scotta.
 Ale on tu mieszka!  wskazał palcem na chłopaka.
– Właśnie! On! Nie ty! Więc nie licz na nic przyjemnego.
 Dobra, dobra... – odpowiedział podnosząc ręce.  Może ten przystojniaczek jakoś mnie pocieszy.  znów spojrzał na Ezrę, tym razem puścił mu oczko.
Nie mogłam ukryć swojego rozbawienia. Śmiałam się z całej tej sytuacji, jednak po chwili poczułam dziwny zapach. Przeszłam wzrokiem po wszystkich zebranych i zatrzymałam się wpatrując w Scotta. Dużo nas tu nie było, chłopaki poszli oznajmiając, że idą sprawdzić teren. Wciągu ostatnich kilku dni sama zauważyłam, że coraz więcej mieszańców napływa do miasta. Moja moc ich przyciągała, a treningi mogły ściągnąć ich aż pod sam dom, więc to nie było dla mnie nic zdziwienego, że poszli sprawdzić. Oczywiście Ezra został, bo przecież ktoś musiał też mnie pilnować.
 Ściągaj koszule.  rozkazałam, wciąż wpatrując się w przyszłego łowcę.
 Sam? Czyś ty zgłupiała? Po co miałbym to robić?  zapytał zdziwiony, a zarazem zdenerwowany chłopak.
Mam cię!
 Czuje tusz. Chyba nie zrobiłeś sobie tatuażu?!
Scott spojrzał na Kosiarza, a ten tylko wzruszył ramionami.
 Nie wierze! Zrobiłeś to! Tak?!
 No.  wyburczał pod nosem.
 Coś ty sobie wyobrażał?! Zostawiłam go pod twoją opieką, a ty mi tu z takim czymś wyskakujesz!  zaczęłam wydzierać się na rozbawionego Kosiarza. Wiedziałam, że to był jego pomysł. Zaczęłam grozić mu, że go zabije. Wiem, że to głupie, ale czułam przy tym jakąś ulgę...
 Dobrze, już dobrze. Opanuj się dziewczyno! Chciałem zrobić mu prezent na urodziny...
 Też mi prezent!  przewróciłam teatralnie oczami. – I tak by dostał znaki po Wstąpieniu.
 Jakie znaki?  zapytał zaciekawiony chłopak.
 Nawet mu o tym nie powiedziałeś?  rzuciłam oskarżycielsko.
 Nie było okazji...a zresztą ty nie jesteś lepsza!  odparł Śmierć.
Pokręciłam głową i spojrzałam na Scotta- Dostajesz znaki, czarne runy symbolizujące twoją moc.
– Nieśmiertelność, możliwość zmiany w wilkołaka lub wilka, wyostrzone zmysły i takie tam. Zresztą, nie znam wszystkich, ale jest ich dość sporo. Dostajesz góra dwa znaki, zgodnie z twoim darem.  dodał Ezra.
 Och! Patrzcie! Nie dość, że przystojny to i mądry!  zamruczał Kosiarz.
Blondyn stał nieruchomo, wpatrując się we mnie. Szukał jakiejkolwiek pomocy z mojej strony. Widziałam zmieszanie w jego oczach i nie mogłam ukryć rozbawienia, zresztą Amanda też. 
Śmierć wciąż patrzył się w niego. W sumie, nie dziwie mu się. Zawsze miał słabość do przystojnych osób. Płeć nie miała znaczenia, no i rasa też nie... Raz nakryłam go w łóżku z półczarownicą, nie było to nic niezwykłego, pomijając oczywiście to, że było to moje łóżko i mój dom! Jej mina była bezcenna. Zresztą jego też, po tym jak zostawiła go spoliczkowanego.
Widziałam, że ma ochotę na mojego faceta. Właśnie, MOJEGO!
 Przestałam się śmiać. Już nie było mi do śmiechu. Czule pocałowałam Ezrę w usta i poprosiłam, żeby zrobił nam coś do picia.
 Ej, ale tak się nie bawimy...  powiedział obrażony Kosiarz.
Zajęliśmy miejsca w salonie i po tym jak MÓJ facet przyniósł napoje, zaczęliśmy rozmawiać. Wypytywałam Scotta o to, jak mieszka mu się ze Śmiercią. Oczywiście napotykałam na jego zazdrosne spojrzenia. Nie mógł przeboleć, że to ja siedzę na kolanach tego przystojniaka, a nie on.
W końcu zrezygnowany Śmierć, spojrzał na blondynkę. Była trochę zdenerwowana. W sumie nie dziwię się jej, kto by był szczęśliwy ze spotkania z Śmiercią? Nawet ja nie cieszyłam się na nasze spotkania, pomimo tego, że no... przyjaźnimy się. Tak, właśnie. Chyba po tylu czasach mogę w końcu przyznać się do tego, że się przyjaźnimy. Niestety, ale z drugiej strony przyzwyczaiłam się już do jego bezczelności i arogancji. 
Na szczęście, długo nie musiała znosić jego obecności. Wyszedł oznajmiając, że ma jakieś sprawy do załatwienia i wróci po Scotta za dwa dni. 
Miałam dwa dni żeby nacieszyć się jego obecnością. Śmierć domyślił się chyba, dlatego też zostawił go. Jutro Scott miał urodziny. Wielki dzień dla niego, jak i dla mnie. Od dłuższego czasu przechowuję prezent dla niego, ale nie to było najważniejsze. Jutro miało się odbyć jego Wstąpienie. Piękna, a zarazem bolesna ceremonia. Wielki dzień dla każdego łowcy. Martwiłam się, że nie będę przy tym, ale muszę przyznać, że jestem wdzięczna Kosiarzowi. Pomimo tego, że teraz dzięki niemu na ramieniu chłopaka znajduję się wielki, czarny triskelion, byłam mu wdzięczna za pomoc. 
Nie siedziałam z nimi za długo. Pomimo tego, że dobrze nam się rozmawiało, a szczególnie miło było, że Scott zaprzyjaźnił się z Amandą... Chociaż to jak na nią patrzył, sugerowało by, że on... Nie! To głupie. Przecież dopiero co się poznali i już mieliby się w sobie zakochać? Przynajmniej Scott. Co do uczuć dziewczyny, nie byłabym taka pewna...
Ledwo weszłam do pokoju i usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. Ezra stał w środku uśmiechając się do mnie. Nagle znajdował się tuż przy mnie, obejmując w pasie swoimi, jak zwykle ciepłymi, dłońmi. Jego usta od razu znalazły drogę do moich warg i staliśmy tak, namiętnie całując się.
 Podobało mi się to, jak byłaś o mnie zazdrosna.  wymruczał mi do ust.
 Nikt nie będzie podrywać mojego faceta.  odparłam. Czułam jak się uśmiecha przerywając pocałunek.
– Twojego. powtórzył z uśmiechem.  Jestem tylko twój i zawsze będę.  odchyliłam się lekko od niego, aby spojrzeć mu w oczy. Piękne niebieskie szafiry wpatrywały się we mnie z czułością. Chciałam aby już tak zawsze było. Powoli wszystko się układało. Miałam rodzinę. Nareszcie miałam kogoś na kim mi zależało i kogoś, kto interesował się mną. Ale na jak długo?
 Obiecujesz?  zapytałam. Bałam się odpowiedzi. Bałam się, że to wszystko było jednym wielkim snem, albo, że zaraz ktoś wyskoczy i krzyknie „ Żartowaliśmy”. Tak cholernie się bałam, że mogę go stracić.
 Obiecuję.  pocałował mnie w czoło.  Moja dusza i ciało należą do ciebie. Nie potrafiłbym żyć bez ciebie. Bez twojego dotyku, umierałbym każdego dnia po trochu, aż w końcu...  nie dokończył pod wpływem mojego pocałunku. Złapał mnie za uda i bez większego oporu podniósł. Automatycznie objęłam go nogami, krzyżując je na jego plecach. Ujęłam dłońmi jego twarz, a ten się uśmiechnął.
 Czas na moją nagrodę.  oznajmił.
Zmarszczyłam brwi. – Jaka nagroda? Przecież to ja wygrałam. Mam ci przypomnieć ile razy musiałeś mnie całować leżąc na ziemi?
 Z chęcią bym to powtórzył, ale ja wiem swoje. Nie mam ochoty teraz na uświadamianie ci, że to ja wygrałem, więc dojdziemy do tego po mojej nagrodzie.
Miał rację, nie do tego, że to on zwyciężył, ale że to nie najlepszy moment na rozmowy.





No i kolejny rozdział gotowy!
Następny rozdział planuję na 24 stycznia jeśli... pod tym postem znajdą się min. 10 komentarzy xd
Jestem wam bardzo wdzięczna za 1,500 odwiedzin! Ale chciałabym usłyszeć więcej waszych opinii na temat tego opowiadania.
Miłego czytania i komentowania : *